Tak jak każdy "profesjonalista" piszący do AM musze napisać wstęp, wiec go piszę ;-). Nie obiecałem co napisze, ale mam zamiar nawiązać do mojego poprzedniego tekstu (Ludzie)
(koniec wstępu)
Wybierałem się do kolegi, a że było blisko postanowiłem użyć własnych nóg.
Wyszedłem z domu kawałek już przeszedłem, idzie jakieś małżeństwo z przyjacielem, podchmieleni, rozweseleni, widocznie w stanie wskazującym...
Mąż krzyczał coś do żony, prowadząc wózek (oczywiście z dzieckiem), idą przez kałuże, żeby tylko iść.
Idę dalej, zostało mi około 300 m, przed sobą widzę dziewczynę w wieku około 19 lat, porusza się chwiejnie niczym liście wierzby, zionie od niej czymś. Mijałem ją akurat pod lampą, oczy podkrążone, źrenica zwężona, brak reakcji na światło... idzie przez kałuże, nie uważnie, pospiesznie.
Doszedłem.
Po bliżej nieokreślonym czasie wracam. Okolica niezbyt mila, ciemno, nagle krzyki za zakrętem porusza się grupa chłopaków/ menszczyzn (za których się zapewne uważają -śmieszne).
Wrzeszcza do siebie na cały glos, niczym głusi. Mijam jednego, mijam drugiego, nagle obrywam z bara (a właściwie to się na mnie rzucił jednak nieco mu nie wyszło), śmiech -echo... cisza, czwarty i piąty czekają na moja reakcje:
-Cos ci nie pasuje?
-Pogardliwe milczenie (z mojej strony)
Odważni, w 6 poszli dalej, wraz ze swoimi wrzaskami.
Zmierzam do domu, mijam dwójkę dzieci, jedno do drugiego:
-Kor...na ale dziś z...rąbana chlapa
-No, jak się wy...rąbie to będzie zaje... biście
(dialog w wersji nieco uboższej i krótszej niż pierwotnie)
No wiec coraz to niżej, co raz to gorzej, a zaczyna się od szczytu, niczym lawina mknie na nas, aby nas przywalić, zmiażdżyć, zgnieść...
Polska z własnymi warunkami,
Polska z własnymi problemami,
Polska wraz ze swoimi narodami,
a jedna większością głupsza od reszty razem wziętej (to dygresja do obecnego stanu rzeczy), jeśli wiecie o jaka większość chodzi to dobrze.
Splatch
Splatch@wp.pl