Strona główna | Redakcja | Teksty | Humor | Linki | Listy | Kontakt

Dawno, dawno temu w powiecie Małymiękkim, w miasteczku Windowsowo żył sobie pewien facet. Zwano go Gillem. Był to zwykły user (czyt. Windowsiarz). Nie wybijał się za bardzo swoimi informatycznymi zdolnościami. Umiał zainstalować jakąś gierkę, czasem ją przejść. Posługiwał się także Word'em, Excel'em i PowerPoint'em. Acces był dla niego wyższą szkołą jazdy. Z każdym - nawet najmniejszym - problemem jeździł do serwisu (a miał do niego jedyne 28km;).

Pewnego razu na gwiazdkę Gill dostał m.in. gazetę z dwoma płytami. Na płytach znajdował się Linux Red Hat 7.1 Seawolf. Gazeta nazywała się CHIP Special - Linux - Zima 2000. W mózgownicy Gilla zalęgła się pewna myśl. Chciał zainstalować Linuxa. Wiecie, tak dla porównania. Chciał zobaczyć czy Linux jest naprawdę taki dobry jak o nim mówią. Nasz "Windowsiarz" odpalił kompa, ustawił "boot from CD-ROM" w biosie (dobrze, że miał tego CHIP Speciala, bo bez niego chyba w życiu by na to nie wpadł ;) i włożył pierwszą płytkę. Ku jego zdumieniu instalator Red Hata wyglądał bardzo przyjaźnie. Niestety, był po angielsku. Gill władał tylko językiem rosyjskim i mówił troszkę po polsku (a może na odwrót? ;). Na szczęście jakoś poradził sobie z tym problemem. Nauczony doświadczeniami z M$ Windowsa zaczął po koleji klikać przycisk "Next". Po upływie jakiś 30 minut Gill miał już zainstalowanego Linuxa :) Zrebootował kompa. Wszystko szło ładnie, pięknie dopóki nie wyskoczył prompt "login:". Gill pomyślał: "No nic. Chyba gdzieś coś źle zrobiłem. Zainstaluje Linuxa jeszcze raz." Tym razem Gill instalował Linuxa wraz ze słownikiem angielsko-polskim. Teraz już zapisał sobie wszystkie loginy i passwordy. Po instalacji ponownie zrebootował kompa. Wpisał login, potem password. Jest ! Wszedł do systemu. Pomyślał: "ale ze mnie hacker" (no comment). Po upływie mniej więcej półtorej godziny nasz (c)hacker odpalił środowisko graficzne. Potem wraz z gazetą skonfigurował jakoś swojego Red Hata. Po uporaniu się z konfiguracją zaczął zgrywać swoje MP3, tapetki i inne bzdety. Po tygodniu użytkowania Linusia zwątpił już w jego wielkość i stabilność. Linux chodził mu wolno, X'y cały czas się wieszały, co chwilę wyskakiwały jakieś texty po angielsku i w ogóle wszystko było do kitu. Gill postanowił wrócić do Windowsa. Usunął partycje Linuxowe, zrobił jedną partychę FAT32 na całego HDD i zainstalował sobie M$ WinShita 98.

Potem żył długo i szczęśliwie wraz z niebieskimi ekranami Windows. Oczywiście do końca swoich dni był przekonany, że Linux jest do bani.

Layout by PaCan.

Copyright (c) 2001-2002 Linux Corner. All rights reserved.