Kobietą jestem I nic co skomputeryzowane nie jest mi obce

Tekst, który właśnie zaczynasz czytać, Drogi Czytelniku, jest pisany po raz drugi. Już wyjaśniam. Zacząłem go pisać I pisałem, pisałem, pisałem, po czym postanowiłem zrobić krótką przerwę. Porozmawiałem w międzyczasie przez telefon, otworzyłem jeszcze jeden plik a potem… przez nieuwagę zamknąłem Worda bez zapisywania zmian. Wiesz co, Drogi Czytelniku? Jestem wkurzony I to nieźle, ale ja w zupełnie innej sprawie tutaj jestem.

„Dyskryminacja” z AM numer 21, napisana przez Vigę, o tym chciałem kilka słów napisać.

***

Nie będę specjalnie podkreślał, że absolutnie nie zgadzam się z opinią I podejściem autorki. Oświadczam przy tym, że kobietą nigdy nie byłem, nie jestem I nie zamierzam być. Postaram się w zamian za to posłużyć argumentami, które - mam nadzieję - wpłyną też na dalsze postrzeganie przez autorkę problemu skomputeryzowanych kobiet.

***

Przykład pierwszy:

Lekcja informatyki w szkole.

Na klawiaturze piszę szybciej niż większość facetów I to nie są przechwałki.

A ja w to wierzę, wręcz bezgranicznie. A to co najmniej z jednego powodu. Wszystko rozbija się o różnice w budowie dłoni męskich I kobiecych. Jak wiadomo, kobiece palce są delikatniej I z pewnością ładniej zbudowane niż męskie. Damska dłoń jest też bez wątpienia zgrabniejsza I smuklejsza, co też ma wpływ na budowę palców. Dlatego też kobiety posiadają większą zdolność do wykonywania czynności wymagających precyzji, czyli też pisania na klawiaturze. Zresztą, czy widział ktoś faceta, któremu udałoby się przy pierwszym podejściu nawlec nitkę na igłę? Ja jeszcze nie.

Z pewnością każdy słyszał powiedzenie „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. A dlatego nie może, bo sam ma paluchy jak z kołka ciosane, więc do niczego za bardzo się nie nadaje. Gdyby nawet coś mu się udało, to I tak kobieta zrobi to lepiej.

Jak to jest z tym przepisywaniem, czyli: Panie psorze, ja chcę, ja chcę!

„Który z panów przepisze mi tekst?” - pytanie, które w autorce „Dygresji” wywołało niezdrowe uczucie złości I chęć udowodnienia, że potrafi zrobić to szybciej. Ja się tylko spytam - a po co? Koleżanko, czy ty naprawdę nie masz nic lepszego do roboty? A może czujesz się niedowartościowana? Jeśli na drugie pytanie odpowiedziałaś twierdząco, czytaj dalej.

Chciałbym zauważyć, że nauczyciel, jako człowiek starszy od swoich podopiecznych, czyli - przynajmniej jest taka nadzieja - bardziej doświadczony I może nawet mądrzejszy, dobrze wie co robi. Wiadomym dla niego jest, że od zarania dziejów, szczególnie w czasach, w których komputer pod każdą niemal strzechą był jeszcze marzeniem niemożliwym do spełnienia, zakres męskich zainteresowań ograniczał się zaledwie do kilku drobnych I bardzo prostych rzeczy: władza, seks, pieniądze, motoryzacja I sport. Kolejność oczywiście dowolna, ale należy przy tym pamiętać, że nieodłącznym kompanem tych zainteresowań zawsze było dobrze schłodzone piwo, które jakby pomagało skupiać się na ulubionej dziedzinie.

Dla mnie duże jasne poproszę.

Wspomniany, niedoceniony, choć z pewnością bardzo wartościowy belfer wie, że takie ograniczenie zainteresowań doprowadziło u męskiej części populacji do wstrzymania rozwoju zdolności wymaganych w dziedzinach o delikatniejszej naturze. Pisania na klawiaturze między innymi.

Na tym jednak nie koniec. Nauczyciel ów żyje w czasach nam współczesnych, nie tylko ciałem, ale można mieć nadzieję, że duchem I świadomością również. Komputer pod strzechą stał się rzeczą powszechną I oklepaną jak zad starej kobyły. Doprowadziło to do tego, że męskie zainteresowania z nielicznych dziedzin skurczyły się jeszcze bardziej.

W jaki sposób bez żadnego wysiłku, szczególnie umysłowego można sobie umożliwić patrzenie na piękne kobiety? Co daje możliwość najłatwiejszego I najszybszego zdobycia władzy a z nią również pieniędzy (przynajmniej na krótki I nierealny czas)? W jaki sposób najłatwiej zdobyć złoty medal lub po prostu poszaleć wściekle rozpędzonym Viperem po zatłoczonych ulicach największych światowych metropolii?

Przed monitorem komputera oczywiście. No I piwo, niech mnie chudy indor w ucho cmoknie, jeśli przy okazji bicia kolejnych rekordów nie przelewają się astronomiczne ilości dobrze schłodzonego piwa.

Duże jasne poproszę.

Wykorzystywanie komputera I jego klawiatury w tak ograniczony sposób musi w końcu prowadzić do wysnucia pewnych wniosków. Pierwszym I podstawowym jest: nie samym graniem facet żył będzie. Stąd też taka a nie inna postawa niejednokrotnie już goszczącego tu nauczyciela informatyki. Człowiek ten zdaje sobie sprawę ze swojego miejsca w szkole I niewątpliwie bez przerwy ma na uwadze dobro swoich podopiecznych. Czy według Ciebie, droga koleżanko… no tak, Ciebie właśnie mam na myśli, tak, tak.

Czy wypada zlecać proste zadanie komuś, kto podoła mu bez trudu a może nawet z niebywałą łatwością?

Tak się nie da. Człowiek, czyli w tym przypadku kobieta obyta z klawiaturą niemal tak dobrze jak z własną urodą, nie będzie miał żadnego pożytku z czegoś tak prostego, jak przepisanie tekstu.

Powiem więcej, zlecanie czegoś tak prostego, tak umiejętnie I precyzyjnie posługującej się klawiaturą osobie może być dla niej wręcz uwłaczające.

Belfer, istota o wielkim sercu, w którym miłosierdzie wyrasta ponad wszystko stara się pomóc męskiej części klasy uczniowskiej w zdobyciu umiejętności, które może nie wystarczą na zrobienie zawrotnej kariery zawodowej, ale przynajmniej mogą pomóc przeżyć. A przynajmniej nie umrzeć z głodu. Albo z niezapłaconych rachunków. Albo z czegokolwiek.

Zatem kobiety, pozwólcie facetom, tym zatraconym giercmanom, których znajomość klawiatury wykracza niewiele poza obłożenie W-S-A-D, potrzebne do gry w Quaka, uczyć się rzeczy, w których wy osiągnęłyście niedoścignioną biegłość.

Przepraszam, ja w sprawie konkursu. Em… nie, nie, konkurs piękności już wygrałam. Ja na informatyczny.

Wcale nie jestem zdziwiony, że pani zapytana przez dziewczynę o możliwość wzięcia udziału w takim konkursie niepewnie spojrzała I dość nieśmiało odpowiedziała, że owszem, taka możliwość jest.

To mniej więcej tak, jakby Szopen przyszedł na konkurs fortepianowy dla amatorów I zapytał czy może stanąć z nimi w szranki.

Faceci mogą się mierzyć tylko z równymi sobie. Dlatego też udział kobiety w takim konkursie jest wręcz niewskazany. Nie po to organizuje się takie imprezy, żeby jedna z niewielu lub nawet jedyna przedstawicielka płci pięknej w informatycznej klasie miała okazję do wyróżnienia się w sposób jeszcze bardziej widoczny niż to odbywało się do tej pory. Facet musi walczyć z przeciwnikiem prezentującym podobny poziom. Jak by to wyglądało, gdyby do walki bokserskiej z człowiekiem wystawić Golema, który jako jedyny w tym starciu miałby szansę na wygraną? To jest niedopuszczalne. Poza tym, kobiety znają o wiele lepsze sposoby służące do rozłożenia faceta na łopatkach, więc przynajmniej przy komputerze niech odpuszczą. Wygrana z przeciwnikiem z miejsca skazanym na porażkę satysfakcji nie daje, pamiętajcie o tym drogie koleżanki. Dajcie męskiemu zawodnikowi, biorącemu udział w takim konkursie nadzieję jeśli nie na wygraną, to przynajmniej na zaszczytne, dziesiąte miejsce.

Po co znów ktoś ma powtarzać „Kobieta mnie bije.” ?

Przykład drugi:

Z życia wzięte, czyli: Przygoda w serwisie.

Zadzwoniłam, żeby spytać… nie, nie, przepraszam, ale ja jestem kobietą.

Dzwoni biedne, zatroskane dziewcze do serwisu, oczekuje fachowej pomocy a facet po drugiej stronie mówi: „Musisz synku…”. No I co z tego? Na mnie takie rzeczy wrażenia nie robią. Zdziwiłbym się, gdyby człowiek z serwisu zapytał „W czym mogę pani pomóc?”. Podejrzewam też, że I tego serwisanta mocno zaskoczyłoby takie pytanie, prawdopodobnie niechcący, wymykające mu się z ust.

Dziwi mnie tylko jedno, to że kobieta dzwoniła do serwisu. Tłumaczę sobie to zjawisko tylko tym, że numer wykręciła przez przypadek, chcąc dodzwonić się w jakieś zupełnie inne miejsce. Rozumiem, gdy do serwisu dzwoni zupełnie zdezorientowany, oszołomiony I nie wiedzący o co tu właściwie chodzi facet. To jest akurat rzecz normalna, bo ci zawsze wpadają w panikę, gdy nagle jakaś gra nie chce lub przestaje im działać. A niech się jeszcze zdarzy, że ekran monitora, na którego pulpicie dumnie pierś pręży nikt inny, tylko Pamela A. lub jakaś jej nielicencjonowana, znaczy piracka kopia, zrobi się niespodziewanie I wbrew wszelkim zasadom oczekiwania czarny. Zaskoczony I znów zdezorientowany osobnik w postaci męskiego przedstawiciela wioski graczy ściągnie z pięciu różnych serwisów, około dziesięciu różnych sposobów na rozwiązanie problemu. Przy czym żaden z nich nie będzie skuteczny. Koty własnymi ścieżkami chodzą a czasami też zdarza im się wyrwać wtyczkę z gniazdka.

No I ostatecznie, w odpowiedzi na okazywane przez autorkę „Dyskryminacji” niezadowolenie: O czym może świadczyć fakt, że serwisant, mimo tego, że słyszy kobietę, święcie przekonany jest o tym, że z mężczyzną rozmawia? Tak zwany licznik odwiedzin. Po nim od razu widać, kto ma najwięcej, chociaż podejrzewam, że nie największe problemy z komputerem.

***

No I jak, lepiej na duszy? Mam nadzieję, że tak. Jak widać, wszystko można w jakiś sposób wytłumaczyć. Każdy kij ma dwa końce a proca nawet trzy. Tak samo, jak moneta ma dwie strony, ale nie wszystko złoto, co się świeci. Jak czarne na białym wynika z tego, iż nie ma potrzeby martwić się tym, że szklanka z piwem jest do połowy pusta. Przecież została jeszcze połowa, którą w spokoju można się dalej delektować.

Czyli, głowy do góry kobiety.

A dla mnie duże jasne.

Eddie

eddi@GO2.pl

P.S.: Panów, czyli przedstawicieli męskiej części skomputeryzowanej wioski, którzy będą chcieli po przeczytaniu tego tekstu na mnie nabluzgać bardzo I uprzejmie proszę, aby się odpiórkowali I tym samym nie potwierdzali sugerowanych przeze mnie wniosków.