POLSCY KOMENTATORZY SPORTOWI
Na początku chciałbym wyjaśnić kilka spraw związanych z tym tekstem. Zawiera on
kilka autorskich i nowatorskich przemyśleń i spostrzeżeń z pracy owych ludzi.
Nie występują w nim żadne nazwiska komentatorów, a jedynie nazwiska sportowców.
Nie dojdzie więc do sytuacji, gdzie otwarcie będę krytykował któregoś z tych
panów. Chcę też zaznaczyć, że jeżeli ktoś sądzi, że może zostać w mniejszym lub
większym stopniu dotknięty tym artykułem, to lepiej niech go nie czyta, jeżeli
jednak już taka osoba się na to zdecydowała, to bardzo dziękuję jej i innym za
poświęcenie temu artykułowi kilka chwil. Myślę, że warto. Jeszcze jedno w ramach
wyjaśnień, tekst ten pisałem w styczniu 2002 roku.
Przejdźmy do sedna sprawy. Komentator to osoba, która pośredniczy i w jakimś
stopniu uzupełnia przekaz telewizyjny, osoba, której zadaniem jest wyjaśnianie i
omawianie reguł danej dyscypliny. Według mnie komentator powinien też być nie
stronniczy. Jestem Polakiem, więc rozumiem jak człowiek może odbierać euforię po
udanym starcie swojego rodaka, ale bez przesady. Dla urzeczywistnienia tego, co
napisałem wyżej, przytoczę wydarzenie, które zepsuło u mnie zdanie o jednym z
komentatorów. A mianowicie, czy człowiek inteligentny, reprezentujący kraj na
arenie międzynarodowej może jednoznacznie stwierdzić, iż ten i ten zawodnik jest
pod wpływem środków dopingujących? Zapewne nie. Pytam się więc od razu, skąd ta
pewność? Czy to aby nie przypuszczenie? Przed takim oskarżeniem należy się
najpierw zastanowić, czy w ogóle takie stwierdzenie ma sens. Jeśli nie wiecie,
co jest tego przyczyną, to Wam podpowiem, zwykła zazdrość przemieszana dużą
ilością niechęci do przegranej. Uściślając tą myśl, Polacy na arenie
międzynarodowej postrzegani są już jako naród, który niestety nie potrafi
przegrywać. I to jest oczywiście gorzka prawda. Dlaczego wnioski takie nie
pojawiały się w okresie, kiedy nasz skoczek Adam Małysz zdobywał wszystko, co
było do zdobycia? Dlaczego wtedy to Niemcy, Austriacy, Finowie czy Japończycy
nie posługiwali się takimi wyrazami? Otóż są to kraje, w których umie się
uszanować zwycięzcę i jego wyniki bez względu na to, skąd pochodzi.
Drugie Pimo. Wyobraźmy sobie murawę boiska i pojedynek Polskiej Reprezentacji
choćby z Ukrainą w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2002 roku. Nasz napastnik
wpada na pole karne i, się przewraca. Co w tej chwili słyszymy w głośniku
telewizora, gdy sędzia nie odgwizduje rzutu karnego? Stwierdzenia typu: "co ten
sędzia wyprawia" albo "czy on jest ślepy" bądź też "przecież nasz był
faulowany". Chyba każdy się do tego momentu ze mną zgadza? Jest to kolejna
anegdota, wiążąca stronniczość człowieka z osobą komentatora. Jeżeli ktoś ma
odmienne i uzasadnione zdanie na ten temat, to zwracam mu w tym miejscu honor.
Ale powiedzmy otwarcie, nie zawsze na ekranie telewizora widać wszystko, kamera
nie zawsze pokazuje tylko to co chcemy. Należy się chyba liczyć z taką
ewentualnością, że rzeczywiście przewinienia w tym przypadku nie było. W tym
momencie pojawiają się pewnie pytania "ale przecież sędzia także nie zawsze ma
rację". Oczywiście, zgadzam się z tym, jednak pragnę zauważyć, że osądzać można
jedynie na podstawie powtórki, nie wolno działać nerwowo.
Jednak w całej pracy komentatorów nie tylko widzę same minusy. Przypomina mi się
choćby start naszych skoczków, a konkretniej Adama Małysza na Mistrzostwach
Świata w Lahti. Osoba komentująca była po prostu fenomenalna. Może sobie
przypominacie, jak w konkursie na średniej skoczni podczas skoku naszego
zawodnika komentator krzyknął do mikrofonu: "no pociągnij Adam". To było coś
niewiarygodnego. Pierwszy raz słyszałem, aby osoba tak bardzo przeżywała start
sportowca. Mecz w Chorzowie w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata, bramka w
45 minucie Kryszałowicza i szał nie tylko w domach całej Polski, nie tylko na
trybunach, ale i na stanowisku komentatorskim.
Warto podkreślić także wkład pracy, jaką owe osoby i całe sztaby operatorów
wykonują. Bo czy wiadomości sportowe niezależnie na jakim kanale telewizyjnym
nie przekazują nam jak najlepszych i dobrze zredagowanych informacji o tej
tematyce?
Podsumowując mogę stwierdzić, że niewielkie wypadki przy pracy się zdarzają, są
to przewinienia większe lub mniejsze, lecz w jakimś tam stopniu wpływające na
Nasz wizerunek w Świecie. Jedyne, co mogę zaproponować, to aby przed
powiedzeniem czegokolwiek, najpierw pomyśleć, czy aby nie rozpętam burzy danym
stwierdzeniem. Jednak mimo to uważam, a jest to moje osobiste zdanie i jeżeli
ktoś się z tym nie zgadza, to jego sprawa, że zawód komentatora to bardzo
stresująca praca. Potrzebne są ku niej odpowiednie kwalifikacje i osobiste,
wrodzone predyspozycje.
Jednym słowem, TO NIE DLA MNIE.
dziku idzi13@go2.pl
PS. Jeżeli macie jakieś ciekawe spostrzeżenia na ten temat to proszę o maile.
Mile widziane słowa krytyki. Pełna powaga. To, że akurat w tym artykule
występują tylko dwie dyscypliny sportowe, a mianowicie skoki narciarskie i piłka
nożna, to czysty przypadek. To przyszło mi na poczekaniu do głowy. Jednak od
razu wyjaśniam, że sytuacje takie miały miejsce w rzeczywistości.