|
Umberto Eco - "Imię róży" |
|
|
Dzień dobry Pisząc ten artykuł mam jeszcze świeżo w pamięci wiersz Juanna Ines de la Cruz, który tutaj pozwolę sobie przytoczyć: Na łące, wznosisz swą szyję. Szkarłatem, pąsem rozkwitasz, Powabu dumnie nie kryjesz, Lecz chociaż blask twój w oczy bije, Zły los też na ciebie czyha." Chyba już co niektórzy z was domyślili się, iż piszę teraz o książce Umberto Eco pt. "Imię róży". Książka napisana dosyć niekonwencjonalnie, przypomnijmy, autor rozpoczął pisanie tej książki w 1965 r., a więc w latach kiedy swoją karierę rozpoczynał jeden z ojców pop artu. Po jej przeczytaniu czytelnik zdaje sobie sprawę, iż nie do końca zrozumiał znaczenie tytułu książki przeczytanej przez niego. Gdyż różne są tutaj exempla. Doprawdy, już sam tytuł daje do myślenia, daje swoisty klucz do interpretacji. Nie można uchronić się przed sugestiami, jakie podsuwają tytuły "Czerwone i Czarne" albo "Wojna i Pokój". Największy szacunek dla czytelnika przejawia się w tych tytułach, które sprowadzają się do imienia bohatera eponomicznego, jak Robinson Crusoe. Jak przyznaje sam autor, "Pomysł z Imieniem róży przyszedł mi do głowy zupełnie przypadkowo i spodobał mi się, gdyż róża jest figurą symboliczną tak brzemienną w znaczenia, że nie ma już prawie żadnego: róża mistyczna i nie masz róży, która by nie zwiędła, wojna dwóch róż, róża jest różą, jest różą, jest różą, różokrzyżowcy, dziękuję za wspaniałe róże, świeżość i woń róży." fragment wiersza Gertrudy Stein. A o czym tak naprawdę jest ta książka? Do samego końca
czytelnik, który podejmie to wyzwanie, jakim jest przeczytanie i
zrozumienie świata, który nam zafundował autor, tej, jakże
doskonałej książki, będzie zaskoczony jej zakończeniem.
Opowiedzieć, jak się pisało, nie jest tym samym, co dowieść, że
się pisało "dobrze". Poe powiedział kiedyś, że "czym innym
jest rezultat twórczy, a czym innym znajomość procesu
twórczego." Kiedy natomiast Kandinsky albo Klee opowiadają
nam, jak malują, nie mówią, czy jeden jest lepszy od drugiego.
Kiedy Autor powiada, że pracował w porywie natchnienia,
kłamie. Wszystko ma swój początek, kiedy to dwójka głównych bohaterów, a są nimi: mistrz z Brytani Wilhelm i jego pomocnik a także uczeń Adso z Melku, docierają do wzgórz opactwa. Po krótkim poznaniu się z Opatem i najważniejszymi mnichami, bohaterowie nasi są powoli włączani w tajemnicze zbrodnie, jakie mają miejsce w opactwie. W międzyczasie, do opactwa przybywa "dawny współpracownik" Wilhelma trzeba ci wiedzieć mój drogi czytelniku, iż nasz bohater był dawniej inkwizytorem. Ale do wszystkiego dojdziesz sam. Od razu pragnę zaznaczyć. Jeśli by któryś z was sądził, że wpadnie mu do ręki książka w stylu Agaty Christie, tyle tylko, że osadzona w średniowieczu tam bowiem dzieje się ta dziwna, naszpikowana logicznymi zagadkami, opowieść pełna nagłych zwrotów akcji, grubo się pomyli. Jest to książka dla ludzi, którzy bardzo często lubią pobudzać swoją szarą materię do myślenia. Samo rozszyfrowanie labiryntu, może zająć spory czas. Labirynt ten znajduje się w bibliotece, która jest podzielona na kilka części. To tyle jeśli chodzi o zagmatwanie sytuacji, a jednocześnie jeśli chodzi o podniesienia tajemniczości tej książki. Czytając tą książkę, warto mieć w pamięci ten cytat: "(...) Nie
obejdzie się bez wybrania sobie jakiegoś wzorca" jak mówił
Woody Allen. Książka ta jest dla ludzi ad plactium. Wszelakie figmenta
autora, są tylko i wyłącznie w rozumowaniu cztelnika. Powieść
powstała na faktach autentycznych. Podróż duchownego przez
Europę z misją papieską doprawdy miała miejsce. Nazwa
opactwa jest jedynie zmyślona. Ps. Podaje wam mój adres. Mateusz Petryszyn
|
|