MENU

 Wstępniak
 Recenzje
 Stare, ale jare
 THPS2 Center
 Sims Corner
 TNT
 Stuff
 Gadanie
 Listy
 Redakcja
 Historia

 Exit


Final Fantasy VIII

Taaak. Mówią napisz, ale o czym? Brak kasy, brak weny, brak piwa. :) Ale ofiary muszą być, więc...
Recenzję tą piszę dzień przed prawdopodobnym zakupieniem gry Final Fantasy VIII na aukcji. Pewnie wielu z was padnie na podłogę, zacznie zawijać się w dywan i zatykać Squalltwarz by nie przerwać sąsiadom lizania śmiechem. Druga grupa czytelników zacznie głosić komplementy na mój temat, a maniacy wywieszać plakaty z moją podobizną (psa z kreskówki Reksio). Pytaniem jest: Dlaczego teraz, gdy premiera FF8 miała miejsce z dwa lata temu?! A odpowiedzą nie jest jakiś głos z nieba - "Reksio! Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci! Zakup FF8 na aukcji i napisz recenzje dla AM GRY!"- Już po premierze przymierzałem się do gry - trzeba było oryginał zakupić, bo przecież piraty drogie :) Ale termin zakupienia gry odkładałem i odkładałem... Aż nadszedł luty, a moje urodzinki się zbliżały. "Trzeba kupić!"- powiedziałem i bez konsultacji z pracodawcą (rodzicami) zacząłem licytować na aukcji. Dużą rolę w tej dorosłej decyzji miała Arisu. Pewnie znacie ją z FFc... Kobieta jakich mało i chyba największy maniak Fianalów. Do tego płci pięknej, a to już wielki plus. :) A jak to się często zdarza, pokochałem Finala. Nie mogłem spać, cały czas czytałem tą samą recenzję w CDA, myślałem, czy zmienić imiona bohaterów... Tak bardzo pragnąłem ją mieć, że mój (chory) umysł "wkleił" sobie FF8 do komory, gdzie zwykle bywa mózg. Czułem się, jakbym miał już upragnionego FF8. Dzięki wspomnianej dziewczynie, zakupiłem Final Fantasy 8 oraz namówiłem do gry mojego friend. Teraz wymieniamy się każdego dnia szkoły wskazówkami, radami i spostrzeżeniami (w przerwie oczywiście używamy mowy impresywnej do namówienia fizyka, by wyskoczył przez okno). Ale o to nadszedł dzień mych urodzin i drzwi rozstąpiły się. Usłyszałem tym razem nie alleluja, ale piosenkę Disco Polo (mówiłem, że mam chory umysł). Pudełeczko z grą unosiło się na bielutkiej chmurce. Padłem na kolana, odmówiłem pięć "zdrowasiek", trzy "Ojcze nasz" i zaznaczyłem, że nie popełniam samogwałtu :) Gra została mi wręczona. Skokiem maxpeynopodobnym dotarłem do kompa i ruchem jednostajnie przyśpieszonym, zwaliłem z krzesła brata dbając, by spadł na psa. Power, starting windows... God damn! Kiedy te okno się otworzy! Pośpieszając komputer komplementami o jego wspaniałej obudowie i zdaniami w stylu "Twoje światełka błyszczą dzisiaj uroczo, złotko" udało mi się otworzyć dzieło Gatesa. Jeszcze tylko Open DVD! Jeszcze tylko kilka sekund! Czułem się jak podczas pierwszego pobytu na obozie (ojojoj, to były czasy :)) Wsadziłem płytę, czekałem na autorun. Na oku miałem każdy piksel. Napęd walczył z cidikiem. Metal trze o metal. :) I wtedy stało się. Autorun pojawił się na planszy. Szok, niczym zaklęcie Dezintegracji, przerobił mnie na coś w rodzaju Marii Cielesnej w odcinku 983. Spadłem z krzesła, wpatrując się na wpół przytomnie w monitor, patrzyłem na napis "Install" nie dowierzając, że kiedykolwiek zobaczę niebo...
Tak było. To nie żarty. Z ledwością wstałem i z czerwoną twarzą zasiadłem do klawiatury. Podtrzymując się na krześle, wybrałem myszką (starym, dobrym Geniusem) opcję "Install". Straciłem przytomność.
Odzyskałem chyba na 95%. Majaczył tak na monitorze, a ja myślałem, że śnię. Marzenie dwuletnie się ziściło, posiadłem Final Fantasy VIII.
Choć opis zdarzeń odbiega trochę od prawdy (otrzymałem grę na urodzinki w marcu 2002) uczucia są prawdziwe. Przy tej grze chciałbym umrzeć.
A wsztystko zaczyna się Intrem. HAHAHA! INTRO?! To za małe słowo by określić tą sztukę. Gra ma już trochę na karku, a filmy są nadal piękne i biją jak do tej pory wszystkie (według mnie) sekwencje w grach. Na początku widzimy morze, wspaniałe, przezroczyste morze. Kamera zaczyna lecieć nad taflą, aż natrafia na Rinoe, kobietę Squalla. Pojawiają się zdania typu: "I'll be here...", "Why?", "I'll be waiting... here..." i tak dalej, aż płatki kwiatów wzbijają się w powietrze, jeden z nich leci wysoko. Gdy już spadł, stał się mieczem (dosłownie) i widzimy, jak Squall, główny bohater, walczy z Seiferem. Walka na śmierć i życie, mogłoby się wydawać. Squall przegrywa (ale za to jak...) ostatkiem sił zadaje desperacki cios i tak kończy się intro. Teraz zaczyna się już gra... gra dla ludzi myślących.
Zacznę może od systemu. Więc jest to RPG. Myślę, że nie urażę nikogo, jak powiem, że to cRPG japońskie. Co tu gadać. W końcu to Square! Znany z tego typu gier. Przykłady? Wszystkie FF'y oraz Chrono Tiger. Każda z tych gier ma system niemal identyczny. Przyjęło się mówić w mojej szkole: "Finalowy". Opisywałem już go przy recenzji FF7, teraz tylko przypomnę.
FF słyną z dużych liczb. Wystarczy klepnąć "D" i otworzy się menu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to przerasta nas o głowę. Rzeczywiście. Dla ludzi nie grających w gry Square to raczej skomplikowane. Mamy tu dużo statystyk, zdolności i opcji. Różnią się znacznie od poprzedniej części. Bardzo ważną rzeczą jest funkcja "Juncion". Nie wiem jak to można przetłumaczyć, ale dzięki tej rzeczy, możemy przydzielać Summony, w tej części nazywane Guardian Force. Zmiana jest duża - otóż nasze postacie nie mogą używać magii, jeśli nie uzbroją się w GF'y. Wtedy bowiem mamy dostęp do statystyk, które możemy zmieniać w każdym momencie(tak, tak!). Nie jest to zrobione w stylu Diablo II (które erpegiem nie jest). Każdy GF umożliwia nam podłączenie pod jakąś cechę zaklęcia. My decydujemy o tym, jakie ono będzie. Defensywne, ofensywne... każde z nich inaczej zmieni daną cechę. Np. dodając czar Fire na atak, dodatnio się on zmieni, ale możemy dodać go także na inną cechę. Później będziesz dysponował lepszymi zaklęciami i cechy znacznie wzrosną. To samo tyczy się "Elemental Attack". Dzięki tej opcji możemy podłączyć sobie np. czar Fire i od tej pory zwykły atak będzie wzbogacony ogniem. Podobnie ma się to do obrony.

Walka

Wspomniałem już, że system jest podobny do tego w FF7. W walce jest jednak inaczej, bowiem system jest praktycznie taki sam :). Dalej, mamy belkę czasu - gdy się zapełni, następuje czas na nasz atak. Jednak ociągając się dostaniemy po łbie od przeciwnika. System pseudo-turowy jest systemem o wiele bardziej dynamicznym od zwykłych turówek. Nie możesz tutaj iść i załatwić potrzebę, jeśli nie naciśniesz pauzy. Przeciwnik także ma swój czas. Gdy jego belka się zapełni, zaraz cię zaatakuje nie patrząc na to, że ty wybierasz pomiędzy Fire a Cure... Jednak jest jedna rzecz, która mnie zdziwiła w menu i podczas walki. Za cholerę nie mogłem znaleźć many! W tej grze nie ma MP! Zdziwiło mnie to bardzo. Szukałem czegoś, co miałoby zastąpić te punkty magii, ale nic nie znalazłem. I wtedy do mnie dotarło, że zaklęcia, GF i umiejętności są darmowe! Teraz Shiva nas nic nie kosztuje, co oznacza, że możemy używać potężnych demonów cały czas. Ale jest mały haczyk... Magia liczona jest w sztukach :). Szkoda, że nie widzieliście mich oczu, gdy przeczytałem, że w FF8 nie ma materii! Śmieszne, pomyślałem. Ale teraz wiem, że jest to łatwiejsze... By zdobyć nowe zaklęcie, musimy stoczyć walkę i posłużyć się funkcją "Draw", czyli wyssaniem od przeciwnika kilku sztuk zaklęć. Alternatywą są Draw Pointy i przedmioty, z którymi pozyskuje się zaklęcia. Dziwnie jest też z Pokemo... tzn. Guardian Force'ami.

Kup sobie Demona!

Bardzo miło zaskoczyło mnie to, że w ósmej części nasz kontakt z demonami jest bardziej ścisły. Mówiłem o cechach, a powiem jeszcze o umiejętnościach, możliwości nazwania każdego z nich i ogólnego wrażenia. Pamiętacie zapewne wspaniałe animacje Summonów z FFVII - chyba dzięki nim zasłynął na świecie. A co zrobicie jeśli powiem, że teraz są one o 200% ładniejsze? :P Co? Że nie możliwe? Buhahahaha! Kup tą grę, a będziesz musiał pod sobą nocnik trzymać! Na początku wybieramy imię dla nowo zdobytego GF'a. Później przydzielamy go jakiejś postaci. Odwiedzamy opcje "GF" w menu i wybieramy... zupełna nowość! "Learn". Dzięki temu nasz pupilek może się nauczyć nowych umiejętności. Czy to podwyższenie życia, siły, czy może specjalna umiejętność dla postaci. Przyznam, że jest to niesłychanie pomocne. Takie 20% do HP :). Oczywiście, są umiejętności słabsze jak np. Enc-Half. Co to robi? Ano rzadziej się lejemy, mówiąc językiem Jędrka :). Przez to tracimy część Exp. A to grzech, bo doświadczenie potrzebne jest do awansowania!
Tak więc GF mogą się uczyć, ale jest jeszcze coś. One levelują na wyższe poziomy! Teraz nie tylko my zdobywamy doświadczenie. Zupełnie jak Pokemony! I właśnie z nimi mi się kojarzą (szczególnie Carbuncle). A teraz rzecz najważniejsza w GiFowaniu. W FF7 było tak, że wystarczyło stuknąć opcję Summon i zaraz stwór atakował. Tutaj jest o wiele trudniej, co ma zrównoważyć poziom trudności. Gdy już wybierzemy demona, pojawi się belka, która "maleje". Każdy z GF'ów ma HP. To HP odgrywa rolę podczas przyzywania potwora. Przyzwanie takiego GF'a wiąże się z "darowaniem" przeciwnikowi tury, czy też wielu tur. Gdy przeciwnik cię zaatakuje, a ty summonujesz Pokemona :), HP traci się nie tobie, ale twojemu stworowi. Gdy HP spadnie do zera, GF umiera. Można go wskrzesić G-Returnerem. Na szczęście, im więcej używamy GF'a tą samą postacią, tym bardziej on się do nas przyzwyczaja i czas przyzwania spada.
Na zakończenie: Nie muszę powtarzać, że animację GF'ów sa powalające, zatykające i zabijające. Kto wie ten się cieszy, kto nie wie ten zginie. :)
P.S. W fabule GF'y także odgrywają pewna rolę. Zainteresowanych zapraszam na CD2. :)

Fabulencja, czyli what the fu*k is going on?!

Jak to zwykle bywa, i tym razem kierujemy postacią chłopca : ). No może nie chłopca, ale nastolatka. Squall Leonhart ma 17 lat. Mając około 5 latek wstąpił do elitarnej jednostki najemników SeeD. Squall jest osobą baaaaardzo w sobie zamkniętą. W kilku momentach będziecie chcieli strzelić go w twarz lub porozmawiać, wesprzeć go, czy po prostu oglądać. Leonhart od dzieciństwa trenuje w SeeD, poznajemy go już w intrze, podczas treningu. Wtedy to dostaje pamiątkę, bliznę od swojego... wroga, Seifera. Kontrolę nad Squallem przejmujemy u doktor Kadowskiej. Chłopak ma rozwaloną głowę, ale jakoś się trzyma. Na początku jest zupełnie spokojnie. Squall musi zaliczyć zaległy egzamin, zdobyć GF'a. Aż wreszcie dostajesz swoją misje sprawdzającą. Otóż nie wiadomo czemu, państwo Galbadia napadło na kilka miast. Chmm... Hitler się odrodził? A może polują na Osamę? Tego nie wie nikt. Squall i jego drużyna zostaje wysłana do Dollet by oswobodzić miasteczko. Po przepięknym FMV (rodem z Operacji Overlord) Squall zaczyna swoją akcję dbając, by zanadto się nie wczuć. Jednak przywódca grupy, Seifer, podejmuje decyzję, by zaatakować żołnierzy poza ich terenem. Okazuje się, że zrobili raczej dobrze. Wojsko Galbadi opanowało przekaźnik satelitarny. Why? Później okaże się, że Galbadia wypowiada wojnę całemu światu. I powiem wam teraz. Fabuła odbiega trochę od schematu. Nie ma tu już (na razie) jednego bohatera walczącego z obcymi. Tutaj mamy problemy wewnętrzne. Nie przeczę, są i obcy :) tzn. potwory do zlikwidowania i Squall wreszcie stanie się tym herosem, ale na początku jest zwykłym najemnikiem, który ma wykonać zwykłą misje. Jednak staje się bardziej zaangażowany, gdy odkryto Panią zwaną Edea.
Squall podczas podróży poznaje na nowo (a dlaczego na nowo? Zagrajcie) towarzyszy broni :). I będą to Zell, wspaniały karateka :) i zarazem najbardziej komiczna postać, przez wielu ulubieńcem zwany; Seifer, wróg Squalla, człowiek, który walczy z głównym bohaterem od dzieciństwa. Używa tej samej broni co on i już na początku mocno go rani. Jest też bardzo dziwną postacią. Ma szalone plany i sny; Quistis to instruktorka Squalla. Wstąpiła do SeeD jako 15-latka i trwało chwilę, a już została instruktorem. Ma trochę kompleksów i później staje się zwykłym najemnikiem; Selphie, to zaraz po Zellu, najbardziej śmieszna i eee... ograniczona kobitka. Poznajemy ją na początku i to powiem, że... z wstrząsem :). RinoaWięcej? Zagraj!; Rinoa. Pokłoń się przed jej urodą! Ta dziewczyna ma 17 lat. Odgrywa w intrze wspaniałą rolę :) (więcej? Zobacz! :-)). Jest bardzo miła. Nie jakaś tam księżniczka na ziarnku grochu. Z początku goni za Seiferem, później jednak zbliża się do Squalla, który ma to gdzieś i wynikają z tego komiczne sytuacje (więcej? Zagraj!); Irvine to cow... ups :), kowboy. Używa shotguna, pochodzi z Galbadia Garden i dołącza do grupy Squalla jako snajper, który ma zlikwidować Edee. Choć mieszka na drugim kontynencie, jest związany z całą drużyną; Laguna to bardzo tajemnicza postać. Pierwszy raz poznajemy go... we śnie. I tak będziemy go poznawać przez dłuższy czas. Nie wiemy dlaczego Laguna Loire pojawia się w głowach naszych ludzi. Laguna był żołnierzem Galbadi, później jednak osiedlił się w małej wiosce razem z pewną dziewczynką, która ma odegrać dużą rolę... Postaci jest dużo. Niestety, nie spotkamy żadnej postaci zwierzęcej (kochany RedXIII!). Ale zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: każda postać ma inny charakter. Każda ma jakieś upodobania, chm... ideały. Przykładowo: Irvine próbuje poderwać panie w drużynie. Seifer wszystkich ośmiesza i ma all in as* :). Zell to człowiek, który nie potrafi zapanować nad uczuciami. Selphie podobnie - jej teksty w stylu "Rozwalmy to z rakietnicy!" zwalają z nóg. No a Squall? Podobnie jak Seifer ma wszystko gdzieś, ale nie dlatego, że uważa się za The One, ale dlatego, że to człowiek z natury będący samotnikiem. Sam tak o sobie mówi. Często myśli zamiast gadać, jego sny przypominają konwersację dwóch osób. Później zaczyna się oswajać (oh szit, przypomniałem sobie o swoim chomiku, Alvaro :-)) próbuje być bardziej przystępny i wywołuje śmiechy wśród członków drużyny. Wiele razy zostaje podniesiony na duchu (drużyna zrobi dla niego nawet koncert). Wie, że wszyscy na niego liczą i to go przeraża.
Wśród tych postaci kręcą się jeszcze takie osobniki jak Cid i Edea. Związani, jak się później okaże. Fabuła niemal wywraca się do góry nogami, gdy okazuje się, że w Balamb Garden wybuchł... bunt. Po co o tym wspominam? W grze Final Fantasy 8 jest wiele momentów poruszających. Mam siostrę poetkę, wrażliwą. Gdy zobaczyła intro do FF8 zaczęła w nie grać. Wywaliła mnie z komputera, a ja... ja się nie opierałem. Pomagałem jej w walkach i graliśmy do późnej nocy. Mówię wam, powiedziała: "Jaka ta gra romantyczna!" (gdy Squall w intrze wpada w ręce Rinoy). I gra do tej pory. Cieszy mnie to bardzo. Wreszcie ktoś docenił moje gusta :). Ale wróćmy do poruszających momentów. Wymienię ich kilka. Pierwszy: Intro. Drugi: taniec Squalla z Rinoą (to raczej śmieszne) Trzeci: PARADA w Deling City (porażka Squalla). Czwarty: bitwa (nie wiem jak to nazwać) Balamb i Galbadia Garden (rodem z wielkich zmasowanych desantów). "Randka" Squalla z Rinoą podczas koncertu. To tylko kilka momentów, a jest ich setki. Często umieszczonych w FMV czy snach. Squall raczej nie lubi się zwierzać drużynie, ale dużo myśli. Nie dziwcie się więc, gdy na ekranie będziecie mieli cały czas znaną kwestię Squalla: "Whatever".

Rama, czyli oprawa audiowizualna

Kto grał w FF7 wie, że otoczenie nie było zbyt piękne pod względem grafiki. Tekstury były bardzo pikselowate. To nie Baldur's Gate, gdzie tła są wspaniale filtrowane, renderowane i kto wie co jeszcze. To jest Final, a Final to Final. Nadal mamy tutaj tła słabej jakości... choć nie do końca. Są one bowiem szczegółowe. Mocno szczegółowe. Ten, kto nie grał w siódemkę będzie miał kłopot z przyzwyczajeniem, ale już po godzince grania nie będzie tego zauważać. Gra się świetnie, przyjemność jest ogromna. Mam tylko pewne zastrzeżenie. Twórcy mogli by choć o troszeczkę polepszyć tła. A przynajmniej te większe lokacje bardziej dopieścić.
Inaczej ma się sprawa z walką. Jak w otoczeniu sterujemy drużyną po tłach, to w walce widok jest całkowicie w 3D. Tu już nie ma pikseolozy, wszystko jest o wiele lepiej zrobione. Postać biegnąca zadać cios zostawia za sobą dymek. Wróg, gdy oberwie, pada na podłogę czy też lekko się chwieje. A gdy używamy jakiegoś GFa, gra staje się filmem. Światła, dym, ogień, lód, woda, wiatr... dark magic :). Błyski przyprawiają o epilepsje. Ten, kto oglądał Dragonballa, wie o co chodzi. Często GF'y używają kul, które z hukiem wbijają się w ziemię i sieją spustoszenie. Na dowód wystarczy zobaczyć wodę, która tworzy się podczas ataku Siren. Ech, Szkoda słów. Nie da się tego opisać. Nie da się, jak Boga kocham się nie da.
Jeszcze inaczej jest z FMV, czyli animacjami filmowymi. Dość, że jest ich jak komarów to są one jeszcze wspaniałej jakości {potwierdzam! - OldEnt}. Looknijcie na intro. Albo na misje do Dollet. Czy już super efekciarskie? Parada na końcu 1CD czy pojedynek Gardenów. Daję wam słowo, że kilka razy wklepywałem tego samego sejva, by zobaczyć jeszcze raz film. Myślicie, że efektowna była śmierć Aeris? Hehe... no comment ludziska. Czas zagrać w coś większego!
A teraz powinienem napisać o dźwięku, ale nie zrobię tego. Każdy wie, nawet ci co nie grali, muszą wiedzieć, że części Finalów są doskonale udźwiękowione. Chodzi mi tu zwłaszcza o muzykę. Soundtrack z FF7 zrobił furorę, tutaj jest jeszcze lepiej. Do starszych piosenek dodali nowe. I będzie to szybki, goniący musik, który przyprawia nas o zawrót głowy, czy miłosna piosenka, która poruszy nasze serca.

"Are you okay?" - Dr. Kadowski

Po nocy spędzonej z tą grą staniecie się ludźmi, którzy poznali już piękno tego świata. Świata Final Fantasy. W tej grze będziemy zaciskać pięści, by wreszcie nakopać Seiferowi, tu będziemy błagać, by Squall się ocieplił. Gdzie indziej będziemy się smucić i wzruszać, bo ktoś zginął w FMV. A jeszcze innym razem posikamy się ze szczęścia, bo Squall wreszcie spotka się sam na sam z Rinoą. Nie mówię już o potężnej dawce humoru. "Seifer, który to już raz zdajesz te egzaminy?", "Oh, ja po prostu lubię te sprawdziany". A wszystko to we wspaniałej oprawie muzycznej i posolone powalającą dawką FMV.

Ostateczna fantazja strikes again!

No i co ja mam powiedzieć na zakończenie? Przecież to Fantazja. Świat, w którym trzeba posługiwać się słowem, mieczem, magią, bronią palną... Świat bardzo dziwny. Same połączenie miecza i pistoleta, Gunblade'a Squalla wygląda niecodziennie. Mimo że świat w porównaniu do FF7 jest jeszcze bardziej zaawansowany technicznie, znajdziemy tu tysiące osobników, dziesiątki miejsc i miliony zdarzeń, gdzie spotkamy się z magią. Magią, która rządzi tym światem. Planetą tak podobną do naszej i zarazem tak inną. To świat Final Fantasy VIII.
A ludziom, którzy już przeszli FF7 i FF8m pozostaje czekać na dziewiątkę. Wyjść ma bowiem, ale nikt nie wie kiedy...

© Reksio Dogi <reksiorulez@wp.pl>

Copyright 2002 by Games Corner. Webdesign by Jocker. All rights reserved.