Przez pryzmat historii



    Na pewno każdy z nas kiedyś się uczył, uczy lub w ostateczności będzie uczył historii. Istnieje powiedzenie, że „Historia est magistra vite”, czyli „Historia jest nauczycielką życia.” To stwierdzenie zawiera w sobie dużo prawdy, ale nie taką historię zna większość z nas.  Czego uczy się większość uczniów?  Ano, uczy się o kolejnych bitwach toczonych między iksem dziesiątym, a igrekiem drugim, o potężnym władcy lub o nieudaczniku, o knowaniach na wysokich szczeblach, czy o czymś więcej?
    Czy słuchając na przykład o odkryciach geograficznych, bitwach, wynalazkach potrafisz sobie wyobrazić tych zwykłych szarych ludzi, którzy taką rzeczywistość umożliwili?  Oczywiście, jeżeli nie interesujesz się wcale historią to pewnie nie, ale ja na przykład tak.  Zastanawiam się czasem, jakie życie wiedli rycerze, kogo zostawiali idąc na wojnę, jak wyglądali marynarze, z którymi Magellan wyruszał opłynąć ziemię.
    Taką samą perspektywę jak w nauce historii stosujemy zwykle w życiu – ważni są ci wielcy, ale o ich pomocnikach nikt nie wspomina.  Zresztą najlepszy i najbardziej współczesny przykład to wojna w Afganistanie ( ten temat będzie już nudny, kiedy mój tekst dotrze do was)
     Jak wygląda sprawa z perspektywy świata? Bush w imieniu Ameryki dokonuje aktu zemsty na Talibach i Osamie bin Ladenie.  A jak jest rzeczywistość?  Setki ludzi, zwykle niewinnych, umrze lub umarło w efekcie konfliktu, a Bush siedzi w biurze, zaś Osama nie został dotychczas złapany.  Jaki jest mój wniosek?   Historia przetoczy swoje koło po maluczkich, a wspomni wielkich. Kto zada sobie trud by opisać jak pani Smith poszła do pracy i nie powróciła, bo nie udało się jej uratować i zostawiła dzieci?  Kto napisze w podręczniku, że pan iks zginął gdyż bomba trafiła w chodnik zaraz koło niego, pan zet został zabity na wojnie?  No, właśnie sami chyba dobrze wiecie kto...
    Tak samo świat wygląda w naszym zwykłym życiu.  Czy czasem zastanawiamy się, kim jest kierowca autobusu, którym teraz jedziemy, co zrobi po pracy radiowiec, który teraz coś zapowiada?  Nie, wydaje mi się, że o nich zwykle nie myślimy zwykle o nich nie myślimy, no chyba, że coś nawali.  Wtedy niejeden człowiek rzuca: „A gdzie oni do cholery są, jak oni wykonują swoją pracę?!  Co to za patałachy jakieś?!”.  Często zapominamy o odniesieniu słów „Rzeczą ludzką jest się mylić” do innych, nie ukrywam, że i mnie się to zdarza.  Jest takie wspaniałe, stare chińskie przysłowie: „Z winami innych odchodź się tak delikatnie jak z własnymi.”, ale ilu z nas tak potrafi? (słowa te dotyczą oczywiście także mnie).
    Co więcej, ilu z nas ma umiejętność patrzenia na nieznanych sobie ludzi nie tylko wtedy, kiedy coś zrobią źle i potrafi zastanowić się nad tym, kim może być ta kobieta przechodząca przez ulicę, albo ten facet z teczką wysiadający z autobusu?  Kiedyś zadałam pytanie mojej rodzicielce: „Mamo, jak myślisz jak żyją inni ludzie?”  Otrzymałam odpowiedź, że żyją tak jak wszyscy.  Wtedy nie zastanawiałam się nad tym, a teraz owszem i dochodzę do wniosku, że to całkiem nieprawda.
    Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jak skomplikowanym organizmem jest społeczeństwo.  Jak wielki potrafi być ciąg skutków i przyczyn.  Może fakt, że ktoś dzisiaj zdenerwował laborantkę badającą stan zdrowia na podstawie składu krwi sprawi, że ta niedokładnie wszystko sprawdzi (bo ciągle będzie myślała o tym, co się zdarzyło) i w efekcie czyjaś diagnoza będzie nieprawidłowa?  Nieprawdopodobne?  Może jednak wcale nie aż takie nieprawdopodobne.
  Zwykle po prostu nie zastanawiamy się nad takimi rzeczami, a może warto czasem wyzbyć się uśredniania wszystkiego wokół nas i spróbować spojrzeć na świat (choćby w myśli) z lotu ptaka, kiedy nie wszystko widać wyraźnie, ale na pewno widać więcej, niż gdy interesujemy się tylko tym, co nas otacza bezpośrednio i patrzymy tak jak żaby, które widzą tylko tych wielkich nad nimi i to, co jest wkoło nich?  Może wreszcie spróbujemy napisać historię małych ludzi, bez których cały wielki świat by się zawalił niczym dinozaur bez kręgosłupa?
    Czy rzeczywiście warto, czy to, co napisałam to tylko bezsensowne mamrotanie wariatki, która ma definitywnie za dużo czasu?  Z tym pytaniem pozostawiam wszystkich, który tu dotarli.  Jeśli zechcecie się wypowiedzieć to wiecie, dokąd napisać inaczej byście tego nie czytali.  Ja już milczę.



Boginka