|
Stephen King - "Wielki Marsz" |
|
|
Kolejna powieść mistrza horroru. Wcześniej czytałem kilka Jego książek, więc ta trochę mnie zdziwiła. W zasadzie nie ma po temu konkretnych powodów, jest to jedna z pierwszych książek Kinga wydana pod pseudonimem (Bachman chyba, ale głowy nie dam...). Nie wiem jak nazwać rodzaj książki - kwalifikuje się chyba pod "political fiction". Chymmm... cała książka zaczyna się od tego, że pewien młody jeszcze chłopak przyjeżdża wraz z matką, by wziąć udział w tytułowym wielkim marszu. Brać udział mogą tylko młodzi chłopcy (bodajże do 17-18 lat), na początku jest ich setka, ale z czasem zaczyna ich ubywać... I tu jest pies pochowany... ponieważ nagrodą dla zwycięzcy jest "fortuna i sława", ale - niestety - przegranych czeka... śmierć. Tak, dokładnie śmierć. Kiedy czytałem tę książkę, przez pewien czas nie mogłem w to uwierzyć. Ale może najpierw napisze co, skąd i przez kogo. Organizatorem Marszu jest niejaki Major, a w samej "imprezie" chodzi o to, by przeżyć :). A tak na poważnie, jak już wcześniej wspominałem na początku jest 100 chłopców, którzy zaczynają swoją podróż przez mękę w USA w stanie Maine (na marginesie ta nazwa tak wbiła mi się w pamięć, że gdy teraz ją słyszę to sobie myślę "to tam przechodził Wielki Marsz" :). Muszą oni iść bez przerwy (!) tak długo, aż zostanie tylko jeden. Minimalna prędkość z jaką mogą się poruszać to 4 km/h, a jeśli zwolnią poniżej dostają Ostrzeżenie (po trzech ostrzeżeniach... kulka w łeb)(tu znów podkreślę jaki wpływ miała ta książka na moją psychikę - kiedy szliśmy raz z bratem do szkoły i jakoś tak zwolniliśmy wyrwało mi się z ust: "Mariusz! pierwsze ostrzeżenie! powtarzam: pierwsze ostrzeżenie!":) - jednak w ten sposób za szybko by ich ubyło, więc co godzinę kasuje się jedno ostrzeżenie. Napisałem o co ogólnie chodzi i teraz może przedstawię bohaterów. Głowną postacią jest Garraty, który szybko zapoznaje się z grupką chłopców i (dopóki śmierć ich nie rozłączy) tworzą "paczkę". I to właśnie dlatego ta książka tak mną wstrząsnęła - przez pierwsze 200 stron poznaje się tych chłopców (akurat w moim wieku, bądź niewiele starszych), po czym umierają oni z wyczerpania (i od kul...). Jedną z najbardziej wzruszających scen w całej książce jest moment gdy jeden z nich (nazywał się chyba Parker) prosi Garraty'ego by ten jeśli wygra kupił mu... ołowianą trumnę by nie zjadły go robaki... Kolejny ze wzruszających momentów jest pod sam koniec książki, gdy jeden z najlepszych kolegów Garraty'ego - Pete McVries siada z wyczerpania na krawężniku i - mimo iż wie, że czeka go śmierć - uśmiecha się i mówi: "czas już odpocząć...". Najbardziej zastanawiający fragment książki to... sam koniec, gdy jeden z chłopców (nie napisze który, by nie psuć zabawy:) wygrywa, a gdy ten $#^$#%#@ Major chce mu pogratulować, ten, bliski śmierci z wyczerpania i pomimo tego, że jest na nogach od kilku dni (!) bez przerwy znajduje w sobie siłę by biec do czarno odzianej postaci przywołującej go chudą ręką... No cóż, to już koniec, mam nadzieje, że nikogo do tej książki nie zraziłem, bo jest naprawdę fantastyczna i ze wszech miar godna przeczytania, i uważam ją za jedną z najlepszych (a już na pewno najbardziej wstrząsających) książek, jakie w życiu czytałem (a było tego już sporo :). Mogę dorzucić tylko tyle, że na mojego o rok starszego brata ta książka nie zadziałała tak jak na mnie, albo to bardzo dobrze ukrywał... Jeszcze jedno, KING RZĄDZI!!!!!!!! Gdybym miał ją naprawdę ocenić to dostałaby: 10-/10
|
|