Dzień z życia Leppera

Wstał z rana, co,
dla posła rzecz niesłychana.
Prawą nogą wstał,
z lewej ściane miał.

Andrzej wstał rano. Wiedział że miał przed sobą ciężki dzień pełen pracy. Jak każdy inny dzień w jego ciężkim życiu.

„Paskudnie brzydki dzień dzisiaj”- rzekl do
siebie tłusty liszaj.

Andrzej umył się (buahahaha!), zjadł śniadanie (5 - częściowe, podane przez prywatnego niewolnika, polityka Unii Europejskiej). Następnie podniósł plan dzisiejszego dnia. Patrzy, patrzy... tu veto, tam bazarek gdzie indziej blokada.

-No cóż - rzekł do siebie- jestem przecież ostatnim żyjącym przedstawicielem idei komunistycznego ruchu oświeceniowego (???)! Nie można mnie powstrzymać.

Andrzej zadzwonił po szofera. Ten natychmast odpowiedział:
-Tak? W czym moge pomóc?
-Podjeżdżaj pod moją rezydencje. Aha, i dzwoń po Rutkowskiego.
-Tak jest.
[Trzeba ty wyjaśnić, że Andrzej Lepper posiada rezydencje w południowo - północnej Warszawie, starannie ukrytą przed nie pożądanymi oczami. Jest arcydzieło, posiadające gotyckie sklepienia, barokowe aniołki i amerykańskie detale aluminiowe.]

Kawę wypił, wypił trunek,
jedzie szofer na meldunek.

Szofer wreszcie dojechał. Andrzej wsiadł i od razu otrzymał wszystkie egzemplarze prasy. Mercedes ruszył, a Andrzej zaczął czytać.
Widzi: WICERMARSZAŁEK LEPPER ODWOŁANY.
Kurde-
myśli sobie- przecież ja nic o tym nie słyszałem...

Grzeje autem, do rządu budynku,
gdzie będzie mieszać,
jak w przypraw młynku.
Dojechał do celu i z trudem wstał,
robotę bowiem, dzis,
będzie trudną miał.
Anioła zagadał,
na flaszke mu dał,
a potem z kwitkiem
na komende odesłał. (!@@%!^?~!)

Andrzej wysiadł. Tłum zaczyna się zbierać wokół niego. Telewizja również.
Wiwat Jędruś! - krzyki - nie daj se w kasze dmuchać!
Czego te ćwoki chcą?! -
myśli - stało się coś, czy jak?

Wchodzi do budynku sejmu, a tam już wszyscy czekają. Rutkowski z obstawą FBI i KGB podchodzi do Leppera.
- To co? Załatwiamy prezydenta?
- Po co? Jeszcze jest grzeczny...
- Jak, to, to pan nie wie?

- Ach, daj mi spokój...
- Ale pana odwoła................

Dalszy monolog Rutlkowskiego zagłuszył prezydent.
- Och Andrzeju, nie zabijaj, miej litość!
- Czego chcesz?!
- Ja.... my musieliśmy pana ze stanowiska odwołać!
- Co?! BEZ MOJEJ WIEDZY ?!!!
- Ja... nie... prosze... ja nie chciałem.

Jednak było już za późno. Andrzej objął prezydenta i serdecznie mu podziękował:
- Och, chwała ci , Jędrek, na wieki, już mi się ten Wicemarszałek znudził i do tego media mi obniżały popularność....
Dalsze słowa zagłuszyła telewizja, lecz Andrzej tylko spojrzał na Rutkowskiego, a reporterzy uciekli w popłochu.

Idzie korytarzem
„Dwie łapówki ju zebralem!”
Zajada buł z tłuszczem:
„Chyba zaraz Pawia puszcze!”

Usiadl tłusty wałek,
krzeslem skrzypnął,
skręta odpalił,
nikt nic nie pisnął.
Patrzy na niego ochroniarz
„Co sie patrzysz, kamracie?” -
„Nic Panie Leperze, tylko,
kiedy dostane wypłatę?”
<Już niedługo>
pomyślał nasz bohater.

Andrzej siedzi na zwykłym miejscu, lecz w zasadzie nic się nie zmieniło. Tu ustawa,veto, tam poprawka, veto. Andrzej wkurzył się. Jakby nie miał co robić, tylko siedzieć w sejmie....

 

Obrady sejmu,
trwają tymczasem,
a pan Lepperus,
zabiera wypłatę.
Trunek popija,
Lepperek Pan,
nad służbą zdrowia,
rozmawia klan.
„Panie Andrzeju
teraz nie można!”
Siedzi obok, poucza,
przewodnicząca położna.

- Kurde! - krzyknął Andrzej - Cimo, ty @#$!% !!!
- Ja, przepraszam, ppppp panie Andrzeju, już nie będe...
- Odwołać go!

I odwołali go...

 


Andrzejek zasnął
Po koniec obrad się budzi
„Starałem sie przespac!!!” ,
przemawia do ludzi.
Trunek wyciagnął,
„Skończył się!!!” - mówi.
idzie po schodach,
i innych budzi.
Doszedł do wyjścia,
portiera w łeb wali,
upojony trunkiem,
miota się po sali.
-„Wezwać policje,
toz to pijak niemaly”
-„Nic z tego strażniku,
immunitet ja mam,
nie policji pały!”

Andrzej znów widzi Rutkowskiego.
- No , stary, jedziemy do Talibów oddać wąglika.
- O kurde, szefie, a oni nas w imie, tego, no, Al... lacha? [lachy - swojsko brzmi co?] Nie załatwią nas?
- Co ty, im te krowy potrzebne na gwałt są...
- Szefie?
- Czego?
- Mamy jeszcze pare spraw do załatwienia...
- Po drodze sie zrobi...

Andrzej wsiadł do podstawionego trabanta i usiadł za kierownicą.
[W końcu, to że jeździ mercem, można zatuszować, ale wzroku ludzi nie oszukasz...]
Podjechał na pobliski bazarek i mówi do Rutkowskiego:
- To wy się zajmijcie tą policją, a ja przemówie...
- Sie robi, szefie...

Wszedł na kupke gruzu i mówi:
-
Towarzysze! My, komuniści jeśteśmy ludźmi szczególnego pokroju. Skrojeni jesteśmy ze szczególnego materiału. Stanowimy armię wielkiego stratega proletariackiego, armię towarzysza Lenina. Nie ma nic chlubniejszego ponad zaszczyt należenia do tej armii. Nie ma nic chlubniejszego ponad miano członka partii, której twórcą i kierownikiem jest towarzysz Lenin. Nie każdy może być członkiem takiej partii. Nie każdemu jest dane znieść trudy i burze, związane z przynależnością do takiej partii. Synowie klasy r obotniczej, synowie niedoli i walki, synowie niesłychanych cierpień i bohaterskich wysiłków - oto kto, przede wszystkim, powinien być członkiem takiej partii. Oto dlaczego partia leninowców, partia komunistów zwie się zarazem partią klasy robotniczej.

Odchodząc od nas, nakazał nam towarzysz Lenin wysoko dzierżyć wielkie miano członka partii i strzec jego czystości. Przysięgamy ci, towarzyszu Leninie, że z honorem wykonamy to twoje przykazanie!

25 lat piastował towarzysz Lenin naszą partię i wypiastował ją na najsilniejszą i najbardziej zahartowaną na świecie partię robotniczą. Ciosy caratu i jego siepaczy, wściekłość burżuazji i obszarników, zbrojne napady, Kołczaka i Denikina, zbrojny najazd Anglii i Francji, kłamstwa i oszczerstwa stugębnej prasy burżuazyjnej - wszystkie te skorpiony spadały niezmiennie w przeciągu ćwierćwiecza na głowę naszej partii. Ale partia nasza stała jak opoka, odpierając niezliczone ciosy wrogów i prowadząc klasę robotniczą naprzód, ku zwycięstwu. W zaciętych walkach wykuła partia nasza jedność i zwartość swych szeregów. Jedności i zwartości osiągnęła zwycięstwo nad wrogami klasy robotniczej.

Odchodząc od nas, nakazał nam towarzysz Lenin strzec jedności naszej partii, jak oka w głowie. Przysięgamy ci, towarzyszu Leninie, że wykonamy z honorem również i to twoje przykazanie!*

Teraz musze już odejść, jako że ścieżka którą kroczę jest ciernista i usłana udręką... spotkamy się jeszcze...

---------------------------------

Po jednej godzinie i trzynastu martwych policjantach Andrzej Lepper pojechał do cukrowni.

Dojechał i zobaczył scenę: jak filmu katastroficznego - żadnej blokady, żadnego strajku. Nic tylko leżeć i płakać...
- AAARRGH!!!! - krzyknął Andrzej- RUTKOWSKI DO MNIE!!!
- Co sie stało, szefie? - spytał przerażony detektyw...
- STAWIAJ MI TU MIGIEM BLOKADE, BO POLICJA PRZYJEDZIE I ZAKŁADY ZAMKNIE!!!
- Och, już, już...

Na drodze Samoobrona rozstawiła kolczatki, rozlała ropę a na dach wszedł snajper. Przyjechała policja. Lepper krzyczy:
- Wynoście się sługusy demokracji! Nie zamkniecie nam już ani jednej cukrowni! Nasza krew prędzej spłynie do wisły, niż zabierzecie nam traktory i buraki cukrowe!
- Nie, my, panie Andrzeju, my tu jako eskorta przyjechaliśmy, dla pana, wie pan...- stwierdził policjant. Zauważył że trzęsą mu się nogi....
BOOM!
- Czy ktoś tu widział jakąś karetkę? - krzyknął Lepper- Ktoś zabił policjantów! Wszyscy, padnij!- Lepper schował się za samochód z głupkowaty uśmieszkiem.

Po 10 minutach (@#$!@$?!) przyjechała karetka, straż pożarna i MPO (?).
- Dobrze że próbował pan pomóc, panie Lepper. Powinien pan zostać prezydentem. - powiedział ze wzruszeniem jeden ze strażaków - Ciekawi mnie tylko kto taki mógł załatwić tych policjantów...
- Mam nadzieje że złapią go kosmici.... - rzekł Lepper.

Kiedy już wszyscy odjechali, Lepper, pojechał do tajemniczej wsi, gdzie miał się spotkać z Talibami.....

Wsiadł do wozu,
ostro zalany,
sto pięćdziesiąt jadą,
szofer też podłamany.
Przejechali kogoś,
krzyk słychać było,
„Jedź dalej” - powiedział [Lepper],
W uszach mu dudniło.

Andrzej dojechał na miejsce. Tajemnicza wieś, pełna dziwnych zwierząt krzyczących nad ranem i machających "grzebieniami". Nagle z mroku wyskoczyli Talibowie.
[Talibowie - rodzaj polkich kangurów]
- Allah Akbar. Zdrastwutje tawariszczi. Sieg Heil. Good Moron. Hello. Dzieńdobry. Macie dla nas wąglika?
- Jasne. - Andrzek wyciągnął dziwny mały, czarny kamyczek. - Oto węglik, zwany też kamieniem węgielnym lub węglem kamiennym. Pomalujcie go na biało dla efektu.
- Ave, ave! Allah, przyjacielu, obdarzy cie swoją łaską, w nadchodzącej wojnie [domowej -przyp.red.].
- No dobra, a gdzie mamonka.

[To właśnie tajemnicza przyczyna zniknięcia Andrzeja Leppera z anten. Został on...]

Talib wyjął buteleczkę z wodą święconą i spryskał nią Leppera. Te wrzasnął a agonii i przed śmiercią usłyszał jeszcze:
- Woda święcona Allaha. Zdradziłeś nas, bo wrobiłeś pięć naszych wtyczek w polskim rządzie. Oto kara.......................

Talibowie odlecieli, a zwłoki Leppera zabrali kosmici. Gdy dolecieli na Marsa, biorą Leppera, ożywiają go i mówią tak:
- Ty Lepper, ty to masz wielką władzę w Polsce. Będziesz najlepszy. Podstawimy za ciebie agenta, a ty tylko nim steruj.
Bo widzisz, próbujemy rozsadzić wasz świat od środka, nie chce nam się wojować. Próbowaliśmy wykorzystać do tego celu już wszystkich przywódców politycznych i VIP-ów. Mamy Cezara, paru kościelnych, Napoleon właśnie pije kawke a Elvis już od dawna śpiewa dla naszych braci. Ale tylko ty się do tego nadajesz. No więc jeśli się postarasz to damy ci dużo buraków cukrowych i władzę nad Marsjańskim rolnictwem, dobra?
- No, nie wiem...
- Nie chcemy cie zmuszać... ale wiesz jak to jest... - kosmita sięgnął do pasa po dziwną broń...
- Dobra, dobra, już, macie to jak w banku (argentyńskim).

I tak kończy się historia Andrzeja Leppera. Pamiętajcie, żeby nie poddać się jego wpływom. W przeciwnym wypadku opanuje nasz świat.

Marmach

 

PS: Proszę mnie, jeśli coś, nie oskarżać o plagiat za znaczki - fotomontaże: Lepper- Jelcyn i Lepper- Jackson pochodzą ze strony internetowej
Hyde Park, której adresu nie pamiętam...

* Jest to przemówienie Józefa Stalina na śmierć Lenina....