"Ubik" - Philip K. Dick


"Ja jestem Ubik. Zanim świat był, jam jest. Stworzyłem słońca. Stworzyłem światy. Stworzyłem istoty żywe i miejsca przez nie zamieszkiwane; umieszczam je to tu, to tam. Idą, gdzie im każę, robią, co im polecę. Jestem słowem i nigdy nie bywa wypowiedziane moje imię - imię, którego nikt nie zna. Nazywają mnie Ubik, ale nie jest to moje imię. Ja jestem. Ja będę zawsze."

Intrygujący wstęp, prawda? Postanowiłem zacząć tym krótkim cytatem ponieważ oddaje on odrobinkę atmosfery tej niesamowitej powieści Dicka. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że Ph. K. Dick to jeden z wybitniejszych pisarzy Science Fiction zza Oceanu. To po prostu osoba pokroju naszego Dziadka :).

Do sięgnięcia po "Ubik" nakłoniły mnie wyniki głosowanie w jednym z pism poświęconych SF. Wyniki te mówiły jasno, że najlepszą powieścią gatunku jest "Diuna" Herberta, a tuż za nią plasuje się "Ubik". To właśnie zmusiło mnie do rozpoczęcia krucjaty w poszukiwaniu tej pozycji. Po wielu bojach (nie chcecie znać tutejszej bibliotekarki) w moje ręce trafiła nieco ponad 200 stronicowa książeczka z serii "Stanisław Lem poleca".

No dobrze starczy tego ściemniania, jak zwykła mówić moja, ekhm, koleżanka - "sovek, przejdź do rzeczy!".

Historia toczy się w roku 1992 (kiedy książka powstawała to była to odleeegła przyszłość). Bardzo ważną rolę w gospodarce pełnią firmy zajmujące się przeciwdziałaniu szpiegostwu przemysłowemu, rozgrywającemu się przy pomocy telepatów. Takie firmy zapobiegawcze zatrudniają własnych telepatów, którzy zagłuszają swą energią zdolności konkurencji. Bohaterami utworu są właśnie pracownicy jednej z takich firm, której właścicielem - wspaniałym człowiekiem, szefem cudownie traktującym pracowników i w ogóle gościem z klasą - jest pan Runciter.

Drugim ważnym wątkiem są tzw. moratoria - zakłady prowadzone przez swego rodzaju mnichów, którzy są w stanie utrzymywać zmarłych w stanie półżycia. Polega to na tym, że człowiek taki podłączany jest do specjalnego urządzenia, które utrzymuje pracę jego mózgu. Proces takiej egzystencji może trwać nawet przez wiele lat. W ten sposób cały czas istnieje namiastka osoby jaką była zmarła żona Runcitera.

Specyficzną branżę, którą trudni się firma Runcitera dotyka głęboki kryzys. Dyrektor jest zrozpaczony pozycją finansową firmy... W tym momencie pojawia się nowa kandydatka do pracy - tajemnicza kobieta, która może dzięki swym zdolnościom poruszać się w czasie. To znakomity nabytek dla firmy. Czy jednak mówi o sobie całą prawdę, czy dzięki swoim umiejętnościom nie kontroluje wszystkiego co się wokół dzieje? A może to wcale nie ona jest najważniejszą osobą dramatu? Po tragicznej przygodzie na Księżycu z pracownikami zaczyna dziać się coś przerażającego...

Więcej fabuły nie zdradzę...

Aby jednak zachęcić Was do przeczytania tej naprawdę wspaniałej opowieści, postanowiłem napomknąć o pewnym skojarzeniu, które mi się nasunęło po zakończeniu lektury. Otóż przypuszczam (ha! nawet jestem pewien), że twórcy Matrixa (przy okazji serdecznie pozdrawiam twórców genialnego P.L.atrixa z bohaterami SouthParku w rolach głównych :-)) czytali "Ubika". powiem więcej - oni są maniakami tej powieści, tak jak ja, od jakiegoś tygodnia, jestem maniakiem "Ubika".

Przyjemnej lektury życzy (ale kiczowato zabrzmiało :))

---sovek

ps. Postawiłem sobie ambitny cel - zrecenzowania każdej książki, która wpadnie mi w ręce od dnia dzisiejszego - ciekawe czy wytrwam .... :) Powyższe wypociny to moje pierwsze starcie z tym postanowieniem - na razie nie bolało :-P