...::: Ignorancja :::...

Czyli książki, zło ostateczne.

Jakoś tak zauważyłem, że wśród młodzieży szerzy się ignorancja i lenistwo w stosunku do czytania.

Tak! tak, a jak nazwać samą niechęć do czytania książek?
Nieraz to jest tak: "Czytałeś to? A po co? Cię chyba głowa boli!" To jest chore, dlaczego czytanie ma być hańbiące? Czytanie jeszcze jakieś 5 lat temu było modą (nie tak powszechną, ale czytało się więcej). Ja nie wyobrażam sobie wieczoru, tygodnia a co dopiero miesiąca bez książki! To mój styl bycia. Naprawdę! I teraz uprzedzenie, moja klasa jest na tyle duża, lecz rozległa i mamy w niej sporo przypadków.
W mojej klasie jest taki gość z dużą głową (ma łeb jak sklep ;-), ale lektura = ściąga. A potem się chwali: "nie czytałem a dostałem 4+! A ty 4-!" I to jest powód do dumy?

Ja staram się interpretować książki wg siebie, a nie autorów ściąg. Czasami wychodzi mi to na dobre, a czasami na złe (te 3+ ;-). Jednak wciąż lubię czytać książki. Nie muszę się bać sprawdzianów z treści, odpowiedzi, ponieważ dobrze ją zapamiętuję. Daje mi to satysfakcję. A tych, którzy traktują książki jako zło ostateczne, szczerze mogę wyśmiać. Koledzy oczywiście ciągle latają za mną, abym im coś opowiedział, co świadczy o poziomie ściąg. Jednak ich zachowanie to nic specjalnego, normalna kolej rzeczy po nie przeczytaniu książki. Pamiętam jak rok temu jeden z moich kolegów dostał ndst, za opowiadanie Świętoszka. Zgred spytał go, kto wyprowadził kogo i, to nie ważne. Przyłapała go na bardzo prostej rzeczy. Ściągi i opracowania wszystko obcinają do niezbędnego minimum, widocznie te dwa zdania były zbędne :).

Pamiętam także jak pokazałem im CD-Action, ale zamieszania narobiło :). Wiedziałem oczywiście co im się najbardziej spodoba - pani L.C (TR).Było tam co nieco o niej, wywiad i jeszcze kilka innych (sponsor mi za mało zapłacił za opis tych innych :). Przeczytali kilka zdań i pada pytanie: pożyczysz mi gazetę? Zeskanuję sobie ją! Gdybym zapomniał się i powiedział im, że na następnej stronie jest 100 zł, pewnie by nie uwierzyli, jednak gazeta miała 200 str, a oni tkwili na tej jednej. Pismo obleciało pół klasy. Pytania: "Która strona?" nie były zaskakujące. Odpowiedź znałem i podawałem. Jednak kartkowali, i kartkowali, i nie znaleźli nic. A tylko dwie strony im zabrakły. Właśnie często przez takie kartkowanie wiele tracimy z książki.

Chyba nie po to się uczyliśmy czytać, aby odróżniać strony w gazetach po ilustracjach?
Nasi rodzice wkładali wiele trudu w naukę naszego czytania. Czytanie jest osiągalne. A co to za wymówka "nie mam czasu"? Czas jest, ale nie zawsze odpowiednio wykorzystany. Sam wolę poczytać, niż oglądać Klan albo inny serial. Dawno nie widziałem nawet w filmie, żeby bohater czytał coś poza gazetą lub nekrologiem, jak widać filmowcy odstępują od książek i ich czytania :(.

Właśnie telewizja wypiera książki. Filmy starają się odzwierciedlać książki. Jednak często się zdarza, że je bezczeszczą (widzieliście husarię w "Ogniem i mieczem"? i jej drewniane skrzydełka :-|?)

I tutaj mała zagadka: czy są idealne filmy? - odpowiedzi będą różne, dlatego że filmy trafiają do szerokiego grona odbiorców. I te grono ma różne opinie. Z książkami jest inaczej. Mają mniejsze zainteresowanie, jednak opinie nie są często tak skrajne jak w pierwszym przypadku. Krytycy filmowi i książkowi mają z pozoru te same, lecz bardzo odmienne zajęcia. Oczywiście dobry krytyk filmowy najpierw przeczyta książkę, na której oparty jest film. I taki krytyk może zająć się książkami. Jednak z drugiej strony ta wymiana jest niemożliwa. Krytyk książkowy oceniałby bardzo surowo i wybrednie, z powodu ogromnych rozbieżności między filmem a książką. I tutaj nasuwa się pytanie:
"Po co są filmy?" Odpowiedź pozostawiam Wam.

Ja mam pisać o książkach :) i je zachwalać tak, jak na to zasługują. A niewątpliwymi zaletami są oczytanie, znajomość słownictwa, ortografii, i wielu innych. W niektórych książkach występuje wiele archaizmów. Jednak nie przeszkadzają. Wyobraźcie sobie zdziwienie pani lub pana od języka polskiego gdy wtrącicie mu swoje sprawiedliwe trzy grosze na temat budowy języka staropolskiego. Oczywiście nauczyciel patrzy inaczej na ucznia czytającego i nie. Lepiej być tym pierwszym, gdyż mamy względy na okresy (oczywiście gdy reszta klasy stroni od książek).
A sciślej ujmując zalety:
Zalety to, zdecydowanie można powiedzieć, pożytecznie spędzony czas, nie tracimy go bezpowrotnie na oglądnie filmów i seriali, dzięki czemu wzbogacamy wiedzę oraz słownictwo. Czytanie książek niesie także rozbudowę i wzbogacenie wyobraźni, rozwój psychiczny. Nie pamiętam dokładnie gdzie i jak, jednak chyba udowodniono, że czytanie zwiększa wydajność pamięci. Czytanie również może stać się źródłem nowych zainteresowań oraz zdolności. Ludzie często czytający, nie cierpią na różne sklerozy i zapominajki. Czytanie ma oczywiście wiele zalet, jednak ich część ujawnia się dopiero po pewnym czasie.

Wiadomo - nie ma róży bez kolców. I wszystko ma jakieś wady.
Wady? Wadą może być nadmierne zainteresowanie i zapomnienie o czasie (jeśli cię wciągnie, zainteresuje odpowiednią książka zapominasz o czasie, żyjesz akcją [ale czy to jest wada?]. Zdarza mi się czytać do drugiej w nocy, ale to nie jest dziwne. Wystarczy odpowiednia książka i mamy kogoś z głowy. Niedosypianie zwiększa możliwość zaśnięcia na lekcji lub co gorsza na sprawdzianie). Minusem następnym może być konieczność wychodzenia z domu do biblioteki, do księgarni i jeszcze gdzieś (chyba, że jesteście zapisani w świecie książki lub innym takim), a w trakcie powrotu możecie zostać napadnięci, złapać przeziębienie, albo co gorsza grypę! Tragedia by była :-(. Jednak dzięki temu będziecie mieli więcej czasu na czytanie NoName, książek i co ważniejsze chwilowe wolne od szkoły.

Każdy kto czyta w tych czasach może być z siebie dumny, ponieważ pomimo obojętności, a wręcz nienawiści do książek pozostaje im wierny. A kto nie czyta niech się oczywiście wstydzi. Zastanawiam się co powie przykładowy Jan, gdy jego mały synek (Jaś) spyta: "Tato, a ty umiesz czytać?" czy nie? Tatuś oczywiście powie, że umie i dalej będzie patrzył na mecz. Jednak gdy Jaś podrośnie i spyta się taty co sądzi o ............ (dowolny w miarę znany tytuł np. "Hobbit"), tatuś oniemieje i nie odpowie :). Z drugiej strony wyobraźcie sobie radość dziecka, gdy tata opowiada mu o smokach, o krasnoludach i o elfach (na dobranoc) występujących w twórczości Tolkiena.
I oczywiście bez wymówek!

Splatch