Antykoncepcja - odpowiedź.

Eryk napisał całkiem wyczerpujący tekst. Można się z niego dowiedzieć (z tekstu, nie z Eryka), że lepszym wyjściem jest używanie środków antykoncepcyjnych niż ewentualne późniejsze posiadanie niechcianego potomka. Faktycznie lepiej nie mieć niechcianego dzieciaka, bo jak sam zauważa "(...)nawet psa się nie kupuje, jeżeli nie ma się warunków do jego utrzymania". No właśnie. Do łóżka się nie idzie, aby uprawiać seks, jak się nie ma warunków do utrzymania dziecka! O tym chyba zapomniał.
Tak przy okazji - popęd seksualny istnieje i bardzo dobrze, bo świat by się wyludnił. Wszyscy (lub prawie wszyscy) go odczuwają. Jednakże nie oznacza to, że mamy popędowi ulegać w każdym wypadku. Sami przyznacie - każdy chce kontrolować sytuację - więc niech kontroluje popęd. Nie ma nic gorszego od faceta, który "leci" na każdą wystarczająco piękną wizualnie i intelektualnie laskę. Owszem powinien sobie znaleźć odpowiednią dziewczynę, jeśli sam ma ku temu warunki finansowo - lokalowo - czasowe, no i przede wszystkim kocha (*) takową. Wydaje się, że Eryk chyba mocno teoretyzuje. Popatrzcie, sam stwierdza: "Seks to jeden z najważniejszych czynników wiążących ludzi. Jak coś tu nie gra, to żadne małżeństwo się nie utrzyma." Otóż to: MAŁŻEŃSTWO! Jeżeli jesteś przed ślubem to nie potrzebujesz seksu do miłości narzeczeńskiej. Czyż nie istotnijsze jest przebywanie razem - na obozie w górach, w domu przy zmywaniu naczyń, na przerwie w szkole, w sobotę na imprezie. Grunt to poznać zachowanie dziewczyny przez chłopaka lub zachowania chłopaka przez dziewczynę. Istnieje coś takiego jak intelekt i doświadczenie każdego z ludzi. Można z nich skorzystać i zrozumieć drugą stronę - jakie ma dążenia, zachcianki, słabości, cele w życiu. Wiesz co Eryk - drugiego człowieka trzeba przetestować w chwilach radosnych (wspólna wyprawa nad jezioro), jak też w trudnościach (problemy z zadaniem szkolnym, czy z projektem w pracy). ZAOBSERWOWAĆ jak się zachowuje w typowych życiowych sytuacjach, bo to one będą decydować o kształcie ewentualnego przyszłego małżeństwa, a nie seks. Seks jest jak wiśnia na czubku tortu, dodaje posmaku i radości w życiu małżonków. No bo sam wiesz "po "bara, bara" powstaje "dzidzi"". No i co wtedy - jak dla mnie, lepiej poczekać na odpowiednie warunki finansowo - lokalowo - czasowe (tu nie wspominam o miłości - uważam, że jest wciąż kształtowana).
Co do ciąż będących rezultatem przemocy - czy to w rodzinie, czy też poza nią - a więc niechcianych, to trzeba pamiętać o tym, że dziecko w brzuchu matki nie jest jej integralną częścią. Jest osobnym życiem, czyli osobną istotą. Czy fakt zasłonięcia dziecka przez skórę matki upoważnia nas do ingerencji w istnienie tego dziecka? No bo przecież nie można w majestacie Prawa Polskiego i żadnego innego usunąć ze świata dziecka np. 5-cio letniego, no to dlaczego pozwala się na usunięcie ze świata 4-miesięcznego (od chwili poczęcia) dziecka? No to jak to jest? Temu żyć wolno, a tamtemu nie. I gdzie są tu feministki ze swoimi tezami o równouprawnieniu? Walą się w gruzy teorie równouprawnienia - bo jego nigdy nie będzie. Wiecie co trwa, to: poświęcenie, praca, wyrzeczenie, ... (**).
To bardzo dobrze mieć chciane dziecko. Podobnie jest miło kupić sobie nowiutkiego, zapakowanego kompa - w domu go rozpakować i cieszyć się, że można go PIERWSZEMU dotknąć, podłączyć do prądu i pogiercować. Zatem chyba jasne się stają korzyści płynące ze wstrzemięźliwości seksualnej. Masz w małżeństwie człowieka, który jest nietykany przez innych (inne).
Tak dla przykładu sam mam używany samochód - działać działa, lecz nigdy nie wiesz kiedy nawali - ostatnio spaliła mi się żarówka od światła postojowego. No to qniec moralizatorstwa. No tak, jeszcze zapomniałem:

(*) Kochać - to głównie czynić, podejmować trudności na nowo, wykonywać codzienne obowiązki (narzeczonego, pracownika, współmałżonka, ucznia, ...).
(**) Czyli patrząc na punkt (*) mówiłem o miłości.

No to czołem! (ech, chyba uchem, żebym dobrze słyszał, a może oczami - żebym przeczytał ewentualne odpowiedzi współczytelników tego Maga):

dobra już naprawdę kończę:

"fanatyk, wieżący tylko w pierdoły wmawiane mu przez kościół" czyli Serwal (serwal@poczta.gazeta.pl)

P.S. Mógłbym jeszcze napisać o tych słynnych warunkach finansowo - lokalowo - czasowych, ale wiecie, dziś mam wolne, muszę sobie sam zrobić obiad, bo jestem kawalerem, a poza tym trochę koszul do pracy też trza wyprasować.