Wstępniak
Recenzje
Stare, ale jare
THPS2 Center
Sims Corner
TNT
Stuff
Gadanie
Listy
Redakcja
Historia
Exit
|
Return to Castle Wolfenstein
Return to Castle Wolfenstein jest kolejną długo oczekiwaną przez wszystkich fanów strzelanek grą FPP. Ja jednak na nią nie czekałem. Moim zadaniem i celem nadrzędnym było kupienie Red Faction & Aliens versus Predator 2. Jednak kiedy się dowiedziałem, że mój qmpel ma tą gierę, z chęcią ją sobie pożyczyłem ({cut! :) - OldEnt}). Grałem kiedyś w Wolfenstein'a 3D i niezbyt mnie wciągnął... {?!} i to nie dlatego, że ma kiepską grafikę, w nim brakowało jakiegoś klimatu {:@} (tj. klimatu, który odpowiadałby mi ({uratowałeś sobie życie...}). Miałem obawy, że z Return to Castle Wolfenstein będzie podobnie... I moje obawy sprawdziły się, choć nie całkiem...
Powiedzmy coś tutaj o fabule. Nie będę nawijał w nieskończoność, tylko pokrótce powiem co i jak. A więc: głównym bohaterem gry jest niejaki B.J. Blazkovic (czy jak to tam się pisało :P). Trzeba rozwalać Niemców (wiecie, Hitler i te sprawy) i innych potworków. Gdyby to jeszcze byli tylko Niemcy... Naszymi przeciwnikami stają się także siacyś super-żołnierze, powstali w wyniku experymentów prowadzonych przez nazistowskich profesorków. Ponadto walka toczy się także z zombiakami, szkieletorami i innym scheissem.
No dobra, kolejną rzeczą, jaką trzeba omówić jest Grafika. Ooooo taaaak. :) Najlepiej skonstruowane są postacie. Są tak realistyczne, jak jeszcze chyba w żadnej grze! Cóż mogę rzecz - robota fachowców ({id!}). Teraz pomówmy trochę także o szczegółach i innych rzeczach upiększających, choćby pokoje. Grafika, nie tylko postaci, stoi na wysokim poziomie. Dbałość o szczegóły i w ogóle spoxovo. I teraz to akurat muszę przyznać: pod względem grafy, Aliens vs Predator 2 jest gorszy... Oczywiście wciąż to nie jest doskonałość, ale do tego jeszcze grom FPP i w ogóle każdej innej grze z każdego gatunku brakuje baaaardzo dużo (choć jak się jest, powiedzmy, 2-4 kroki od leżącego nazisty, to wydaje się, jakby to było zdjęcie! Naprawdę!). Pewne zastrzeżenia mam jednak do "umeblowania" pomieszczeń. Niektóre są po prostu skąpe. Krzesełko, okno i flaga... Choć w czasie gry nie zwraca się na to takiej znowu wielkiej uwagi. Aha: muszę jeszcze powiedzieć coś o szybach! W końcu to jest najlepsza rzecz w grach FPP! ;) Tak jak w Red Faction doskonale się zbijały, ten dźwięk, te spadające części (ahhhhh), to w Return to Castle Wolfenstein są do kitu. Albo w ogóle nie ma w oknach szyb, albo są, ale zbijają się... tak po prostu. Prawie żadnych odłamków, ledwo słyszalny dźwięk... do kitu. Trzeba jeszcze wspomnieć o Flamethrowerze. Otóż Miotacz Ognia jak każdy, ale już jego zawartość jest całkowicie inna. Gdy ja pierwszy raz zobaczyłem ten ogień, myślałem, że padnę! On jest WSPANIAŁY! Nie uderzając w żadną ścianę wygląda jakby był prawdziwy! Seryjnie! To akurat jest kolejny duży plus Return to Castle Wolfenstein.
Mówiąc dalej o sprawach technicznych trzeba wspomnieć też o różnego rodzaju bajerach. Tak jak na przykład w Red Faction można zniszczyć praktycznie każdy mur, ścianę i inne tym podobne, tak w Return to Castle Wolfenstein nie ma praktycznie interakcji w ogóle. Czasami można coś zniszczyć, ale tylko wtedy, gdy pokaże się specjalny znaczek. To jest takie... sztuczne. Dalej: choćby Max Payne i jego Bullet Time. Co prawda nie chciałbym, żeby grając nagle jeden z hitlerowców zrobił Bullet Time, :) ale jakieś bajery powinny być. Teraz nie wystarczy już sama strzelanina, teraz trzeba się napracować!
Jeszcze powiedzmy coś o Muzyce. Podobno coś tam gra w tle, ale ja osobiście prawie NIGDY w żadnej strzelance nie słyszę muzy. Jakoś eFPePy mają w sobie to "coś". Obojętne czy są nudne, liniowe, z cienką grafiką, ja i tak ZAWSZE będę je lubił i ZAWSZE będą mnie wciągały. No, prócz Kłaka, ale to już po prostu jest wstręt...
Co do długości gry. Oczywiście, jak większość gier eFPePe, RtCW jest krótki. Ma 26 leveli. I teraz to muszę powiedzieć: niektóre levele po prostu nudzą, ale wspomnę o tym, jak będę mówił o Klimacie. Aha: mam wrażenie, że przy niektórych hopkach jest przesadzony poziom trudności... i to o dużo... Teraz troszkę o tym, czym Tygryski niszczą najlepiej, czyli bazooki, miniguny i pistolety. W nasze rączki wpada oczywiście kilka pięknych broni. Duże, małe, średnie, brudne - do wyboru, do koloru! :) W sumie ich wszystkich jest razem 15. Są karabiny maszynowe, bodajże dwie snajperki, dwa pistoleciki, miotacz płomieni, electro-coś tam, bazooka, granatnik i to chyba ogólnie mówiąc wszystko. Szczególnie polecam Flamethrower, ale o tym już chyba wspomniałem przy Grafice. Raz roztrzaskałem chłopka na strzępy Minigunem i odleciała mu głowa. Odruchowo chciałem... wziąć trofeum. :)
No, teraz przejdźmy do Klimatu. Powiedziałem o tym na początku recki. Wolfenstein nie ma tego czegoś, co lubię w grach. Nie wiem czemu, ale inni się tą grą po prostu zachwycają, ja nie potrafię się wczuć w rolę. Przechodzenie kolejnych plansz jest nudne, a rozwalanie kolejnych przeciwników - usypiające. Tj. nie zasnąłem tak od razu, gra wciągnęła mnie na 2-3 godziny, ale później się nudziła coraz bardziej. Nie to, co w Unrealu Tournamencie - w to gram do dzisiaj (choć mam teraz małą przerwę, obecnie szpilam w Aliens versus Predator) i mi się nadal nie nudzi.
Mówiąc skrótem: Return to Castle Wolfenstein jest grą dobrą, nawet bardzo dobrą, ale nie wnoszącą niczego nowego. Największym plusem RtCW jest grafika, minusem - czasami wręcz niezniszczalni przeciwnicy. Tak to wychodzi, ocena: 7/10. Bye, bye.
© Maxwell <maxwell@wp.pl>
|