WIARA, LICZBY, DOWODY
Pasibrzuch
      W AM 22 Jabba poruszył kilka ważnych kwestii ("Szukam - do listu Sary"). Dlatego też (choć może to niekulturalne) postanowiłem się włączyć do dyskusji o religii.
      "...A zatem religia zaspokaja pewną elementarną potrzebę człowieka..."
      "...od tysięcy lat człowiek ma potrzeby i aspiracje duchowe. Życie przynosi mu trudności i kłopoty, a wraz z nimi wątpliwości i pytania. Istnienie mnóstwa dzisiejszych religii jest dowodem na to, że człowiek poszukuje Boga i odgrywa to w jego życiu bardzo ważną rolę..."
      Gwoli ścisłości: Ogólnie możemy podejście do istnienia religii podzielić na dwa stanowiska: jedni sądzą, że człowiek ma w sobie potrzebę wymyślenia sobie Boga; inni mają zdanie zupełnie odwrotne - Bóg istnieje, stworzył człowieka i stąd w człowieku pragnienie dążenia do Boga.
      Żadna z tych postaw nie jest z punktu widzenia logiki bardziej słuszna od drugiej. Potrzeba wiary może wypływać zarówno z głębi człowieka jak i być naturalną konsekwencją istnienia Boga.
      "...Czy wielkość religii (liczba jej wyznawców) decyduje o jej prawdziwości? Chrześcijanie to i tak mniej więcej tylko 1/3 ludności świata. Pozostają zatem jeszcze 2/3 stanowiące większość..."
      1. Chrześcijanie faktycznie stanowią coś koło trzeciej części ludności świata. Nie znaczy to jednak, że są w mniejszości! Kościoły chrześcijańskie tworzą bowiem największą religię świata! Owe "2/3", które są niby większością, zawierają wszystkie inne wyznania świata! Mówienie, że to większość jest podobne do stwierdzenia, że SLD przegrał ostatnie wybory parlamentarne, bo w Sejmie stanowi mniejszość. To jest nielogiczne!
      2. Sama liczba wyznawców nie może oczywiście świadczyć o słuszności religii. Ale można na sprawę spojrzeć inaczej i zapytać: jak to możliwe, żeby przez 2000 lat istnienia Kościoła myliło się setki, tysiące wybitnych myślicieli, wielkich ludzi, wspaniałych władców itd? W tym sensie liczba chrześcijan ma jednak pewne znaczenie.
      "...To co jest dobrej jakości zwykle występuje w niewielkich ilościach..."
      Powiem szczerze, że jest to wątpliwy sposób na ocenianie wiary.
      "...To wydaje się być wielkim problemem. Tysiące religii oraz ich odłamów. Ocenia się, że samych religii i odłamów chrześcijańskich jest do 30 000..."
      Warto jednak zauważyć, że miażdżąca większość z nich to bardzo nieliczny margines. Wśród 2 miliardów chrześcijan większość stanowią katolicy. Protestanci to około 350 milionów, prawosławni ponad 200 mln. Jeśli dodać do tego anglikanizm i jeszcze kilka większych odłamów chrześcijaństwa, to okaże się, że dla pozostałych 29.995 religii chrześcijańskich zostaje jakiś nieznaczny procent wyznawców.
      Odnośnie innych sugestii: Nie jest prawdą, jakoby Kościół nie był potrzebny. Nie wystarczy mieć Chrystusa w sercu. To Kościół bowiem od 2000 lat stoi na straży wiary, niesie przez wieki naukę Jezusa, szerzy ją i chroni przed zapomnieniem lub zniekształceniem.
      "...Religia i polityka to dwie różne sprawy..."
      To zależy jak rozumieć jedno i drugie. Jeśli bowiem człowiek jest wierzący, to w naturalny sposób, będąc politykiem lub głosując, przenosi swoją religię na świat polityki, postępuje w określony przez swoją wiarę sposób itd. Rozdzielenie polityki i religii byłoby możliwe po oddaniu władzy tylko i wyłącznie ateistom. A jeżeli pomyśleć, to ateizm też jest pewną formą wiary - wiarą w świat bez Boga, powstały sam z siebie, pewnymi siłami natury, ewolucji itd...
      Jeśli, w warunkach demokratycznych, jakaś partia jawnie atakuje Kościół albo zapowiada realizację programu łamiącego fundamentalne prawdy jego wiary, to Kościół ma prawo się wmieszać, ma prawo powiedzieć, że głosowanie na SLD stanowi zgodę na morderstwa dzieci itd.
      Kościół, wszyscy wierni, istnieją w pewnym świecie i nie można oczekiwać, że się od niego zdystansują.
      "...Gdyby spowiedź miała być praktykowana wśród chrześcijan, to nauczałby o niej już Jezus. Tymczasem nie uczynił tego ani on sam, ani apostołowie. Ponadto, gdyby była to praktyka pierwszych chrześcijan, to znana i stosowana byłaby już w I wieku n.e. Tymczasem spowiedź wprowadzono dopiero w roku 1116 - ponad 1000 lat po Chrystusie. To daje wiele do myślenia..."
      Wcale nie daje tak wiele do myślenia. Sprawa jest prosta. Kościół Katolicki nidgy nie twierdził i nie twierdzi, że Jezus mówił coś o spowiedzi. Jednak wyznanie grzechów było przejawem skruchy i pragnienia poprawy od zawsze.
      Spowiedź została zaś wprowadzona przez Kościół. To prawda. Ale czy jest w tym cokolwiek złego? Czy spowiedź - pojednanie z Bogiem pomagające w odnowie i poprawie życia - jest zła tylko dlatego, że nie nauczył jej Jezus?
      Sam Jabba pisze w innym miejscu, że "po owocach poznacie ich". Czy jeśli spowiedź niesie ze sobą dobre owoce to może być zła??
      To wtrącę jeszcze jedną wypowiedź Sary (z tekstu, na który odpowiedział Jabba):
      "...Poza tym jak można jako pokutę za grzechy dawać do odmówienia jakąś modlitwę. Modlić się nie powinniśmy za karę, tylko dlatego, że tego chcemy..."
      Otóż Saro - jeśli zadaną w konfesjonale pokutę traktujesz i odmawiasz jakby to była kara, to faktycznie jest to bez sensu. Oznacza, że nic ze spowiedzi nie wyniosłaś, że nie chcesz za swoje grzechy przepraszać, pokutować itd. Taka spowiedź mija się z celem. Równie dobrze możesz się nie spowiadać w ogóle.
      I znowu słowa Jabby:
      "Prawdziwa wiara poparta jest dowodami i nigdy nie wynika z twierdzenia, że w to czy tamto trzeba wierzyć i już - nigdy!"
      Mimo, iż Jabba próbował uniknąć takiej interpretacji jego słów, to jednak muszę powyższy fragment uznać ze bezsensowny. Wiara właśnie na tym polega, że nie mając dowodów odnajdujemy w swoim sercu "głód Boga". Potem przyjmujemy prawdy wiary jakich uczy Kościół. Możemy to zrobić z różnych powodów - aby uczynić nasze życie szczęśliwszym, aby zyskać szansę na życie po śmierci albo dlatego, że tak robili nasi rodzice.
      Bez względu na to z jakiego powodu dokonamy wyboru - nikt nam nie da żadnych gwarancji ani żadnych dowodów. Zamiast tego dostajemy wiarę, nadzieję, miłość, spokój i szczęście. Każde z tych pojęć jest ulotne i dalekie od twardej rzeczywistości. Na żadne z nich nie ma wzorów ani dowodów. Jak i na całą wiarę.
Pasibrzuch