PRAWDA O "POLISZ ARMY '39"


Pasibrzuch



        W Action Magu XXI Eryk napisał tekst o wojsku zatytułowany "Polisz Army". W tymże tekście wstawił jeden akapit, w którym narobił tyle błędów, iż będę musiał go solidnie na plasterki kroić, żeby odkręcić to, co on na wypisywał. Tak więc...

        "...Ale zastanówmy się, dlaczego tak się stało. Wszyscy wiemy, mam nadzieję, że 1 września 1939 roku rozpoczęła się kampania wrześniowa, przez Niemców zwana Fall Weiss..."

        Fall Weiss to kryptonim operacji, ogólnego plany ataku na Polskę a nie żadna kampania wrześniowa. Jedna z drugim ma sporo wspólnego, ale jak już się czepiać, to się czepiać :).

        "...Wtedy właśnie do Polski wkroczyły WIELKIE oddziały niemieckie, jakieś 75 dywizji. Polska, wbrew temu, co twierdzili towarzysze z lat ubiegłych, posiadała jedną z najlepiej wyszkolonych armii na świecie, a także najlepszy sprzęt (np. ciężki czołg 7TP)..."

        Bzdura. Polska armia nie była wcale taka świetnie wyszkolona, choć trzeba przyznać, że w boju polscy żołnierze zawsze byli bardziej waleczni i ofiarni niż inne nacje. Co do najlepszego sprzętu - pomyłka. Polacy byli w posiadaniu kilku bardzo nowoczesnych jak na owe czasy rodzajów broni, ale to były rodzynki w bardzo marnym cieście. Samoloty Łoś stanowiły wtedy światową ekstraklasę, ale takich cacek miało polskie wojsko jak na lekarstwo. Podobnie z innymi rodzajami broni. W miażdżącej większości nasi wojacy jeździli i latali na tandecie. Do tego dodać należy kawalerię, która stanowiła elitę polskiej armii, ale niestety, stała o kilka szczebli niżej niż zmotoryzowane, pancerne dywizje niemieckie.
        Prawda jest więc taka, że polska armia wyglądała w przeddzień wybuchu wojny bardzo nędznie. Prawdopodobnie mit Wielkiej Armii Polskiej jest jeszcze echem propagandy, jaką rząd polski rozpętał we wrześniu 1939 wmawiając narodowi, że jest w stanie oprzeć się niemieckiej nawałnicy. W tamtych czasach wiara w te - bądź co bądź - bajki była uzasadniona, bo krzepiła żołnierskiego ducha. Dziś, po latach, jest to już tylko nieznajomość historii.

        "...Ktoś zada pytanie, dlaczego przegraliśmy wojnę skoro mieliśmy armię zawodowych żołnierzy?..."

        Wojsko Polskie nie było armią zawodowych żołnierzy. Byli to poborowi, na dodatek za późno zmobilizowani i niekoniecznie dobrze wyszkoleni.

        "...Odpowiedź jest bardzo prosta. Przegraliśmy wtedy, nie dlatego, że Armia Czerwona wkroczyła 17 września. Nawet gdyby nie wkroczyła to i tak byśmy przegrali. Przegraliśmy z dwóch powodów. Francuskie frytki i angole nam nie pomogły, to jest pierwszy powód..."

        To prawda, że gdyby Francja i Brytania włączyły się do wojny (zgodnie z umowami) to losy Wehrmachtu wyglądałyby inaczej. Ale skoro autor zapewnia o potędze polskiej armii, to po co nam niby pomoc sojuszników? Czy to nie dziwne, że jedna z najlepiej wyszkolonych armii na świecie dysponująca także najlepszym sprzętem (tak pisze Eryk!) potrzebuje do odniesienia zwycięstwa pomocy??

        "...Drugim powodem był fakt, że choć nasza armia była wyszkolona, to jednak niezbyt liczna. Wobec 75 dywizjom niemiecki potrafiliśmy wystawić zaledwie 25 dywizji. A potem jeszcze AC przyszło ze swoimi 52 dywizjami i było po sprawie..."

        Przewaga liczebna agresorów faktycznie była miażdżąca. Ale nie tylko o ilość poszło. Niemcy zastosowali po raz pierwszy strategię tzw. blitzkriegu, czyli wojny błyskawicznej. Była to zupełna nowość na polach bitewnych. Polska armia nie była przygotowana na szybkie i silne uderzenie wojsk pancernych (myśmy właściwie takowych prawie nie mieli) i lotnictwa. Polska armia, jak większość armii świata, okazała się dobrze przygotowana do wojny, ale poprzedniej. Ta nowa zaskoczyła ją całkowicie!

        "...Co to oznacza?..."

        Oznacza to, że autor nie słucha na lekcjach historii :).

        "...Ano oznacza to, że jeden zawodowy żołnierz nie jest wart tyle samo, co dziesięciu zwykłych, bo gdybyśmy wtedy mieli 250 dywizji to, wydaje mi się, wygralibyśmy bez trudu..."

        Nie jest to niestety prawda. Jeden profesjonalnie wyszkolony, zawodowy żołnierz zjada na śniadanie 5 poborowych. A dziś, w dobie supernowoczesnych technologii dobrze wyszkolona i wyposażona zaciężna armia może właściwie bez strat własnych sprzątnąć każdą ilość poborowych frajerów. Taka jest prawda, o której polscy politycy, zajęci cerowaniem dziur budżetowych, zupełnie nie pamiętają. Jak zwykle.



Pasibrzuch