Rudobrody Dżil i jego pies

a właściwie: Rolnik Dżil z Ham (Farmer Giles of Ham)


Wiem, że opowiadanie to było już recenzowane, ale myślę, że się olek-olek nie obrazi...{Jeśli chcesz przeczytać wspomnianą recenzję - kliknij tutaj}

Rudobrody Dżil ma na imię Dżil i ma rudą brodę (no to rozpocząłem błyskotliwie...). Dżil ma też psa - Garma. Garm ze swym panem żyją spokojnie w wiosce o swojskiej nazwie (bardzo pięknej zdaniem Garma nazwie) Szynka, w samym centrum Wyspy. Dżil ma też krowę Galateę - ale do czasu. Nie dane jest jej bowiem cieszyć się spokojną starością. W chwili, gdy Galatea delektowała się, jak trawa rozchodzi się po jej czepcu, księgach, żwaczu i trawieńcu (wszyscy znamy to cudowne uczucie ;-) przypadkowo zabłąkany olbrzym nadepnął ją prawą stopą. Cóż, wypadki chodzą po krowach...

"Ta zniewaga krwi wymaga!" - Dżil łapie za garłacz (ot, takie staroświeckie CKM) i "mężnie wychodzi na pole bitwy". Odwaga nie konserwa, nie starcza jej na długo. Dżil mdlej... przysypia na chwilkę i bezwiednie naciska spust. Strzela celnie (męska odmiana Renaty Mauer) i przepędza olbrzyma.

Dżil zostaje bohaterem wioski, a król pasuje go na rycerza niemal odcinając mu łeb. Tak nieporęczny miecz nie jest miły Jego Królewskiej Mości - ofiaruje go Dżilowi. Jak jednak sami wiecie nigdy nie jest tak dopbrze, żeby się wszystko dokumentnie spieprzyć nie mogło. W okolicy pojawia się smok (Chrysophylax - zaaarąbiste imie, chyba z reklamy proszku do prania - jakaś nowa yntelygentna formuła?), a miecz Dżila okazuje się mieć certyfikat na wytaczanie ze smoków ostatniej kropli ich plugawej juchy...

Opowiadanie moim zdaniem przeznaczone jest dla młodzieży z podstawówki (klasy 3-6), no i dla Brando (ciao). Jest całkiem bardzo słodziutkie, jedynym czarnym charakterem jest tu młynarz, żona Dżila (wredne babsko - btw. - dziś Dzień Kobiet, wszystkim wrednym babskom składamy najlepsze życzenia ;-P ) i częściowo król, który nie chce oddać Dżilowi połowy swego królestwa. Cholerny skąpiec.

Tak więc, by zakończyć już ten trzeciej jakości art, podsumujmy: jeśli jesteś fanem Tolkiena i za swój punkt honoru obrałeś(aś) sobie poznanie całej jego/Jego twórczości kupuj tę książkę. Jeśli jednak nie jesteś fanatykiem fantastyki wydaj swoje ciężko wyłudzone pieniądze na coś innego.

UnionJack