SPOKOJNIE, ZIEMIA NAS PRZEŻYJE
Pasibrzuch
        "Nasza Ziemia ginie!!!" - takimi słowami Razvan Bosnegeanu zatytułował swój artykuł. Postanowiłem przyjść na ratunek zrozpaczonemu autorowi... Zacznijmy dyskusję...
        "...Już dawno postanowiłem sobie, że napisze do AM text na ten temat, ale nigdy nie mogłem się za to zabrać..."
        Ach, muszę w tym momencie przerwać. Jak to bowiem możliwe? Ziemia ginie (!) a Razvan "nie może się zebrać" do jej ratowania? Czyżby istniały rzeczy ważniejsze niż świat, który ponoć umiera???
        "...Wszyscy słyszeliśmy o tzw. efekcie cieplarnianym, ale może nie wszyscy wiemy co to jest. Najogólniej mówiąc są to zmiany klimatyczne spowodowane przez nadmierne wprowadzanie CO2 do atmosfery..."
        Otóż niekoniecznie. Kilka miesięcy temu prestiżowy miesięcznik Nature opublikował wyniki badań dokonywanych na skamieniałych, prastarych pniach drzew, z których wynika, że przed ostatnim zlodowaceniem występowały na Ziemi IDENTYCZNE zmiany klimatyczne jak dziś! Naukowcy twierdzą nawet, że udało im się w słojach owych drzew wypatrzeć oznaki czegoś, co przypomina dzisiejsze El Nino!
        W tej sytuacji muszę wyjaśnić, że do tej pory ani naukowcy wierzący w efekt cieplarniany, ani ich przeciwnicy NIE przedstawili przesądzających sprawę dowodów na to, że temperatura rośnie z powodu działań człowieka. Możliwe, że jest to zwykłe zjawisko występujące na Ziemi od zawsze. Zmiany klimatyczne są rzeczą naturalną w przyrodzie!
        "...Na Antarktydzie topnieją lodowce podwyższając tym samym poziom mórz i oceanów..."
        Jakież to strrraszne! Proszę jednak zawuważyć, że nasi przodkowie przeżyli epokę lodowcową, kiedy Antarktyda kończyła się w okolicach miejsca gdzie teraz siedzi autor! Oni zapewny byli zachwyceni gdy lądolód zaczął się cofać. Dlaczego z tego samego powodu mielibyśmy dziś rozpaczać?
        A wogóle jak to możliwe, że epoka lodowcowa minęła? Czyżby naendertalczyk budował tysiące fabryk, generował efekt cieplarniany i tym samym przegonił wieczne lody z Polski??
        "...Śnieg pada w miejscach, w których nigdy wcześniej nie padał. W USA ludzie giną na skutek nie ustępujących upałów. Wody pitnej jest coraz mniej (gdzieś nawet przeczytałem, że jeżeli wybuchnie III wojna światowa to będzie się ona toczyła o nic innego jak właśnie o wodę). Każdego roku spalają się setki tysięcy hektarów lasów, przechodzą olbrzymie huragany, tornada i powodzie..."
        I tu należy się cieszyć! Wszystko o czym mówi Razvan to jest właśnie dowód ŻYCIA Ziemi a nie jej umierania! Tornada, powodzie, zmiany klimatyczne świadczą tylko i wyłącznie o tym, że nasza planeta nadal jest pełna wigoru, ciągle podlega zmianom i ŻYJE! Przeciwieństem dzisiejszego stanu byłaby totalna pustyna, na której nie wieje nawet najmniejszy wietrzyk, na której wszystko zamarło w bezruchu. To dopiero będzie śmierć Ziemi!
        "...Katastrofy klimatyczne były zawsze, ale nigdy nie nawiedzały naszej planety z taką częstotliwością i nie siały takiego spustoszenia jak teraz..."
        Proszę przedstawić materiał dowodowy. Kto powiedział, że kiedyś było spokojniej? Skąd czerpiesz takie informacje?
        "...Od 1997r. Polska jest regularnie zalewana. Czasem powódź zalewa większe obszary tak jak to było w 1997r. i w tym, a czasem mniejsze. Ale jest co roku. I co to da jeśli będziemy zwalczać tylko jej skutki nie zastanawiając się co jest przyczyną jej i wielu innych kataklizmów na całym świecie..."
        Nic nie da. A jedna z komórek ONZetu wydała w tej sprawie raport, w którym stwierdziła, że główną przyczyną rosnącej na świecie liczby powodzi są - uwaga - WAŁY PRZECIWPOWODZIOWE! Wały usypuje się w bogatszych krajach prawie od źródła do ujścia rzeki. Efekt jest przeciwny do zamierzonego, bowiem woda, która w naturalnych warunkach rozlałaby się na początku biegu rzeki, za pomocą wałów powodziowych właśnie jest spiętrzana i kilkaset kilometrów dalej stanowi już śmiertelne niebezpieczeństwo!
        "...Jeśli dalej będziemy tak jak dotąd zanieczyszczać naszą atmosferę naukowcy ostrzegają, że do katastrofy klimatycznej na skalę światową dojdzie do 2050r., a może znacznie szybciej. Człowiek nie może odwrócić tego co już zrobił, przez swoją głupotę i bezmyślność. Teraz możemy jedynie opóźnić termin tej katastrofy i ewentualnie złagodzić jej skutki. Jednak moim zdaniem ludzie obudzą się gdy będzie już za późno na podjęcie jakichkolwiek działań..."
        Na miejscu Razvana wziąłbym na uspokojenie. Ja sam gwarantuję - katastrofy nie będzie. Choć ekologia to ważna sprawa, to jednak proponuję nie popadać w paranoję i nerwice - będzie dobrze. Jedno jest pewne - Ziemia nas przeżyje i kiedyś jeszcze, na grobie ludzkości, zakwitną takie ładne kwiatki, że ho ho.
Pasibrzuch