"Poczwarka" - Dorota Terakowska


Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
(...)
nierówni potrzebują siebie
im łatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość

Nierówni... dzieci o zabawnych, skośnych oczach. Dzieci, które nie umieją mówić tak, abyśmy mogli je zrozumieć. DS. Nierówni....

Czytałam jakiś czas temu książkę Doroty Terakowskiej, poświęconą właśnie owym "nierównym". Książka nazywa się "Poczwarka" i jest bodajże najnowszym jej dziełem.
Autorka zawarła w nim niesamowitą mieszaninę światów - tych z przeszłości i teraźniejszości, tych realnych i baśniowych, wewnętrznych i zewnętrznych. Czytając ją, miałam wrażenie, że to baśń, ale potem w opowieść wplątany został supermarket - a przecież supermarkety nie występują w baśniach :)

W baśniach nie ma też najlepszych klinik położniczych, a właśnie tam rozpoczyna się historia Poczwarki, wraz z narodzinami Długo Oczekiwanego Dziecka. Długo Oczekiwane Dziecko w chwili swojego przyjścia na świat miało już dokładnie zaplanowaną przyszłość. W ogóle Dziecko było przemyślane, zaplanowane i miało przed sobą piękną karierę, wspaniałych rodziców, duży dom i mnóstwo pieniędzy.

Ale nie spełniło oczekiwań - nie było Dzieckiem, na które czekano, było jego zniekształconą imitacją. Było "nierówne". Dziecko Nieoczekiwane miało dla swych rodziców niespodziankę, w postaci trzeciego chromosomu w 21 ich parze. Ten trzeci chromosom sprawił, że Dziecko nie miało nauczyć się czytać, pisać - nawet mówić. Jego przyszłość, zaplanowana tak dokładnie, legła w gruzach. Nie pasowało do idealnego świata tworzonego przez jego rodziców. Dziecko zaczęło więc tworzyć świat własny (a może stało się tylko częścią innego). I właśnie w ten świat wprowadzany jest czytelnik.

Czytelnik w tym świecie poznaje Boga - który ciągle jeszcze próbuje dokonać doskonałego dzieła stworzenia, choć nadal Mu się to nie udaje. Dzień po dniu, patrzymy na Jego starania, widzimy jak powołuje do życia zbyt jaskrawą trawę i ludzi podobnych do lalek barbie. Wszystko co wychodzi spod boskiej ręki jest gładkie, równe i bez skazy. Doskonałe. A jednak... kiedy Bóg na pół twierdzącą, na pół pytająco mówi: "to jest dobre", Dziecko (a więc i czytelnik) wie, że to nie jest ani dobre, ani prawdziwe, że to nie tak ma być...

"Poczwarka" opowiada o dążeniu do tej mitycznej doskonałości. Pokazuje, że doskonałość wcale nie równa się szczęściu, że mając nogi lalki barbie, niekoniecznie można na nich stać. Że dążenie do doskonałości jest wręcz wbrew naturze - daje nam to do zrozumienia sam los. Rodzice, którzy zawsze dotąd byli wzorcowymi "ludźmi sukcesu", dostali zupełnie niewzorcowe dziecko.

Ten, którego geny miały być "czyste", musiał się rozczarować. Bóg, który tak bardzo chciał stworzyć coś doskonałego, patrzył jak ludzie, będący Jego dziełem, cieszą się z nierówności na skórze i garbatych nosów. Zabawne. Przez cały czas trwania historii Dziecka, współczułam mu, chciałam, aby nagle stało się akceptowane, kochane, a pod koniec nie mogłam się zorientować dlaczego ja w ogóle chciałam uczynić Dziecko doskonałym? Po co? Czy Dziecko czułoby się szczęśliwsze, gdyby od czwartego roku życia uczyło się obsługi komputera i baletu, zamiast obserwować na strychu poczynania niezdarnego Boga?

Czytając tę książkę, doszłam do bardzo odkrywczych wniosków. A mianowicie- nikt nie jest doskonały :). I jest to jedna z lepszych rzeczy, jaka nas spotyka - to, że każdy z nas jest pod jakimś względem "nierówny" i to, że dzięki temu, każdy każdemu jest potrzebny. Naprawdę.

I znowu pewnie nie wiecie, o czym jest książka, o której napisałam. Na szczęście Dh'oine też napisał o "Poczwarce". Może od niego się dowiecie :))
Albo, ja wam powiem: ta książka jest o dziewczynce chorej na Zespół Downa, o jej Matce, która się dla niej poświęciła i o jej Ojcu, który poświęcić się nie chciał, a z którego los sobie w pewnym sensie zakpił (na końcu). Właściwie to nie była kpina, tylko pocieszenie, danie drugiej szansy, etc. Powiem jeszcze, że "Poczwarka" dobrze się kończy, jest napisana z wdziękiem i raczej warto jej poświęcić te parę godzin swojego życia :)

Charlotte

charlotta@pf.pl

PS. Wiersz jest autorstwa ks. Jana Twardowskiego, a nazywa się "Sprawiedliwość"