UWAGA!!! ART O LUDZIACH POSĄDZANYCH O NIEZRÓWNOWAŻENIE PSYCHICZNE!!! ZOBACZCIE CO NIEKTÓRZY ROBIĄ W FERIE.

Towarzysze, tfu, wróć. Obywatele w tym arcie chciałbym Wam przybliżyć idee obozu kondycyjnego. Wiem, że gdy będziecie to czytać będzie już dawno po feriach, no ale może sami przypomnicie sobie swoje wyczyny. Otóż tak się zdarzyło, że od dwóch lat trenuje wioślarstwo, które podobno ( niesprawdzone pogłoski ) jest w czołówce najcięższych sportów. Sam nie mogę porównać do zadnego innego sportu, ponieważ innych nie próbowałem. Należy samemu spróbować. O korzyśćiach i przemyśleniach około sportowych w moim arcie także w tym numerze - zapraszam.

Zaczęło sie w poniedziałek 8 lutego ( dzień wcześniej byłem na 18-nastce u kolegi i rano z całą mocąuderzyła mnie straszna myśl, że to już dziś ) w godzinach rannych. Grupa chłopców w wieku szkolnych zebrała się przed siedzibą klubu wioślarskego BTW z zamiarem wyjazdu do małej, położonej na Kaszubach, miejscowości, o jakże poetyckiej nazwie, Sworne Gacie. Podróż ich przebiegła bez żadnych incydentów i około godziny dwunastej dotarli na miejsce. I wtedy się zaczęło...

Na sam początek przedstawię porządek dnia:
- 730- Pobudka i "higiena poranna"
- 800- Śniadanie
- 820-955- Przerwa po śniadaniu
- 955- Zbiórka na świetlicy przed rannych treningiem
- 1000- ok. 1140- Trening ranny
- 1140-1300- Odpoczynek i prysznic potreningowy
- 1300- obiad
- 1320-1455- Sjesta
- 1455- Zbiórka na świetlicy przed popołudniowym treningiem
- 1500-ok1600- Trening popołudniowy
- 1600-1800-Przerwa z prysznicem potreningowym
- 1800-2200- Czas wolny
- 2200- Cisza nocna
- 2200-noc - co tu się nie działo ;)
Plan ten obowiązywał przez całe dwa tygodnie, z małymi odstępstwami.

Zakwaterowani byliśmy w internacie przy szkole w Swornych Gaciach. Pokoje 3-6 osobowe. Na warunki pobytu nikt nie narzekał. Muszę dodać, żę przy szkole znajdujęsię bardzo dobra sala, z której z początku często korzystaliśmy. Jedzenie też całkiem przyzwoite i w odpowiednich ilościach. Miejscowość niestety ta jest bardzo mała, ok. 1000 osób. Jest miejscowość letniskowa, także zimą nie ma tam zbyt wiele do roboty. Niektórzy posiadacze komórek ( chiba w Plusie ) notorycznie klęłi, ponieważ żadko mieli zasięg. Miejscowość położona nad piknym jeziorwem i aż milej ( troszeczkę ) się trenuje. A treningi to esencje całego obozu. Jako że był to obóz kondycyjne to treningi były biegowe, lecz czasmi, ale bardzo rzadko ergometr i siłownia. Wszyscy kochają biegać ;) Poranne treningi były zawzse cięższe. Oto przykłady - 2x45min biegu 5min przerwy; 4x20min biegu 5min przerwy itp. Po południu lepiej: 50min; 60min biegu. Na szczęście nikt nie narzucał tempa, każdy biegł jak mógł ( ja z tyłu ). I tak przez bite 2 tygodnie.

Spróbujcie sobie wyobrazić ból w łydkach po 4 dniach treningu. Już po piętnastu minutach biegu wydawało mi się, że zamiast łydek ma kamienie. Nic nie może oddać tego co się dzieje w głowie przy takim wysiłku, myśli się co zrobić żeby skończyć, ile do końca. Ale po pewnym czasie zaczyna się zapominać o bólu i gdy zostaje mniej niż połowa zaczyna się co raz lepiej biec, ale i tak źle. Po kilku dnich nic nikomu się nie chciało robić, po każdym treningu kąpu-kąpu i leżeć. Na leżeniu spędzało się dużą część dnia. Ale nic nie odda atmosfery psychodelicznych rozmów pomiędzy nami. Niestety cytowanie nie ma sensu ponieważ i tak w tym momencie nie będzie to zabawne. A poza tym dużo tam niecenzuralnych słów.

Jak to u Polaków bywa zdarzały się sporadyczne wpadki z alkoholem. Kary były niezbyt miłe. Uwierzcie mi 15 podbiegów pod piaszczystą górę to nic miłego. Zastanawiacie sięteraz pewnie po co głupi tam jechał i stęka tylko? Ale ja wbrew pozorom jestem zadowolny z tego obozu, ponieważ jest on potrzebny w tym sporcie. A poza tym jak każdy wysiłek poprawia niesamowicie kondyche i psychikę, nie było nikogo kto by nie wytrzymywał. Szczerze zachęcam do upraiwania jakiegokolwiek sportu, nawet nie zapisując się do klubu.

To chyba na tyle. Jak zwykle zachęcam do komentarzy:jnqbus@poczta.onet.pl elbereth_githoniel@hoga.pl I pamiętajcie:"Nie taki obóz straszny, jak go malują"

Qbuś