*** Metallica - "Metallica" ***


Tym razem postanowiłem "obejrzeć się troszkę za siebie" i zrecenzować płytę od której rozpoczęła się moja miłość i fascynacja muzyką rockowo-metalową.

Nie ukrywam, że jest to jeden z najważniejszych dla mnie albumów, płyta, która raz na zawsze zmieniła moje życie i jednocześnie najlepszy w moim mniemaniu materiał Metalliki.

Ta płyta jest już określana jako kamień milowy w historii ciężkiego rocka i metalu. I trudno się z tym nie zgodzić. "Czarny album" wypełnia 12 kapitalnych, równych numerów. Właśnie równych, nie tak jak na innych krążkach Ulricha i spółki (przynajmniej Load i Reload) - 2 fajne kawałki, kilka przeciętnych, a reszta do przewijania. "Czarnej płyty" znakomicie słucha się całej. Już początek jest powalający, a więc ENTER SANDMAN i SAD BUT TRUE - metalowa klasyka. Właściwie każdy numer zasługuje na odrębny komentarz, ale dajmy se siana, cała płyta bogata jest we frapujące riffy, genialne aranże, obłędne solówki Hammeta i solidną grę sekcji Ulrich - Newsted. Niektórzy, zasłuchani we wcześniejsze albumy Metalliki twierdzą, że zespół na tejże płycie sprzedał się i w ogóle to jakaś komercha. Według mnie to błędna ocena. Każdy zespół musi się rozwijać i zmieniać, a nie spełniać wymagania kilkunastu fanów i grząznąć w miejscu. Nie da się ukryć, że thrashowa dotychczas Metallica skręciła tu w kierunku rocka, popierając to dość szlachetną produkcją Boba Rocka, czego zagorzali fani tradycyjnego thrash-metalowego łojenia nie mogli strawić.

Kolejne krążki grupy - bliżniacze Load i Reload są według mnie świadectwem kryzysu tej jakże ważnej dla rocka lat 90-tych formacji. Kompozycje z wspomnianych materiałów nie mają siły i autentyczności, choćby ENTER SANDMAN i THE UNFORGIVEN.

Podsumowując: jest to zapewne jeden z najistotniejszych krążków ostatnich kilku lat. A co do Metalliki to zastanawiające, kiedy ci goście wydadzą nowy, premierowy, studyjny album. Od ostatniego - Reload - upłynęło już przecież 5 lat.


© Toolowiec85