*** Pink Floyd - "Echoes The Best Of" ***
Pink Floyd to legendarny zespół. Zapewne mało osób, które czytają KM zna go - a większość z tych co zna, to tylko z nazwy. A wydali oni kilka albumów, które zmieniły oblicze rocka. Dwoma najsłynniejszymi są "The Dark Side Of The Moon" i podwójny "The Wall". Za to w zeszłym roku wydano dwupłytową składankę "Echoes The Best Of". Nie mogło mnie to ominąć. Okładka jest fajna. Przez jedno okno widać drugie okno, przez drugie okno widać trzecie, itd. Ale przejdźmy do piosenek. Zaczyna się "Astronomy Domine" z pierwszej płyty Pink Floydów. Nieźle, ale to dopiero początek. Trzeba wiedzieć, że Pink Floydzi różnili się trochę od innych zespołów muzycznych. Nie chodzi tu, że inną grali muzykę - choć to też. Otóż często na początkach ich utworów (w trakcie też, choć rzadziej - pierwszy nawias) często można usłyszeć dziwne dźwięki związane z utworem, np. na początku "Money" słychać kasę do pieniędzy, a na początku "Time" - zegary. Drugim odchyleniem od normy było dzielenie utworów. Nie byłoby to dziwne (inni też tak robią, np. "Bohemian Rhapsody" Queenu mogłoby być trzema piosenkami - drugi nawias), gdyby nie to, że jeden kawałek jest często gdzie indziej na płycie niż drugi. Na "The Wall" znajdują się w trzech różnych miejscach "Another Brick In The Wall (Part 1)", "Another Brick In The Wall (Part 2)", "Another Brick In The Wall (Part 3)". Zaś na "Wish You Were Here" utwór "Shine On You Crazy Diamond" - na początku są części 1-5, na końcu 6-9. Razem ten utwór trwa coś koło dwudziestu trzech minut. Wracając do płyty. Drugi kawałek na krążku nr 1 to "See Emily Play". Podobny do poprzednika, na początku nie zauważałem, kiedy jeden się kończy, a drugi zaczyna (zresztą to kolejne uchybienie od normy Pink Floydów, czyli brak przerw między utworami - trzeci nawias). Dalej jest "Happiest Days Of Our Lives". Trwa on niestety tylko niecałe półtora minuty, więc nie można się w niego wczuć. Co jest czwarte? Rodzynek. Najlepsza piosenka na płycie pierwszej i zapewne najsłynniejsza piosenka Pink Floydów - mianowicie "Another Brick In The Wall (Part 2)", której refren śpiewają dzieci. Piąta jest tytułowa "Echoes". Jest trochę nudna, bo trwa ponad szesnaście minut, a wokal prawie w ogóle się nie odzywa. Trochę szkoda zmarnowanego miejsca na płycie. Na szczęście dwa następne: "Hey You" i "Marooned" poprawiają dobre zdanie o płycie. "The Great Gig In The Sky" oraz "Set Controls For The Heart Of The Sun" są takie nijakie. Zresztą na każdej, nawet najbardziej idealnej płycie znajdzie się co najmniej jedna piosenka nijaka - ani dobra, ani zła, której prawie się nie pamięta. Następnie znów jest świetnie - "Money", o którym już wyżej pisałem. Trzy ostatnie piosenki na krążku pierwszym też są dobre. Reasumując - płyta pierwsza zasługuje na wysoką ocenę, czyli 9+. Druga za to jest właściwie idealna. Nie ma gorszych czy nudniejszych kawałków, wszystkie trzymają jeden poziom. Zaczyna się dłuuuuuugim "Shine On You Crazy Diamond". Z dziewięciu części postanowiono wybrać siedem, dlatego utwór trwa "tylko" siedemnaście i pół minuty. Wokal włącza się coś dopiero przy siódmej, ale jest cudowny i jego się najbardziej z piosenki pamięta. Drugi jest wspominany "Time". "The Fletcher Memorial Home", "Comfortably Numb", "When The Tigers Broke Free", "One Of These Days" i "Us And Them" - to tytuły następnych piosnek. Mam nadzieję, że wystarczy powiedzieć, że są wspaniałe (a pierwsza z wymienionych najwspanialsza - czwarty nawias). Dalej jest bardzo odjechane "Learning To Fly". Prawdziwa uczta zaczyna się jednak dopiero pod koniec płyty nr 2. "Wish You Were Here" zaczyna się jakimś dialogiem, a potem mamy wspaniałą balladę. "So, so you think you can tell, heaven from hell" - to cytat z początku. Piosenka pochodzi z płyty pod tym samym tytułem. "Jugband Blues" jest super. Potem jeszcze lepsze "High Hopes". Utwór pochodzi z ostatniej ich płyty, mianowicie "Division Bell". Mają już koło sześćdziesiątki i to się daje odczuć, niemniej kompozycja jest bardzo dobra. Na zakończenie trzygodzinnej sesji z Pink Floydami otrzymujemy "Bike". Utwór zaczyna się śmiesznie, a kończy strasznie. Oto cała historia Pink Floydów. Ich najlepsze kawałki. Jeżeli jesteś fanem rocka, nie kupuj tylko jeżeli posiadasz ww. piosenki na innych płytach (or kasetach - piąty nawias). Brakuje mi tylko "Welcome To The Machine", bo to naprawdę dobra piosenka. A za drugą płytę - pełna dziesiątka.
Subiektywna ocena CD1:9+/10
Subiektywna ocena CD2:10/10
PS. W tekście było tylko pięć nawiasów. Uważam się za uleczonego od nawiasoholii.
PS2. Słuchajcie Queenu i Pink Floydów.