Hello!
Wiecie, przechadzając się po godzinie 16:00. Żałowałem, że Bóg obdarzył mnie słuchem. Co drugie słowo jakie słyszę na ulicy jest wulgarne, obraźliwe, niestosowne. Język Polski (wiem, że to błąd, ale chciałem zaakcentować znaczenie tych słów) jest niewątpliwie piękny (choć do łatwych nie należy). Niestety coraz większa część społeczeństwa polskiego nie potrafi się nim posługiwać bez użycia wulgaryzmów :( Coraz młodsi ludzie są wulgarni. Trochę kłopotliwa jest dla mnie sytuacja, gdy na ulicy podchodi do mnie dziewięcioletni smarkacz i puszcza taką wiązankę, że mi szczena spada, ,to takiego dziewięciolatka mógłbym kopnąć tak, że przez tydzień by nie siadał, ale uważam, że nie tędy droga. Jak kopnę dziecko, to tak jakbym zabrał laskę ślepemu. Co to za chwała?!
No to właściwie w jaki sposób należy zwalczać takie zachowania? Ja sam siedziałem dość długo nad kartką papieru starając się rozrysować rozwiązanie (często tzw. drzewo decyzyjne stosuję w takich sytuacjach i działa!), ale tym razem niestety nie wymyśliłem nic. Chętnie poczytam i rozważę mejle z propozycjami.
Druga, dość pokrewna sprawa jaką chciałbym rozważyć na łamach AM to wandalizm. Nie wiecie co to znaczy? Nie musicie sprawdzać w słowniku. Wystarczy wyjrzeć za okno. No i co widzicie? Popisane mury, porysowane nożami ławki, wywrócone kosze na śmieci... Tak, to właśnie jest wandalizm. Chłopcy widać nie mają miejsca w mieście skoro piszą po ścianach kościoła. I to jeszcze jakie hasła! Ja jako trzylatek potrafiłem wymyślić coś lepszego niż "Cracovia morduje". A teraz tak szczerze, jestem Katolikiem, choć nie żebym świrował na tym punkcie. Od czasu do czasu zajrzę do kościoła itp. Jako Katolik (ale także jako w miarę zdrowy na ciele i umyśle człowiek) uważam malowanie po kościołach, zabytkach i cmantarzach za szczyt CHAMSTWA (a wy debile na murach to piszecie przez "H"). No, ale napisy na kościołach to klasa "Z" w porównaniu ze swastykami wystruganymi na ławkach. Idioci którzy to piszą to chyba z psychiatryka uciekli (albo ich wypuścili bo nie mogli wyleczyć). Czy oni nie zdają sobie sprawy z cierpień jakich doznał nasz naród od faszystów/nazistów. Powywracane kosze na śmieci nie są już tak bardzo kłopotliwe. Tylko, że gość który wywraca kosz nie zdaje sobie sprawy, że jego rodzice (ew. jeśli znudziło mu się wysysanie kasy z rodziców) on sam musi zapłacić kasę, żeby ktoś to posprzątał. Najlepiej żeby OP (oddziały prewencji) zagoniły kib(o)li i kazały im to zbierać, bo najczęściej jest to właśnie ich dzieło.
No, to korzystając z tego, że poruszyłem temat kib(o)li. Chciałbym publicznie wyrazić swoją opinię na temat pojawiających się ostatnio artykułów, w których (co bardzej inteligentni) "dobrzy" i "honorowni" kibole próbują się na siłę usprawiedliwiać. Jedi kiedyś w Gamewalkerze wypowiadał się o myśliwych którzy mówią "ja nie zabijam, ja pozyskuję". Dosłownie identyczną metodę obrony (jak dzieci, dosłownie jak dzieci) wybrali sobie przedstawiciele gatunku Kibolus Debilus. Usprawiedliwiają się "Ja się nie biję, ja odbywam sparingi".
Żegnam was arcysensownym, genialnie pomysłowym i właściwie odkrywczym mottem:
Życie jest jak kibel w szkole - nudne, brudne, niezbyt piękne, ale nikt nie może się bez niego obyć.