Piórkiem młodego: Samoobrona
Istnieje w polskim słownictwie takie piękne słowo. Samoobrona mianowicie. Samo-obrona. Taki niepozorny zlepek, a jaki piękny. Ileż emocji oddaje, jakaż siła w nim tkwi.
Weźmy drogę, taką jaką mam za oknem. Słowo to, odpowiednio wyeksponowane sprawi, że stanie się ona pępkiem Polski. Kto by pomyślał - zwykła asfaltówka.
Kierowcy wiedzą o co chodzi. Inni zresztą też. Wszak trzeba się bronić. Samemu właśnie, skoro nikt inny się nie kwapi. Sprawy trzeba wziąć w swoje ręce, gdy wokół jawna niesprawiedliwość.
Nawet do głosu nie dopuszczają. Przecież to woła o pomstę do nieba! Ale trzeba sobie radzić. Nie na darmo w Polsce jest tyle sklepów ze sprzętem nagłaśniającym.
W mojej parafii ksiądz też miał problemy z nagłośnieniem. I co zrobił? Pozbierał pieniądze i kupił tubę. Zaradny facet. Teraz słychać go na każdej uroczystości poza murami kościoła. Jego poważanie, tudzież posłuch wzrósł niebotycznie. Wszyscy się cieszą: "ahhh, mamy mądrego duchownego."
Widocznie pewien pan z rządu był w mojej parafii. Chciał postąpić tak samo i sprawił sobie ten wychwalany cud myśli technicznej. Niestety Warszawa nie jest zabitą dechami dziurą, gdzie na słowo "technika" ludzie biją pokłony. Szkoda. Pan niewątpliwie zyskałby należny mu respekt. Widać Polska to nie kraj, gdzie marzenia dyktatorskie się spełniają.
Jednak jak na "prawie dyktatora" przystało, nic nie stanie na przeszkodzie, aby opierając się na mistrzach tego świata ćwiczyć zdolności krasomówcze. I mówi do maluczkich tego świata.
Gdzieś słyszałem, że najlepszą metodą (samo)obrony jest atak. I chyba nie tylko ja. Już jaskiniowcy profilaktycznie walili maczugą. Nie maczugę, a maczugą właśnie. Teraz nie ma broni obuchowej - ale samoobrona jest. Na utarczki słowne i immunitety. Ale na jakże wysokim poziomie. Już w całym świecie wiedzą, że w polskim Sejmie mówcy wyrażają się nadzwyczaj elokwentnie. Nie obce są im wszelakiego rodzaju figury stylistyczne. Ileż w nich porównań, ileż pytań retorycznych. Nikt nawet nie próbuje zarzucić, że w Sejmie tylko chamstwo i drobnomieszczaństwo.
Mój kolega postanowił też spróbować. Zapytał katechetę o kulinaria. Mianowicie: co je "bunny" z kur wielu? I poszedł do dyrektora. Bo katecheta nie wiedział, że chodzi o rosół. Wniosek z tego jeden: gdzie nam, szarym żuczkom, do mistrzowskiego władania językiem. Wzorujmy się na przywódcach, a dojdziemy do wprawy w samoobronie.
Kiedyś, w pewnej ogólnopolskiej gazecie widziałem rysunek. Stoi sobie pan i przedstawia biznes plan: "Wzionć pieniondze i za diabła nie oddać". Ewidentna zrzyna. Przecież ten numer jest znany i stosowany przez niektórych na górze. Ale że są u steru, to im to wisi. Znaczy się nie TO - teraz jest Viagra. Chodzi mi o zadłużenie. Nawet chcą ustawę wprowadzić. I długów nie będzie. To jest właśnie nasze polskie kreatywne myślenie.
Ale ja mam inny pomysł. Też wezmę kredyt. Ale nie będę bawił się w ustawodawstwo. Po prostu, zwyczajnie nie wpuszczę komornika - wszak mam autorytet. Tym sposobem, idea samoobrony sięgając podstaw, potoczy się dalej, a Polska nie zginie. Bo niby czemu?
Gregorius