Jak mnie to wszystko wqrza!!!!!!!!!!!!!!!!!

Człowiek przez kilka lat męczy się w szkole ucząc sie sterty kretyńskich przedmiotów które mało kiedy się przydają tylko po to aby zdobyć do niczego mu niepotrzebny zawód. I tak jest w większości przypadków. Bo prawda jest taka że jeżeli się nie ma znajomości to normalnej pracy się nie znajdzie. Normalnej czyli uczciwie płatnej i takiej do której człowiek przez ostatnie lata przygotowywał się w szkole. Wystarczy przejrzeć ogłoszenia w gazecie aby zauważyc że pilnie poszukiwani są akwizytorzy, przedstawiciele handlowi i agenci ubezpieczeniowi. Żeby zostać jednym z wcześniej wymienionych wcale nie musisz mieć określonego zawodu: możesz być mechanikiem, hydraulikiem, krawcową czy nauczycielem, ważne żeby być dobrze wygadanym i umieć sprzedać byle szmelc szaremu, naiwnemu człowiekowi. Nie pisałabym o tym gdybym nie miała do czynienia z jednym z powyższych zajęć.
Po ukończeniu szkoły postanowiłam jeszcze te ostatnie wolne wakacje spędzić spokojnie dlatego niespecjalnie szukałam pracy - nie mniej z ciekawości przeglądałam gazety a w nich rubrykę "Dam pracę". No tak, pełno ogłoszeń o chałpnictwie. Ludzie! Te ogłoszenia są tak nieuczciwe że nie warto poświęcać złotówki na otrzymanie informacji. Prawdę powiedziawszy na 10 wysłanych przeze mnie próśb o dokładną informację wszystkie opierały się na tym samym. Pierwsze co się rzuca w oczy po otrzymaniu takiej informacji to kwota jaką można zarobic w ciągu tygodnia - od 1500 zł - 6000 zł - a potem jakieś niezbyt szczegółowe brednie i obietnica że jak się zapłaci /od 30 - 70 zł/ to otrzyma się jakąś tam umowę i można zacząć pracę. Wszystko to brzmi pięknie ale jak już sie wyśle pieniążki to albo nie dostaje się nic albo kolejną makulaturę informującą bardziej szczegółowo o pracy i jej korzyściach.
Kolejnym cudownie płatnym zajeciem jest "przedstawiciel handlowy" który tylko dła zmyłki tak przyjaźnie się nazywa. W rezultacie jest to zwykła akwizycja. Zgłaszasz się na takie coś, przez 3 dni masz szkolenie polegające na tym iż chodzisz z akwizytorem - profesjonalistą i patrzysz jak wyglada sprzedaż a potem dostajesz paczkę noży czy czegoś tam równie szmelcowatego i masz to komuś upchnąć. Od każdej sprzedaży dostaje się od 2 - 5 złotych. Im więcej wciśniesz tym więcej zarobisz. Tyle że żeby wcisnąć towar trzeba mieć niezłe nerwy, niesamowity dar przekonywania i świadomość że jak nic się nie sprzeda to ma się g***o i stracony dzień. Akurat z taką akwizycją nie miałam osobistego kontaktu ale siostra i koleżanka miały i opowiadały o wrażeniach. Siostra wytrzymała jeden dzień, koleżanka dwa. Jedna miala sprzedawać szczoteczki a druga noże. Oba towary tanie ale tak bublowate że po kilku dniach szczoteczki zostawały łyse a noże po prostu tępiły się i łamały.
Jest jeszcze inny rodzaj przedstawicielstwa handlowego z którym się zetknęłam. Jest określony towar znanej marki /czyli nie szmelc/ którą Ty reprezentujesz. Po prostu jeździsz służbowym często nieciekawie psującym sie samochodem po wszystkich możliwych sklepach, reklamujesz się, najeżdżasz na konkurencje, tłumaczysz z jakiś uszkodzeń towaru, dziwisz że produkt nieprzeterminowany spleśniał, robisz z siebie totalnego klowna i to wszystko tylko po to żeby namówić potencjalnego klienta na złożenie zamówienia. I tak dzień w dzień. Im więcej zbierzesz zamówień tym oczywiście większa kasa. Początkowa stawka to 1500 zł brutto. Dostajesz z tego niecały tysiąc. Bardzo często godziny pracy przedłużają się. A nuż jakiś ciekawy korek na drodze i już pół godziny albo i więcej musisz odrobić. W firmie w której miałam pracować jako przedstawiciel /załatwione po znajomości/ już na pierwszy rzut oka widać było iż po pierwsze jestem za młoda /średnia wieku pracownika w tym zawodzie to 25 lat/ a po drugie jestem dziewczyną. Ktoś dał mi do zrozumienia że za jakieś 5 - 7 lat po zmianie płci być może bym się załapała. Proste. Nie wiem jak to wygląda w innych firmach /chyba podobnie/ faktem jest że po tym pierwszym i ostatnim razie zaczęłam omijać takie ogłoszenia.
Agenci ubezpieczeniowi to właściwie to samo co akwizycja. Niby ma się z tego duży zarobek. Oczywiście niby. Koleżanka z klasy opowiadała mi jak to naprawdę wygląda. Siedzisz z ksiązką telefoniczną i wydzwaniasz do zupełnie przypadkowych ludzi. Pół godziny nie dajesz słuchaczowi dojść do głosu, trujesz o zaletach ubezpieczenia zachwalając swoją firmę tylko po to aby usłyszeć " jestem już ubezpieczony". Często po pierwszych słowach jesteś przeklinany przez odbiorcę za marnowanie mu czasu. Rezultaty są marne a stres ogromny. Czasami na cały dzień dzwonienia jedna osoba na odczepkę w końcu się umówi na szczegółowe omówienie sprawy.
Jest również roznoszenie ulotek. Sama nazwa wskazuje o co chodzi. Niby powinno być łatwe ale... Właśnie tym ale jest to że robota jest żmudna, nudna i zupełnie nieopłacalna. Często trzeba przemierzyć kilka kilometrów z ciężką torbą odwiedzając kolejne 10-piętrowe blokowce. Biegasz po kolejnych piętrach zostawiając pod każdymi drzwiami ulotki. Jesteś narażony na nie wpuszczenie do bloku oraz na przeklinania dozorców za zaśmiecanie korytarzy. A pieniążki z tego marniutkie...Sąsiadka za 3 dni roznoszenia ulotek po całym mieście dostała 60 zł.
Proszę, jaki los przygotował rząd dla młodych, wykształconych ludzi. Po skończeniu szkoły średniej to albo uczysz się dalej /jeśli oczywiście masz dużo pieniądzy/ albo przyjmujesz jedną z powyższych posad i męczysz się próbując coś osiągnąć albo w przypadku dziewczyn znajdujesz sobie męża i zostajesz kurą domową wychowującą dziecko i klepiącą biedę. Niektórym udaje znaleźć się pracę dzięki znajomościom a kilkorgu dzięki szczęściu. Powiedzmy że ja zaliczam się po trochu i do tych pierwszych i do tych drugich. Mieszkam w mieście turystycznym a dzięki ojcu zaczepiłam się jako kasjerka sprzedając bilety na wyciąg orczykowy. Co z tego że to tylko na 3 może 4 miesiące - w zależności czy będzie śnieg - i że z wykształcenia jestem plastykiem? Warunki w których pracuje wcale nie są kuszące. Soboty i niedziele /12 godzin dziennie/ spędzam w jednym małym, ciasnym i zimnym pomieszczeniu ubrana jak eskimos uśmiechając się do narciarzy. I mimo iż nie jest to moja wymarzona praca dzięki niej choć w niewielkim stopniu będę mogła opłacić sobie i tak tanią policealna szkołe.


anna1981@poczta.fm