E-LOVE 2
Siewka!
Ten art jest moja kulturalna polemika z Archcyc'em ktory napisal E-LOVE do Action Maga 21. Jest on skierowany
glownie do tegoz Jegomoscia, choc rowniez goraco zachecam Ciebie-Drogi Czytelniku do przeczytania mego skromnego
zdania na temat e-milosci czyli czaty, irc-e i te sprawy. Na poczatek przedstawie swoja krotka historyjke no a
pozniej ze tak powiem powymadrzam sie. Mam 19 lat (tak jak Ty Archcyc) i wchodzilem na czata glownie po to, by
porozmawiac z ludzmi o wszystkim. Bez stresu, otwarcie i bez zobowiazan - to byla moja glowna dewiza. Tego pamietnego
dnia bylem akurat w szkole (studia zaoczne /informa ) i zamiast sluchac co psorek papla wszedlem na czata onet-u do
pokoju 'o wszystkim' (sex, randka itp. wcale mnie nie ruszaly ani wtedy ani teraz i nie beda). Zaczela sie dyskusja
z kilkoma osobami i m.in. z moja obecna dziewczyna. Z Nia rozmawialo sie niezwykle zabojczo: podobne zainteresowania,
poglady, upodobania. Niestety 'lekcja' dobiegla konca a ja zdazylem tylko napisac:"jutro o (niestety nie pamietam
o ktorej:)). Tak spotykalismy sie przez jakis czas, a najlepsze jest to, ze ja ciagle znikalem bez powiedzenia nawet
pa, bo albo mi polaczenie padlo albo zdarzenie losowe. No i pewnego dnia padlo pytanie z Jej strony:" Czy mozna sie
zakochac przez internet?" Oczywiscie nie bezposrednio. Pewnie nikt nie uwierzy ale ja nie od razu sie zgodzilem.
Wiedzialem co sie z tym wiaze ale tak szczerze mowiac potraktowalem to jak wyzwanie i nie traktowalem tego powaznie.
I tak spotykalismy sie na necie az gdy ktoregos razu tradycyjnie zniklem jak kamfora. I Ona do mnie zadzwonila.
Jestem raczej czlowiekiem niewstydliwym i rozmownym ale wtedy doslownie mnie zamurowalo. Rozmawialem ze swoja
dziewczyna ale nie wiedzialem za bardzo o czym mam mowic i jak sie zachowac. Potem wszystko sie rozkrecilo czyli
listy, maile a w szczegolnosci telefony. Nie uwierzycie ile kasiorki nas to pochlonelo ale naprawde grubo! No i
padl w koncu temat spotkania. Ja nie za bardzo bo szkola a Ona tez. O cholender zapomnialem wspomniec, ze jestem z
miejscowosci o rzut beretem od Zakopanego a Ona z Lodzi czyli dokladniej mowiac jakies 360 km od siebie. Zaprosilem
Ja na sylwestra ale jakos wyszlo ze to ja pojade do Niej. No i pojechalem (ja jak sobie cos wbije do tego swojego
lebka to juz masakra). Przyznam ze wcale nie balem co mnie w sumie dziwi. Ale przejdzmy do sedna: spedzilem tam
jeden tydzien i... tak to byly najwspanialsze dni w mym zyciu ale szczegolow juz oszczedze. Teraz stuka nam jakis
5 miesiac i jest swietnie. THE END:) No dobra wycierajcie te lzy:) Chcialem powiedziec kilka slow glownie do autora
poprzedniego E-LOVE. Czasem warto zaryzykowac, postawic i dazyc do wygranej. Fakt, ta osoba z drugiej strony lini
moze okazac sie inna zarowno pod wzgledem wieku jak i wygladu czy charakteru (moja 'mloda' np.sklamala mi poczatkowo
z wiekiem ze ma tyle co ja a okazalo sie ze jest rok mlodsza). Ale jak nie przejawimy troche inicjatywy to mozemy
tego pozniej zalowac. Ja nie moge sobie teraz wyobrazic ze moglbym jej nie poznac. A odleglosc? Coz, odleglosc
robi swoje czyli mnie w tym momencie wkurza bo rzeczywiscie ani na spacer ani do kina nie mowiac juz ze nie ma
sie do czeko przytulic i ten tego wiecie z reszta o co mi chodzi. Nieeee, nie o to! Zboczency... :) chodzi o
pocalunki... ale tak najbardziej to brakuje mi tych spojrzen, wyrazow twarzy, rozmow naprzeciw siebie. Mowiac
szczerze cholernie mnie ona (ta odleglosc) meczy ze az cos mi sie w srodku przewraca ale wiedzialem na co sie
decyduje. Traktuje to jako swego rodzaju sprawdzian dla tego zwiazku. A co do tego zdradzania przez druga osobe.
Nigdy choc bym nie wiem jak nie bedziesz mial 100 % pewnosci. Ale podstawa takiego zwiazku jak i zreszta kazdego
jest zaufanie czyz nie? Jesli dowiesz sie ze tamta osoba nie pozostala wierna przynajmniej ty masz ten komfort
duszy ze byles 'fair'. Natomiast racja tez niejako lezy i po Twojej stronie. Do takiego zwiazku nalezy podchodzic
z pewnym dystansem i rozwaga. Trzeba sobie uzmyslowic czy naprawde chce sie tak zyc i w sumie cierpiec z powodu
odleglosci gdy sie bardziej zaangazuje. W najgorszym przypadku mozna potraktowac to jak zdobyte doswiadczenie. Ja
jestem niesamowicie szczesliwy i choc perspektywa spotykania sie kilka razy do roku mnie dobija ja i tak staram sie
walczyc i trwac w swym poczynaniu. Zdradze Wam cos w tajemnicy. W chwilach zwatpienia powtarzam sobie jedno zdanie:
" Kto ja sobie nie dam rady? Ja?" To mi pomaga w trybie natychmiastowym, biore sie w garsc i wojuje swiat.
zac
PS. Z checia uslysze co Wy sadzicie na ten temat: zacstyler@interia.pl, jesli zaznaczycie to z checia odpisze.
Czesto mnie tez mozna spotkac na czacie onetu/o wszystkim ew. english learning. Trzymajta sie, Nara!
PS.2 Acha bylbym zapomnial. Pozdrowienia dla Ciebie Sylwko! oraz dla mych kumpli z m&m's 69!