Autorem tego tekstu jest Au-tor, gdyż Au-tor autorem tego tekstu jest.
("Nasza Klasa" - Jacek Kaczmarski)
Pamięci Buły i Sebka (RIP).
Po przeczytaniu tekstu "Jak zdawałam prawo jazdy" pomyślałem: 'rajuśku,
dają prawko takiej kobicie!' (Sorry Anna - zaraz się poprawię), 'Przecież
tacy kierowcy stwarzają zagrożenie na drodze'. Zastanowiałem się głębiej i
doszedłem do wniosku, że być może kobiety wolniej przyswajają sobie tajniki
prowadzenia wozu, jednak to faceci częściej zagrażają innym i sobie. Młodzi
faceci. Teraz myślę 'niech nawet kobity nie umieją parkować - najwyżej
stukną w sąsiedni samochód, nikomu nie stanie się krzywda (chyba, że jakiś
dziadek nie zdąży uciec spomiędzy obu wozów).
To, co naprawdę stanowi problem, to zachowanie na drodze męskiej części
populacji kierowców, szczególnie zaś tych młodych, niskich stażem. Jakoś
nie słyszy się prawie wcale o kobietach powodujących wypadki z powodu
nadmiernej prędkości lub alkoholu. O takich zdarzeniach ja nie tylko nie tylko
nie słyszę - ja ich nie obserwuję.
Widzę za to, co potrafią faceci...
Jechałem sobie pewnego razu drogą jednojezdniową, na której prawie bez trudu
wyminą się dwa tiry - akurat tak jest szeroka. W pewnym miejscu istnieją tam
dwa zakręty tworzące literkę S. Akurat od strony z której nadjeżdżałem
naprawiano asfalt; pracowała całkiem spora maszyna. Teren oznakowany,
policjanci puszczają samochody wahadłowo, ograniczenie prędkości itp.
Ustawiam się grzecznie w kolejce samochodów; przejazd jest jeszcze bardziej
utrudniony, bo maszyna mrugając pomarańczowym światłem rusza. Posuwa się
nie więcej jak 5 km/h.
Wtedy zza zakrętu wypada BMW i trafia w tą górę żelastwa. Policjanci wyciągają
dwudziestoparoletniego faceta z rozbitą (niegroźnie) głową, który jazdąc z
nadmierną prędkością ścinał zakręty.
To dopiero wstęp. Zgadnijcie czemu pasuje tu utwór p.Kaczmarskiego? Ponieważ
teraz będzie o ludziach z mojego bardzo małego miasteczka - o moich (w przybliżeniu)
rówieśnikach (mam 20 lat), kolegach z klasy/szkoły podstawowej.
- Powrót z imprezy. Rezultat: dwu chłopaków w szpitalu, w tym jeden przez
pewien czas w śpiączce.
- Nieco starszy ode mnie młodzieniec wypada z łagodnego zakrętu. Mieści się
pomiędzy drzewem a domem, zatrzymuje na latarni. Składają go w szpitalu do
kupy i po dłuższym czasie wychodzi z tego.
- Mój (około) rówieśnik kradzionym(?) wozem wpada na drzewo; umiera w
szpitalu z rozwaloną głową.
- Motorem bez świateł pechowiec w takim samym wieku uderza w nocy w nieoświetlony
ciągnik z przyczepą. Ginie.
- Dawny kolega z klasy nie mieści się pomiędzy domem a drzewem (to samo
miejsce co wyżej). Wbija się prawie do mieszkania naszej wspólnej koleżanki.
Nie wychodzi z tego.
To ludzie, których widywałem na ulicach mojej miejscowości. Koledzy.
Stwierdzenie, że winą jest nadmierna szybkość to truizm - każdy wypadek to
wina nadmiernej szybkości - jakby nie była za duża dałoby się w porę
wyhamować (chyba, że na parkingu wybuchnie stojąca cysterna - wtedy prędkość
nie ma nic do rzeczy). Często swoje dokłada alkohol - nie mam stuprocentowej
pewności w których z podanych przykładów tak było, więc powstrzymam się
od wskazywania.
Nie mogę powiedzieć 'odnalazłem klasę całą'. O losach wielu nie wiem.
Jednak kilku z tych, z którymi dorastałem w tym samym miasteczku, miałem tę
samą panią od muzyki, chodziłem do tego samego kościoła, którym podawałem
dłoń na powitanie - zginęło. I tu trzeba to powiedzieć (chociaż wierzyć
się nie chce): przez własną nierozwagę, głupotę i nieodpowiedzialność.
Małe problemy z parkowaniem jakie miała Anna to nic w porównaniu z
"parkowaniem" na latarni, drzewie, domu czy przyczepie ciągnika. Czy
tylko w mojej mieścinie tak się zdarza? Jak w Twojej okolicy jeżdżą młodzi
mężczyźni? A jak kobiety, które niedawno otrzymały prawo jazdy?
Trzeba mieć fantazję, dziadku! - Ale aby zostać dziadkiem trzeba przeżyć więcej
niż dwadzieścia kilka lat.
P.S. Przykłady są jak najbardziej autentyczne, choć może pomyliłem się w
niektórych szczegółach. Nie było moim celem obrażanie czyichkolwiek uczuć,
zwłaszcza rodzin ofiar.
Kontakt z autorem: au-tor@wp.pl