*** Coldplay - "Parachutes" ***


Jak myślicie, jeżeli pisze się recenzję dziennie, to ile recenzji można napisać w miesiąc? Racja, trzydzieści (czasami trzydzieści jeden - pierwszy nawias). A po ilu miesiącach kończą się płyty do recenzowania? Jeszcze nie wiem, ale piszę recenzję dziennie, więc niedługo się dowiem. A jeżeli wszystkie moje recenzje zostaną opublikowane w Kąciku Muzycznym? Będzie trzydzieści na miesiąc? No dobra, trochę przesadzam. Ale wczoraj napisałem "Californication" Red Hot Chili Peppersów, a dzisiaj to i już myślę nad jutrem. Odejdę na chwilę od recenzji (właściwie to jej jeszcze nie zacząłem - drugi nawias), celem wypowiedzenia się na temat bluzgania na pop w KM. A więc zarówno metale, jak i hiphopowcy, oprócz bluzgania na siebie na wzajem, bluzgają zgodnie na pop. Dlaczego? Bo ten gatunek muzyki kojarzy im się tylko z Brithney Spears (której nie cierpię - trzeci nawias) i boooskiego Enrique (którego też nie cierpię - czwarty nawias). Tak samo olany był pop na okładce (niby - okładce) ostatniego Kącika, gdzie znalazły miejsce tylko metal, hip hop, techno i rock (gdyby tego nie było, to bym nie darował - piąty nawias). Więc tłumaczę: pop to nie jest z definicji muzyka komercyjna, ale muzyka lekka, łagodnie śpiewana. Pomimo iż zdecydowanie wolę rock, w tym gatunku także da się znaleźć dobre zespoły. Moim ulubionym jest chyba R.E.M. obok Travisa, Depeche Mode i właśnie Coldplay'u. No to przechodzę do płyty. Przed jej zapoznaniem słyszałem już trzy piosenki z niej (a sama płyta ma niewiele więcej, bo dziesięć - szósty nawias), mianowicie "Don't Panic", "Yellow" i "Trouble". Zaczyna się właśnie "Don't Panic" i przez długi czas była to moja ulubiona kompozycja na płycie, ale jej największym błędem jest to, że trwa tylko dwie minuty i kilka sekund. Dalej nie jest gorzej - "Shiver" jest żywsze i właśnie na coś takiego czekałem. "Spies", trzecia piosenka na płycie jest taka nijaka, dlatego nie bardzo ją pamiętam. Za to "Sparks" pamiętam bardzo dobrze, ponieważ jest tak monotonne, że prawie przy nim zasnąłem. Na szczęście następne jest znane mi wcześniej "Yellow". Ta piosenka jest dla mnie teraz numer jeden na płycie. Wreszcie słychać perkusję, no i wokal zdecydowanie najlepszy. Po "Yellow" mamy "Trouble". Nie będę tego utworu opisywał, powiem tylko, że jest bardzo dobry. Kolejną propozycją jest tytułowe "Parachutes". Mam propozycję - ten i dwa następne utwory połączyć w jeden, tylko ciekawy. Bo te są... cienkie i dlatego ocena jest zaniżona do ósemki. Ostatnia jest "Everything's Not Lost", najdłuższa piosenka na płycie. Gdy minął jakieś pięć i pół minuty zespół razem z wokalistą cichną. Można pomyśleć, że koniec piosenki. Ale nie grają jeszcze potem aż do siedmiu minut i jeszcze trochę. Wadą płyty jest jej długość (tylko czterdzieści minut - siódmy nawias), ale ogólnie jest godna polecenia.

Subiektywna ocena: 8/10


© Miki <mikus87@net.e.pl>