|
"Dzieci Diuny" - Frank Herbert czyli "czy widzieliście ciało Paula Atrydy, po tym jak ślepy odszedł na pustynię ?" |
|
Coś tak rok temu po raz pierwszy zetknąłem sie ze światem Diuny. Jest to świat tak wspaniały i ogromny, że... po prostu nic nie spodziewającego się czytelnika powala na kolana. Po "Diunie" przeczytałem "Mesjasza...", a niedawno trzecią część epopei zatytułowaną "Dzieci Diuny". Aby dać większy wyraz mojemu zachwytowi nad światem Diuny wspomnę jeszcze o tym co się ze mną działo przed sięgnięciem po tę książkę. Otóż czułem niemal narkotyczny głód, wiadomo: na biologii pierścienice ;-), szukałem czegoś ciekawego w księgarniach i ciągle natrafiałem na jakiś album, a to z Gobi, a to z Egiptu... po prostu czułem, że nie wytrzymam. Tak oto raz jeszcze przyszło mi przywdziać fremeński destylozon... Większości fanów nie podoba się druga część cyklu (pisząc te słowa zakładam, że ją znasz... jeśli nie no to biegiem do biblioteki !). Pamiętam, że Paul ostatecznie zrzekł się władzy na rzecz swoich potomków - Ganimy i Leto II. Od tamtego wydarzenia minęło już 9 lat. Cesarstwem rządzi regentka - Alia, która coraz trudniej radzi sobie z drzemiącymi w niej osobowościami tysięcy ludzi z przeszłości. Na ulicach Arrakin pojawia się Kaznodzieja - tajemniczy człowiek z pustyni, który swymi przemowami przeciwstawia się nieudolnym rządom siostry Muad'Diba. Lady Jessika opuszcza gościnny Kaladan, znów wstępuje do zakonu Bene Gesserit i powraca na Diunę... Ten krótki zarys fabuły daje wiele do myślenia, prawda ? Powieść Herberta po raz kolejny mnie nie zawiodła, ale jak najbardziej pozytywnie zaskoczyła. Żeby jeszcze bardziej wzbudzić Waszą ciekawość, powiem, że w finale ginie... baron Harkonnen (deja vu?). Więcej o fabule nie powiem, bo się rozpędzę i zostanę oskarżony o plagiat :). Ogólnie rzecz biorąc przed przeczytaniem książki należy się nastawić jak zwykle, na niesamowitą dawkę zawsze oryginalnego i zaskakującego Science Fiction, w którym głównej roli nie biorą ani bezmyślni mięśniacy, ani terminatory, ani żaden Luke S. Po prostu wielkie dzieło, z przesłaniem, niosącym przestrogę przed oddawaniu się ideologiom, naruszaniu ładu ekologicznego i zbytnim zgłębianiu się w sobie... Książka objętościowo jest dużo większa od "Mesjasza..." i mimo pełnego szacunku jakim darzę tamtą część musze powiedzieć, że tak jest lepiej. Zamiast kolejnego bonusu do "Diuny" otrzymujemy kolejną "Diunę". To jest po prostu świetne! Kończę więc, bo wygląda na to, że znów się rozmarzyłem i chyba... znowu będę musiał tam wrócić. Wbić swój dudnik w wydmę i cierpliwie czekać na Stworzyciela. On mnie tam zabierze, tam gdzie znów zasmakuję Przyprawy o intensywnym, cynamonowym zapachu. Musze tylko pamiętać, żeby wchodząc na pustynie wyłączyć tarczę. czyli tutejszej biblioteki, zawsze Wasz wierny korespondent,
|
|