|
AGATHA CHRISTIE "Dziesięciu Murzynków" |
|
Jestem uzależniony. Jest druga w nocy, machina pracuje pełną parą przez pół dnia. Sterowniki do grafiki, niczym Talibowie w swej skalistej ojczyźnie pochowały się w najdalszych, najbardziej niedostępnych zakamarkach mojego domu. Znikły... nikt nie wie gdzie ich szukać. Przerażająca, sześćdziesięcio-hercowa częstotliwość mrugania świetlistego ekranu dawno już doprowadziła moje oczy do szaleńczej wściekłości. Brak myszki boleśnie paraliżuje centralny układ nerwowy, powodując coś w rodzaju wściekłości maniakalnej, podsycając jedynie cuchnącą nienawiścią do elektronów atmosferę. No ale nic... siła oddziaływania klawiatury zdaje się przewyższa znacznie siłę przyciągania grawitacyjnego czarnej dziury, przez co spycham zarówno swoje zdrowie psychiczne jak i fizyczne na odległy tor, delektując się możliwością postukania sobie w te małe, sympatyczne, politerowane kwadraciki. Kończąc powoli ten odrażający, emanujący nudą wstęp (który zresztą lubię pisać najbardziej), należy się zastanowić nad przejściem do bardziej konstruktywnych tematów. Po dwóch poważnych gentlemanach przyszła kolej na przedstawicielkę piękniejszej części gatunku ludzkiego: bodaj najsłynniejszą panią piszącą jakże poczytne dawniej książki z gatunku kryminałów. Jako, że nie czytałem wszystkich jej książek (a szczerze mówiąc jedynie jedną), ograniczę się do opowiedzenia tejże przeczytanej i pozostawię stworzenie biografii i bibliografii komuś innemu, szerzej znającemu twórczość tej pani. Tą panią jest Agatha Christie. Wszyscy na świecie znają charakterystyczny wygląd typowego detektywa: długi, pognieciony płaszcz, śmieszna czapeczka, cygaro i nieodłączny atrybut detektywa - wielka, niezawodna lupa. Do powstania takiego, a nie innego schematu w wielkim stopniu przyczyniła się pewna pani, z pochodzenia Angielka - Agatha Christie. Bohaterowi jej książek, prywatni najczęściej detektywi, dzielnie i z wielkim poświęceniem rozwiązywali zawiłe zagadki kryminalne, bezlitośnie pakując złoczyńców do niewielkich pomieszczeń z kratami w oknach. Rzadko kiedy wspomniana pani odstępowała od swej głównej konwencji w pisaniu książek. Jednym z odstępstw jest pozycja pt. Dziesięciu Murzynków. Nie sugeruje oczywiście, iż w powieści zabrakło wątku kryminalnego. Sytuacja taka byłaby niedopuszczalna i fani wielkiej pisarki mieli by za złe takie postawienie sprawy. No więc (pamiętajcie dzieci: nigdy nie zaczynajcie zdania od "no więc") do opowiedzenia o książce skłoniła mnie moja nieszczęsna podświadomość, która to z uporem maniaka kojarzyła wydarzenia i bohaterów powieści z pewnym mniej lub bardziej lubianym programem TV, który to przewija się kilkakrotnie w ciągu doby przez ekran telewizora. Mowa oczywiście o Średnim Bracie. Trudno oprzeć się pokusie stwierdzenia, iż twórcy programu oprócz "Rok 1984" Orwella, przeczytali wcześniej "Murzynków". Podobieństwo fabuły jest bowiem bardzo mocno zauważalne. Każdego z dziesięciu bohaterów książki poznajemy podczas ich podróży do pewnej tajemniczej willi stojącej na równie tajemniczej wysepce. Każdy z nich porusza się niezależnie od siebie i nic nie wie o pozostałych dziewięciu (BB ?!?). Wszystkich jednak łączy pewien drobny fakt. Na wyspę udają się na zaproszenie jednego i tego samego człowieka, gospodarza willi - niejakiego U.N. Owena. Po dotarciu na miejsce nie znający się i nie mający ze sobą nic wspólnego mieszkańcy poznają się. Szybko okazuje się, iż zamiast gospodarza domu mieszka tu jedynie małżeństwo lokajów (w sumie 12 osób - znów BB). Wszyscy wspólnie uznali nieobecność gospodarza za spowodowaną pilnym wyjazdem służbowym i nie przejęli się tym zbytnio. Spokój jednak nie trwał długo. Już pierwszego wieczoru w niezbyt jasnych okolicznościach umiera pierwszy mieszkaniec Domu U.N. Owena. Jednocześnie niewielkiego, antycznego stołu znika jeden z dziesięciu tytułowych murzynków- wyrzeźbionych w drewnie malutkich figurek. Wybucha panika. Przerażeni ludzie postanawiają czym prędzej wydostać się z przeklętej wyspy. Szybko okazuje się, iż jest to nie możliwe gdyż łódka z zaopatrzeniem przybija do wyspy co kilka dni. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o życie. Strach potęguje nagranie gramofonowe, bez owijania w bawełnę informujące wszystkich mieszkańców o popełnionych przez nich zbrodniach i o bezlitosnym nominowaniu ich do opuszczenia domu (?!). Okazuje się, że nie tylko domu... Po upływie kilku, długich jak rok godzin, dom i zarazem świat opuszcza kolejna ofiara, a wraz z nią tajemnicza, niewielka figurka. Domownicy nie mają pojęcia co się dzieje. Każdy podejrzewa każdego. Nikt nie jest pewny komu może ufać. A figurki znikają... "Dziesięciu Murzynków" to lektura, którą można śmiało polecić osobom nie szczególnie gustującym w typowych kryminałach. Osobiście nie znoszę tego gatunku i po książkę sięgnąłem od niechcenia, nie mając nic innego do roboty. Szybko jednak przekonałem się, iż nie zawsze można ocenić powieść po jej okładce i nazwisku autora. W tym konkretnym przypadku, o dziwo, czytałem ją z prawdziwą przyjemnością. Styl w jakim jest napisania jest niezwykle przystępny i nie wymaga od czytelnika głębokiego dociekania sensu treści, co czyni z niej książkę na jeden krótki, jesienny wieczór. I ani chwili dłużej... PS. Jako, że dostęp do netu, jak już wspomniałem, mam jak Amerykanie do Bin Ladena, to za jednym zamachem (ups, ale mi się słowo dobrało) wysyłam od razu dwie prace. Mam nadzieję, że obie się spodobają (nie są trochę za krótkie???). Tym razem znów pan, ale za to jaki... {mowa o recenzji książki "Rok 1984" Georga Orwella, która to również znajduje się w tym wydaniu kącika}
{normalnylogin@poczta.onet.pl}
|
|