*** Recenzja albumu Marilyn Manson - "The Last Tour on Earth" ***
Data premiery: 16.11.1999
Lista utworów: 01. Inauguration Of The Mechanical Christ; 02. The Reflecting God; 03. Great Big White World; 04. Get Your Gunn; 05. Sweet Dreams/Hell Outro; 06. Rock Is Dead; 07. The Dope Show; 08. Lunchbox; 09. I Don't Like The Drugs (But The Drugs Like Me); 10. Antichrist Superstar; 11. The Beautiful People; 12. Irresposible Hate Anthem; 13. The Last Day On Earth; 14. Astonishing Panorama Of The Endtimes
Bonus CD: 01. Coma White; 02. Get My Rocks Off; 03. Coma White (acoustic); 04. A Rose And A Baby Ruth
Skład zespołu: Marilyn Manson - wokal; Ginger Fish - perkusja; John 5 - gitara; Madonna Wayne Gacy - klawisze; Twiggy Ramirez - bas
Pierwsza i jak na razie jedyna płyta koncertowa w dorobku Marilyn Manson. Co tu duzo mówić, tym razem chłopaki udowadniają, że umieją grać także na żywo (chociaż każdy kto widział jakikolwiek ich występ i tak doskonale to wie:)). Pierwsze wrażenie - jak zawsze okładka. I tutaj Manson znowu nie zawodzi. Wielki płonący krzyż, a przy nim tłum z uniesionymi pięściami. O wykonaniu utworów nie ma więc co się rozpisywać - kto słyszał oryginalne ten nie bedzie niczym zaskoczony. Może poza dwoma chlubnymi wyjątkami: znakomite Hell Outro w "Sweet Dreams" dosłownie wgniata w fotel, a "Lunchbox" jest o wiele szybszy niż na "Portrait of an American Family". Jak więc widać, "TLToE" zawiera piosenki ze wszystkich poprzednich albumów, jednak widać znaczącą przewagę tych nowszych. Jak dla mnie to najbardziej warte uwagi na płycie są mowy Mansona do publiki. Opowiada swoje sny, dopieprza gliniarzom (do fanów: "I don't know if you guys know but we've got some special friends here tonight - there's about a hundred of cops just waiting to arrest any of us, I think we should say 'Hello' to the cops!", na co tłum reaguje głośnym wyciem; cały Manson:)) i w ogóle cały czas podgrzewa atmosferę jakimś okrzykiem ("You're so fuckin' beautiful!") czy innym zachowaniem, co można poznać po zachowaniu widowni. Moim zdaniem najlepszy utwór (wszystkie są bardzo dobre, ale ten jak bije i oryginał, i inne kawałki) to "The Last Day on Earth". Tylko gitara, czasami klawisze i ten smutny wokal - bomba, szczególnie jak człowiek nie jest w najlepszym nastroju i nie ma ochoty na "ostre granie", jakie prezentuje większość pozostałych piosenek. Poza tym na płycie zawarty jest całkiem nowy utwór - "Astonishing Panorama of the Endtimes". Moim zdaniem taki sobie, ale co kto lubi - do ery "Mechanical Animals" pasuje jak ulał. Za to teledysk ma bardzo dobry - wykonany na potrzeby programu "Celebrity Deathmatch" z MTV, wszystko z plasteliny (kto ogląga program ten wie, a kto nie - niech żałuje). Oprócz tego w limitowanej edycji dołączona jest jeszcze jedna płyta zawierająca cztery kawałki, dwie wersje "Coma White" i dwa covery. Najlepszy jest chyba "Get My Rocks Off" ze względu na świetne liryki, pasujące do Mansona jak mało co, chociaż autorem tekstu (a przynajmniej oryginalnego wykonania) jest Dr Hook. To by było na tyle, bo w sumie więcej o tej płycie napisać się nie da - po prostu porządna robota, warta zakupu i słuchania. Dzięki różnorodności utworów nie nudzi się, a kto nie miał okazji obejrzeć niesamowitego przedstawienia, jakim jest każdy koncert Mansona, to tutaj może sobie posłuchać i mieć nadzieję, że taka okazja się kiedyś przytrafi:).
Moja ocena: 9/10