e-love - ja się zgadzam!!!

Powiem wam, jak to naprawdę jest z tą e-miłością. Poznałam kiedyś fajnego faceta. Na początku pisaliśmy do siebie dość często i gęsto - czasami nawet kilka razy dziennie. Był moim najlepszym przyjacielem. Mówiłam, a raczej pisałam mu wszystko. Mieliśmy te same poglądy na życie, te same zainteresowania. Niestety on mieszkał kilkaset kilometrów ode mnie. Przez ten cały czas nie przysłaliśmy sobie ani jednego zdjęcia. Tak minęło prawie pół roku. Nadeszły walentynki, a on w e-mailu napisał, że mnie kocha. To dziwne - nie widzieć go, nie słyszeć jego głosu, ale się zakochać. Wielu może się to wydawać śmieszne, ale tak właśnie było. Nie potrafiłam już wyobrazić sobie dnia bez napisania do niego chociażby kilku słów. Później podaliśmy sobie numery telefonów i od tej pory mogłam też słyszeć jego głos. Byłam wniebowzięta, choć wiele moich znajomych uznało mnie za, delikatnie mówiąc, nienormalną. Nie przejmowałam się nimi. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ON może być brzydki, głupi lub tym podobne. Mój facet był DOSKONAŁY. Postanowiliśmy wreszcie, że się spotkamy. Miał do mnie przyjechać. Kiedy szłam na spotkanie, dosłownie wdychałam swoją własną niepewność, czułam, jak powietrze jest od niej ciężkie. Tak, niepewność, która dopiero wtedy się pojawiła. Kiedy zobaczyłam mojego wybrańca, wszystkie moje marzenia po prostu odleciały... nie był przystojny, NIE był idealny... Dopiero wtedy sobie uświadomiłam, jak bardzo się co do niego pomyliłam, że byłam ślepa... i głupia. Facet nie był nawet zbyt inteligentny. Myślał tylko o jednym. Zrezygnowałam z niego jak najszybciej. Nie podałam przyczyny, dlaczego nie chcę z nim być. Później zaczął mi grozić, że się zabije, jeśli go zostawię. Zostawiłam. Mojego IDEALNEGO kiedyś faceta. I wiecie co? Do tej pory nie żałuję. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że siedzenie na czatach i szukanie swojej drugiej połowy wśród tej całej bezmózgiej masy osobników (zdarzają się wyjątki - pozdroofka for ZIEL), których interesuje jedynie odpowiedź na pytanie "czy lubisz sex?" całkowicie mija się z celem. Bo wystarczyło się dobrze rozejrzeć wśród "swojego" środowiska, żeby znaleźć kogoś o wiele lepszego. Ja znalazłam tego kogoś w moim najlepszym kumplu z podstawówki i jednocześnie Mistrzu. Teraz widzę same korzyści: nie przesiaduję juz godzinami na czacie psując sobie wzrok (wolę grać:)), rodzice nie dostają palpitacji gdy widzą rachunek od tepsy, a ja, gdy jest mi źle, robię sobie małą wycieczkę krajoznawczą (czytać spacer) do Miśka i wracam z o wiele lepszym nastrojem!

Fachowo przynudzała

-=Bgirl K'GEE=-