EWOLUCJONIZM SIĘ KRZACZY


Pasibrzuch



        Mam kilka pytań do zwolenników ewolucjonizmu. ReeVio pisał takie oto rzeczy:

        "...[ktośtam - P] nie wierzy w ewolucję i zastanawia się, jak rośliny zdążyły wytworzyć systemy podtrzymujące ich życie na lądzie. Otóż ewolucja przebiegała skokowo i (jak powszechnie wiadomo :) zmianom ulegały całe populacje..."

        Jak to rozumieć? Nagle wszystkim roślinkom wyrosło oprzyrządowanie do życia na lądzie? Skokowo zamieniły się w roślinki lądowe?

        "...Tak więc rośliny nie wyszły najpierw na ląd, a potem "myślały" nad stworzeniem odpowiednich systemów, ale już prawdopodobnie w wodzie ulegały odpowiednim przekształceniom, by móc przeżyć w trudnych warunkach lądowych..."

        Skoro żyły pod wodą to po co im były te systemy? Czyżby rośliny umiały myśleć i rozumowały tak: ty, wodorost, zróbmy sobie aparaty szparkowe do użytku lądowego to wtedy wyjdziemy z tej przeklętej wody?

        "...Aby do tego doszło, część populacji roślin podwodnych musiała zostać odizolowana rozrodczo, gdyż to jest warunkiem powstawania nowych gatunków..."

        Ach, czyli to buntownicza grupka wodorostów wychodowała sobie nowe systemy do życia na lądzie, gdzieś na boku - żeby inne wodorosty tego nie widziały?

        "...Jednak samo pytanie, po co wyszły na ten ląd, pozostaje bez odpowiedzi. Widać jest jakaś ukryta siła napędowa, która każe jej się zmieniać..."

        Bóg?

        "...Choć niewykluczone jest, że rośliny mogły mieć gorszą sytuację pod wodą, np. mało tlenu. To wyjaśniało by, dlaczego "uciekły" one na powierzchnię..."

        Skoro żyły sobie pod wodą, to widać było im dobrze. A niby skąd mogły wiedzieć, że na lądzie będzie im lepiej? Hej, koleżanki, na lądzie jest więcej tlenu więc zacznijmy milionletni proces przystosowania do warunków lądowych? A może jedna roślinka zmutowała, wyszła (?) na ląd i powiedziała reszcie, że tam jest fajniej? A skoro tak, to dlaczego część została pod wodą?? Niedowiarki???

        "...Widać ptaki są wynikiem jakiejś bardzo skomplikowanej i daleko idącej mutacji lub życie dążyło do opanowania każdego środowiska na Ziemi. Lecz nie można twierdzić, że ptaki nie powstały od gadów, gdyż znaleziono na to namacalne dowody..."

        Uprzejmie proszę o przekazanie mi informacji o tych dowodach, abym mógł te namacalne dowody osobiście namacać. :)

        "...Swoją drogą, nie mogę zrozumieć, dlaczego nie wierzysz w ewolucję. Przecież są na nią jasne i oczywiste dowody nie budzące wątpliwości..."

        Nie ma żadnych jasnych i oczywistych dowodów. Popatrzmy zresztą...

        "...Są to: zróżnicowanie form życia (przecież tak skomplikowane organizmy nie mogły powstać nagle same z siebie)..."

        Zróżnicowanie form życia to efekt geniuszu stwarzającego je Boga. Proste.

        "...podobieństwa form życia (patrząc na budowę wewnętrzną różnych gatunków, można u nich zauważyć wiele cech wspólnych, choćby np. w układzie pokarmowym)..."

        Warunki życia na Ziemi implikują pewne cechy, które muszą występować u wszystkich ziemiskich stworzeń. Proste.

        "...oraz dowody kopalne (z nich możemy dowiedzieć się, jak po kolei następowała ewolucja biernego układu ruchu)..."

        Kopaliny nie dowodzą prawdziwości ewolucji. To, że żyły sobie kiedyś np. dinozaury nie znaczy jeszcze, że Darwin miał rację.

        "...Jeśli nie wierzysz w ewolucję, to może wyjaśnij, jak powstało życie na Ziemi i dlaczego dziś mamy do czynienia z tak dużą bioróżnorodnością organizmów żywych?..."

        To nie była prośba do mnie, ale pozwól że odpowiem. Otóż dowody ewolucjonistów nie są dziś wcale mocniejsze od bilbijnych wersetów. Dlatego wierzę w to, że życie na Ziemi stworzył Bóg. Tak po prostu. Nie wykluczam możliwości, że uczynił to przez ewolucję i nie przekreślam zupełnie teorii ewolucjonizmu, ale na dziś dzień nie dysponuje ona zbyt twardymi dowodami na swoją słuszność. Mam więc prawo nie wierzyć w Darwina i jego poronione - moim zdaniem - koncepty...



Pasibrzuch