*** Nirvana - "The Very Best" ***


Po krótkim odchyleniu w stronę popu, powracam do mojego ulubionego gatunku muzyki, mianowicie rocka. Dokładniej do grunge'u(ciekawostka dotycząca grunge'u:wczoraj oglądałem film "Twierdza"-piszę 5 marca, jakby kogoś obchodziło-grał w nim Sean Connery, grał więźnia skazanego na dożywocie, gdy Nickolas Cage go odwiedza, aby go uwolnić, mówi do niego:"Przydałby ci się fryzjer", na co Connery:"Mam niemodną fryzurę?"-ma średnio długie tłuste włosy, jak widać przez trzydzieści lat siedzenia nie korzystał często z mycia włosów, na co Cage:"Modną. . . wśród zespołów grunge'owych", potem gdy już Seana wypuścili, poprosił o fryzjera, gdy ten go zobaczył, powiedział coś w stylu:"Boże, jaka fryzura!", na co Sean spokojnie:"Grunge'owa"-choć sam nie wiedział zapewne, co to jest grunge, gdyż siedział trzydzieści lat, na co fryzjer ze spokojem:"Aha", jak widać nie trzeba nic robić, żeby mieć modną fryzurę, i od jakichś dwóch lat też stosuję tą metodę, mam włosy na kilka centymetrów, wcale ich nie czeszę, jak wstaję każdy mam w inną stronę odchylony, a w szkole już wszyscy się do tego przyzwyczaili, nawet wymyśliliśmy nazwę:freestyle, ale coś przydługi ten nawias, więc już wracam do Nirvany), bo taki nurt w muzyce rockowej wybrali(więcej-nawet stworzyli)Kurt Cobain i koledzy.

"I fell asleep and watched TV"

Wcześniej z Nirvany pisałem o płycie pt. "Nevermind", która dostała pełną dziesiątkę. "The Very Best" trochę do tego brakuje, ale po kolei. Czy można zrobić składankę najlepszych utworów, jeżeli zespół wydał tylko cztery studyjne płyty?Jak widać tak. Kariera Nirvany zaczęła się w 1989, kiedy to jeszcze mało znani wydali "Bleach"(nigdy nie wiem, czy przez samo "h", czy przez "ch"). Płyta nie odniosła sukcesu, ale potem przejęła ich komercyjna wytwórnia, i następna płyta, właśnie "Nevermind" stała się znana na cały świat, dla wielu najważniejsza płyta lat 90-tych. Kolejne dwie już nie odniosły takiego sukcesu, co nie znaczy, że nie były dobre. "Nevermind" wydano w 1991, potem w 1992 "Incesticide" z dawniej(przed "Nevermind"-em)nagranymi piosenkami, następnie w 1994 "In Utero", a co było potem. . . myślę, że każdy wie. Kończę jednak ogólnie o Nirvanie i jej płytach, a przechodzę do mieszanki wszystkich czterech pod nazwą "The Very Best". Otwiera się dwoma myślę najsławniejszymi piosenkami zespołu, obie z "Nevermindu". Chodzi mi o "Smells Like Teen Spirit" i balladowe "Come As You Are". Może teraz jednak przejdę do końca płyty, bo jest on szczególny. Na dwadzieścia piosenek(w "The Very Best"), z tej najmniej znanej "Bleach" są tu tylko trzy, ale za to w wersji koncertowej(płakać czy cieszyć się). Są to właśnie trzy ostatnie:"School", "Floyd The Barber" i "About The Girl". Mimo iż "Nevermind", jak i "Bleach" to grunge, to właśnie te trzy piosenki i cały "Nevermind" mogą pokazać jak odmienny może być ten gatunek rocka. Otóż dzieli je przepaść. Te trzy piosenki są szybkie, bardzo ostre i bardzo surowe. Nie ma miejsca na powolne ballady. Mimo to są bardzo dobre. Wracając do początku płyty, trzecia jest piosenka "Oh, The Guilt". Przypomina ona, że grunge pochodzi od punku(nawet przeją jego atrybut:buty martensy), bowiem jest bardziej punk rockowa niż grunge'owa.

"Rape me my friend, rape me, rape me again"

Potem są dwie podobne "Dive" i "Aero Zeppelin", co wcale nie znaczy, że słabe. Następna to perełka, czyli "Heart-Shaped Box". Jest ona z tych powolniejszych Nirvany, ale na pewno nie jest w stylu "Come As You Are". Idąc dalej będzie mocniejsze "Puss" i wolniejsze, ale dobre "In Bloom".

"Hello, hello, hello, how low"

No i trafiam na swoją ulubioną Nirvany, czyli "Sliver". I pytam-Dlaczego ona jest taka krótka?Tylko dwie minuty i dwanaście sekund. Dalej jest "Frances Farmer Will Have Her Revange On Seattle". Znów spokojniej, szkoda, że tylko nie wiem, o co w niej chodzi(czy Frances Farmer to imię i nazwisko, czy . . . hmmm, francuski farmer?). "Drain You" to jedna z moich ulubionych utworóch zespołu. Dalej są dwie jeszcze fajniejsze:"Lithium" z "Nevermind"-u i "All Apologies". Obie nie są za mocne, ani za spokojne, akurat.

"I'm so ugly, but that's OK, 'cause how are you?"

Następnie jest "Big Long Now". I to właściwie jedyna piosenka Nirvany, która mi się nie podoba. Dlaczego?Za szybka, za surowa i jakaś bez takiego składu ogólnego. Na szczęście nie trwa nawet dwóch minut, więc nie zajmuje wiele miejsca na płycie. Potem jest "Stay Away", szósta i ostatnia z "Nevermindu". Jest podobna do "Big Long Now", ale bardziej mi się podoba, gdyż ma taki wyraźny refren i nie jest łomotaniną bez sensu(tylko łomotaniną z sensem, he, he). "Ancurysm" też jest fajny, ale nie na takim poziomie jak te najważniejsze. W końcu dochodzę do końca. To znaczy jeszcze są na płycie cztery piosenki, ale trzy ostatnie już wyżej opisywałem. Siedemnasta na krążku jest dla mnie mniej więcej tak ważna jak "Sliver" czy "Smells Like Teen Spirit", mianowicie "Rape Me". Cytat z niej znajduje się gdzieś wyżej. Tu dochodzę jednak do najważniejszego błędu płyty:brak "Polly" z "Nevermindu". Według mnie "Polly" powinna znajdować się przed "Rape Me". Otóż te piosenki są powiązane i muszę opisać w jaki sposób, choć pewnie sporo osób już to wie. Zaczęło się od tego, że po koncercie punkowym jakiś pijany debil zaciągnął do swojej przyczepy kampingowej dziewczynkę, gdzie zgwałcił ją i torturował. Na szczęście udało jej się uciec, a gwałciciel do dziś siedzi w kiciu. Po tym incydencie powstała "Polly"(to chyba od imienia dziewczynki?), jednak osiągnęła przeciwny skutek. Dwaj "fani" Nirvany gwałcąc inną dziewczynę śpiewali jej właśnie "Polly". I po tym wydarzeniu powstało "Rape Me", a ww. cytat można przetłumaczyć jak:"Zgwałć mnie, mój przyjacielu, zgwałć mnie, zgwałć mnie znów". Dlatego uważam, że i "Polly", i "Rape Me" powinny znaleźć się na tej płycie. Patrzę na to, co napisałem, i wychodzi, że napisałem najdłuższą recenzję, jaką kiedykolwiek napisałem. Więcej, nawet jest to najdłuższa recenzja ze wszystkich moich przeczytanych(powiecie, że mało czytam). Ale to głównie za tą opowieść o "Twierdzy", o historii Nirvany, o "Polly" i "Rape Me", o "Bleach", no i przez to, że opisałem krótko wszystkie dwadzieścia piosenek. Dlatego sądzę, że ta recenzja za względu na swoją długość zostanie skrócona, albo w ogóle nie opublikowana w KM. Mam najlepszy pomysł(jak ja wpadnę na jakiś pomysł, to najlepiej ewakuować całe miasto):podzielić ją na powiedzmy czy części, i pierwszą pokazać w jednym numerze, drugą w drugim, trzecią w trzecim. Zajmuje ponad 6, 5kb w notatniku(to co będzie w HTML-u), więc postanowiłem na następny raz się hamować.

Subiektywna ocena: 9+/10

PS. Słuchajcie Nirvany(i Queenu, oczywiście).


© Miki <mikus87@net.e.pl>
(np. Acid Drinkers "Always Look On The Bright Side Of Life/Menel Song")