*** Depeche Mode - "Exciter" ***


"Somebody have still shine for me"

I oto kolejna recenzja, którą mam zamiar przełamać brak popu(i rocka)w KM. Wcześniej z popowych recenzowałem Coldplay i R. E. M. i na pewno jeszcze kiedyś coś napiszę(ale nie na temat Enrique, nie bójcie się). Depeche Mode to jeden z najpopularniejszych zespołów popowych w Europie. Myślę, że każdy spotkał się z tą nazwą, choć już z podaniem tytułów już byłoby trochę trudniej. Do czasu tej płyty, "Exciter" moją ulubioną piosenką Depeche'ów było "Enjoy The Silence". Zaczynali gdzieś w latach 70-tych, może początku 80-tych jako osiemnastolatki. Szybko z grającej rocka kapeli zmienili się w elektronic popową grupę. Potem w latach 90-tych była długa przerwa, brak popularności. . . i wybuchneli tą płytą. Najpierw wylansowano "Dream On". W ogóle większość z ich piosenek traktuje o miłości. Przypomina mi to trochę Enrique. . . Ale nie ważne.

"Can you feel a little love?"

Potem jeszcze trzy piosenki wyszły na singlach, ale o tym zaraz. Zaczyna się wspomnianym "Dream On". I tu posiadacz płyty zauważy ciekawą rzecz. Otóż wersje puszczane w radiu i w TV tej piosenki(jak i nie tylko tej)różnią się od tej z płyty. Czym?Właśnie tą elektrycznością. Na płycie jest jej mnóstwo, zaś na singlach-prawie nic nie słychać. Po początkowym "Can you feel a little love?" jest pożądna ilość muzyki zrobionej z pomocą komputerów-w radiu tego nie słychać. Dlaczego?Nie wiem, może Depeche sądzą, że elektroniczny pop już nie jest modny i piosenki takie nie zajdą wysoko w listach?Ale jeżeli tak, to czemu całej płyty nie wydadzą normalnej, tylko wwalają tam tą elektrykę?Mi to nie przeszkadza, ale wielu osobom tak. Drugie jest "Shine", z którego pochodzi cytat na samej górze recenzji. Nie różni się zbytnio od "Dream On", znów jest sporo elektroniki. Potem są dwie mdłe, nudne piosenki, więc dużo o nich nie napiszę. Piąta jest jedną z fajniejszych na krążku-"The Dead Of Night"-trochę głośniej śpiewana niż inne. Potem znów piosenka o . . . no, zgadnijcie o czym?Tytuł brzmi "Lovetheme"-i wszystko jasne. Jednak tylko dzięki tytułowi wszystko jasne, bo jak widać theme-czyli sama melodia. Drugą znaną mi przed pożyczeniem płyty była "Freelove".

"Let's make it clear"

I znów jestem wycyckany. W telewizji puszczana piosenka zaczyna się od razu od głosu wokalisty. Co jest na płycie?Przydługie, minutowe elektroniczne intro, potem dopiero to znane z TV. Taki numer chamski wyciąć. "Freelove" podoba mi się, ale wolałbym na przyszłość, aby nie zmieniano wersji. "Comatose" jest nawet fajne, ale to nie to. "I Feel Loved"-znów miłość. Elektronika utrzymana w dyskotekowym stylu. Też wydana na singlu, ale słyszałem ją za mało razu, by znaleźć jakieś różnice. Jedenasta piosenka(pomijam jedną)jest znów bez wokalu-trudno tu jednak powiedzieć instrumentalna(bo kojarzy mi się to z "Orion" Metalliki), lepiej:komputerowa. Kończy płytę także znana "Goodnight Lovers". Śpiewana jest w duecie, do tego bardzo cicho, więc wielu może się nie podobać-jednak gdy się wsłuchać w to-przyznam, dla mnie genialna i może nawet najlepsza na płycie. Ogólnie mimo tych kilku wad, płyta dostanie ode mnie ósemkę - czyli średnio dobrze.

Subiektywna ocena: 8/10

PS. Cytaty umieszczone w tekscie pochodzą z tej płyty. Nie mają żadnego znaczenia, po prostu postanowiłem dodawać od teraz je w recenzjach(oczywiście zawsze z recenzowanej płyty).
PS2. Nie będę robił spacji po znakach interpunkcyjnych. Nie zmusicie mnie! [HEX2000: Czyżby? ;)] I sądzę, że nie warto tego zmieniać.


© Miki <mikus87@net.e.pl>
(np. Pearl Jam "Crazy Mary")