Leosh vs reszta świata

Postanowiłem podzielić się moimi refleksjami z czytelnikami Action Maga, bo wydaje mi się że utknąłem w miejscu i poszukuję nowego punktu widzenia na sprawy, które tak bardzo zaprzątają mój chory umysł.
Nie wiem co wyniknie z tego tekstu, bo prawdopodobnie popełnię błąd próbując poruszyć zbyt wiele spraw za jednym razem. No, ale zobaczymy.

Od dłuższego czasu moje myśli skierowane są w stronę problemów natury filozoficzno - egzystencjalnej. Staram się rozmawiać z ludźmi, których znam i szanuję. Niewiele jest takich osób. Swoich przyjaciół mógłbym policzyć na palcach jednej ręki (drwala, który miał wypadek z piłą tarczową...)
Jedna z moich znakomitych znajomych, studentka, osoba obdarzona niezwykłym, ponad przeciętnym intelektem, wielokrotnie doskonalszym od np. mojego, oczytana, a którą darzę wielką sympatią i szacunkiem, w jednej z naszych rozmów stwierdziła na podstawie własnych życiowych doświadczeń że to co się dzieje na świecie znajduje swe odbicie w stwierdzeniu - "tak miało być".
Bardzo mocno zacząłem zastanawiać się nad tym. Pytanie o sens ludzkiego istnienia od zawsze zaprzątało głowę wielu ludzi. Czy rzeczywiście zostaliśmy stworzeni do jakiegoś określonego celu ? Jeżeli tak, to przez kogo i dlaczego ?
Szkoda, że nie znamy tego celu zaraz po urodzeniu, szkoda że nie jest gdzieś zapisany w nas. Byłoby łatwiej, można by uniknąć błądzenia.
Po co ja żyję ? Tak naprawdę, przez ostanie lata, gnębi mnie to pytanie. Pytanie o sens ludzkiej egzystencji. Nie jestem pierwszy i z pewnością nie ostatni kto o to pyta. Byli mądrzejsi ode mnie i przyjdą po mnie mądrzejsi. Ale czy jest ktoś, kto poznał prawdę?
Tę czystą, pełną i jakże upragnioną przeze mnie formę PRAWDY?
Inne pytanie; dlaczego mnie to interesuje, dlaczego nie zajmuję się jak większość ludzi sprawami ziemskimi i zwykłymi problemami ? Dlaczego to wszystko wydaje mi się takie banalne i błahe. Zresztą, nie wiem co się ze mną dzieje.
Mam pewne ułamkowe przebłyski rzeczy których nie rozumiem. To tak jakby w umyśle wyświetlała mi się pojedyncza stop klatka jakiejś animacji, ale ukazana w błyskawicznym tempie. Czasami widzę się z perspektywy innej osoby lub innego miejsca, czasami bardzo odległego. Czasami wydaje się sam obcy sobie.
Nie wiem, może to faktycznie początek choroby psychicznej, może rzeczywiście jestem chory psychicznie...

Tyle rzeczy jest do poznania, ale jedną z najbardziej intrygujących rzeczy jest chyba moment śmierci. Wielokrotnie wyobrażałem sobie ten moment. Wyobrażałem siebie w różnych tragicznych okolicznościach. Zastanawiałem się jaki ból będę odczuwał, czy w ogóle coś będę czuł. Jedyne co wydaje mi się być pewne, to przeczucie że umysł nie umiera. Nie wiem jak to opisać, ale jeżeli chodzi o to czy umysł (dusza) umrze wraz z ciałem, to jestem bardzo mocno utwierdzony w przekonaniu, że nie.
Dlaczego nie ? Po prostu, nie. Nie potrafię wyobrazić sobie tego iż teraz jestem, a za moment mnie nie ma.
Czasem pragnę śmierci, gdyż wydaje mi się że jest ona przepustką do poznania prawdy. Cóż bowiem jest takiego w życiu że boimy się go stracić ?
Wielokrotnie wydawało mi się że należę do wybrańców, do jednostek wybitnych, do nielicznych ludzi zdolnych zmieniać świat.
Często przyłapuję się na tym iż pogardzam ludźmi, że ich wręcz nienawidzę.
To mocne słowo, wiem, lecz nie waham się go użyć. Nie jest tak ostre jak zachowanie i słowa ludzi z którymi przyszło mi się zetknąć w tym życiu.
Dlatego staram się unikać ludzi, o ile to tylko możliwe, albo to co czynić najlepiej - zakładam maski. MASKI na różne okazje. Maska do pracy, maska do szkoły, maska w domu. Przybieram różne formy. Nie lubię tego, gdyż nie znoszę robić z siebie kogoś innego, aniżeli jestem. Zresztą, KIM JA JESTEM ?
To musi być choroba psychiczna. Ale czemu to ja jestem chory. Chciałbym się obudzić i stwierdzić że to co jest teraz to tylko zły sen. Moje życie w obecnej postaci to pasmo porażek i kłopotów, na które rzeczywiście w większości przypadków nie miałem wpływu. Czyżby słynna teoria mojej znajomej studentki miała się sprawdzać?
Życie... Moje życie, jednego z 6mld istnień ludzkich. Może jednak myliłem się, jeżeli chodzi o wyróżnienie. Może jesteśmy tylko liczbami. Zwykłymi pionkami w tej największej grze typu "reality show" - pt." Życie"
Czy w tej grze jest, ktoś nadrzędny w rodzaju "mistrza gry", lub "rozgrywającego". Hmm, niezwykłe zagadnienie. Więc, jak to w końcu jest? Jak duży wpływ mamy na własne życie? Czy jesteśmy kowalami własnego losu, czy też jednak teoria mojej znajomej jest bliższa prawdy.
Faktem jest to że, (jeżeli w ogóle są jakieś fakty...) rodzimy się, dorastamy, uczymy się, rozwiązujemy problemy, płyniemy przez życie, (lub też idzie nam ono jak po grudzie), i umieramy. To jest pewne.
Przez ten czas, kiedy jesteśmy zależni od otocznia, jesteśmy nieustannie bombardowani najróżniejszymi wpływami, czy to kościoła, szkoły, wartościami jakie nam wpajają rodzice i otocznie. Jesteśmy programowani ! Tak jak komputery. Programujemy je, aby robiły to co chcemy.
Bez względu na długość i szerokość geograficzną, schemat jest ten sam. I po takim programowaniu w pewnym okresie, zaczyna się konfrontacja tego w co do tej pory wierzyliśmy, bo nam TO wpojono, z tym co niesie brutalna rzeczywistość. Niektórzy przeżywają takie "oświecenie" wcześniej, inni później, a wielu w ogóle.
Oczywiści, faktem kolejnym jest to, iż nie wszyscy mamy równy start w życie. Wszechobecna bieda, ubóstwo czy wręcz nędza, obecne są na każdym kroku. A człowiek ze swoim śmiesznym instynktem samozachowawczym, który nakazuje mu żyć, musi realizować swe potrzeby. Niektórzy mają łatwo, wszystko podane na tacy, żadnego wysiłku, tylko brać i korzystać. Ale moje myśli są pośród niesprawiedliwie pokrzywdzonych, poniżonych, samotnych w swym bólu i cierpieniu.
Boże (jeśli istniejesz), dlaczego pozwoliłeś, aby Twe dzieci, te przecież niewinne dzieci, cierpiały tak potwornie. Zło jest wszechobecne w przeciwieństwie do Ciebie. Jak mogłeś dopuścić do takiego stanu rzeczy jaki panuje na świecie. Zawsze, niemal cały czas na świecie, toczy się jakiś większy bądź mniejszy konflikt zbrojny, w każdej chwili ktoś ginie, ktoś cierpi w męczarniach. Dlaczego nie skończysz tego wszystkiego, przecież Jesteś wszechmogący. Czy potrzebne jest to cierpienie, Tych wszystkich umęczonych istot na Ziemi ? Po co ? Jaki jest w tym cel ? Obserwuję i zastanawiam się czy w ogóle To ma jakiś sens.
Boże, chcę wykrzyknąć że to JEST NIEPOTRZEBNE.
Jaka korzyść płynie z faktu że kolejne niewinne istnienie ginie z powodu durnych podziałów między ludźmi, czy to religijnych, kulturowych, rasowych czy jakiegokolwiek innych. Czym Ci ludzie zawinili ? Tym że są ludźmi ? Tylko ludźmi ? Jakim to prawem mają ponosić karę za nie wiadomo co ?
Przez czas pisania tego tekstu, gdzieś na świecie zginie wielu ludzi, wielu z głodu, choroby, wycieńczenia, na skutek przestępstwa, wojny, ludzkiej głupoty i lekkomyślności.
Jak ja nienawidzę tego świata. Nienawidzę, z całą jego ludzką słabością i głupotą, idiotycznymi podziałami i granicami.
Wiem, my sami sobie stworzyliśmy to piekło. Wszystko dlatego, że zostaliśmy stworzeni "upośledzeni". Mamy wiele cech, których nie powinniśmy dostać.
Każdy z nas nosi w sobie ziarno egoizmu, chciwości, żądzy władzy i pieniądza.
Świat przecież mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Mógłby być rajem.
Ale właśnie dlatego że rozwój myśli technicznej nie idzie w parze z ewolucją człowieczeństwa, dlatego nigdy nie będzie dobrze. Zawsze jakaś nic nie warta jednostka uczyni krzywdę drugiej, byleby tylko odnieść parszywą korzyść materialną.
Mam żal do Tej Najwyższej Istoty, której Imienia nie znam, że
stworzyła nas właśnie takimi. Nie wierzę że na takie to podobieństwo ludzie
zostali stworzeni.
Ten świat to jeden wielki banał i bałagan. Gdybym mógł, gdybym miał siłę i moc, gdybym był BOGIEM, zupełnie inaczej urządziłbym ten ziemski padół. Zmiany zacząłbym od zmiany natury człowieka, człowiek za dużo ma wolności, wolna wola to zbyt wielki dar jak na możliwości człowieka. Większość nie jest w stanie pojąć jak wspaniałą rzeczą i jak wiele wspaniałych rzeczy można by stworzyć, wykorzystując wolną wolę. Człowiek ma wolną wolę, lecz przekracza wszelkie granice na jakie pozwala wolna wola. Dlaczego ?
Bo został źle zbudowany, a zła konstrukcja w połączeniu z praniem mózgu na przestrzeni lat dziecięcych i młodości powoduje że człowiek jest taki, a nie inny, a więc zły, egoistyczny, żądny władzy, pieniędzy. Im więcej ma, tym większe pragnienie, a chęć wzbogacenia się nie jest podyktowana potrzebą prowadzenia dobrego i godnego życia, gdzie więcej uwagi zwraca się na dobro bliźniego, niż na własne korzyści materialne, prowadzi do sytuacji konfliktowych. Zawsze, od niepamiętnych dziejów ludzie toczą wojny, większe lub mniejsze konflikty zbrojne, a powody tych prymitywnych zachowań mają swe źródło w braku zrozumienia dla innych, nietolerancji dla odmiennej ideologii, koloru skóry, religii, płci, narodowości, kultury czy tradycji. Nie rozumiem dlaczego takie bzdury powodują to że człowiek jest gotów zabić z zimną krwią drugiego człowieka. Przecież to do niczego mądrego i dobrego nie doprowadzi. Błędne koło zamknie się i będzie się toczyć przez następne pokolenia, potęgując zło, lub tworzyć nowe ogniska zapalne. W tym wszystkim staram się doszukać jakiegoś większego sensu, jakiegoś ukrytego celu, dla którego Bóg pozwala na takie potworne niegodziwości. Dzień w dzień zastanawiam się jak, Ktoś tak nieskończenie potężny i miłosierny może patrzeć jak jego niewinne przecież dzieci giną. Umierają poniżone i upodlone w samotności, gdzie nikt nie zobaczy i nie usłyszy ich płaczu. Dlaczego tak się dzieje ? Czyżby Bóg czekał aż ludzie zjednoczą się i pokonają wszelkie uprzedzenia jakie odczuwali wobec innych ludzi ? Jeżeli tak, a sądzę że jest to jedyne sensowne wyjaśnienie takiego stanu rzeczy jaki panuje na świecie, to niestety muszę stwierdzić że Bóg się chyba nie doczeka takiej chwili, gdzie człowiek będzie w stanie podać drugiemu rękę w najszczerszym geście jedności, miłości i pojednania. Nie jestem prorokiem, ale nie trzeba mocno główkować, aby nie zauważyć że istnieje zbyt wiele różnic dzielących ludzi, i w moim przekonaniu, dzień, w którym ludzie odrzucą to co ludzkie i słabe nigdy nie nadejdzie. Chyba że Bóg przyzna się do błędu jakim było stworzenie ludzi w takiej postaci i zacznie ingerować w życie ludzi. Nie zrobi tego jednak, ponieważ gdyby tak uczynił przyzna się do pomyłki i okaże się że jednak nie jest nieomylny. A nieomylność Boga jest przecież jednym z głównych dogmatów nieomal każdej religii!
Cóż więc mają czynić Ci, którzy rozumieją taki stan rzeczy. Spotkałem się i rozmawiałem na ten temat z wieloma inteligentnymi i wykształconymi ludźmi, ale nie tylko, większości z nich to zdecydowanie katolicy, a już na pewno chrześcijanie. Okazuje się że wiele osób odcina się od takiego sposobu myślenia, co więcej zamykają się w swoim małym getcie, gdzie najważniejsze wartości to rzeczy materialne i przyziemne, a stan faktyczny przyjmują takim jakim jest nie dopatrując się w nim niczego niewłaściwego! Ich życiowe motto zawiera się w jednym wyrażeniu - "tak ma (miało) być" lub "co ma być, to będzie". Próbując takie osoby sprowokować do dyskusji, można się narazić jedynie na śmieszność z ich strony, lub nawet zgorszenie. Dziwne, ale prawdziwe.
Czy zatem My, zorientowani w sytuacji, mający oczy i uszy szeroko otwarte jesteśmy w stanie cokolwiek uczynić? Czy zginiemy w tłumie, tej ciemnej i zacofanej masy? Na te pytania nie znam jeszcze odpowiedzi. Nie wiem czy kiedykolwiek poznam PRAWDĘ. Bo przecież jakaś PRAWDA musi być. Zbyt wiele pytań, pozostaje bez odpowiedzi, a każda nowa wątpliwość rodzi kolejne pytania. Czasami nachodzi mnie prosta refleksja, że ci, którzy nie zadają sobie trudnych pytań, mają o wiele łatwiejsze życie. Ich to nic nie obchodzi. Żyją sobie odizolowani, w swoim małym świcie i dziękują Bogu że wszystko jest ok.
Przyznaję że codzienne zadawanie sobie pytań o sens i cel istnienia jest męczące. Mniej odporni miewają napady szaleństwa, i to kontrolowanego szaleństwa !
Ci, którzy nie wytrzymują napięcia i stresu, albo popadają w jakieś odstępstwa od powszechnie przyjętej normalności, albo w skrajnych przypadkach lądują w szpitalu psychiatrycznym, myślą o targnięciu się na własne życie i niektórym to się udaje. Czy im uda się poznać PRAWDĘ ? Czy PRAWDA ukazuje się tym, którzy przez całe życie, dążą do poznanie JEJ?

Głosy są coraz głośniejsze. Coraz głośniej wołają o sprawiedliwość. A ja nie mogę nic zrobić. Dlaczego to wszystko mnie tak dręczy? Może jestem opętany ?
Jeżeli tak, to dlaczego przejmuję się tym wszystkim. Gdybym był we władzy szatana (jeśli istnieje) nie myślałbym o pokrzywdzonych i niewinnych, bo nic by mnie nie obchodzili.
Cóż za potężna dawka różnych myśli przepływa mi przez głowę. To o wiele za dużo. Co ja mogę zrobić dla świata ?
Czy ja w ogóle mogę coś zrobić dla ludzi ? Przecież jestem tylko jedną z 6mld istot ludzkich. Ktoś kiedyś powiedział że zanim spróbujesz zmienić świat, zmień samego siebie.
Zmienić siebie ? Co mam zmieniać ? Tyle pytań, tyle nierozstrzygniętych kwestii.
W każdym bądź razie to jestem wrażliwy na ludzką i nie tylko ludzką krzywdę. Jednocześnie na co dzień widzę przed oczami tylu ludzi ślepych, którzy nie doceniają tego co mają. Nie znoszę tych wszystkich ludzi. Ludzi, których nie powinno się nazywać w ten sposób. Pustych, próżnych, złych, nastawionych na czerpanie jak największych korzyści nie zważając na drugiego człowieka. dziwić się że z utęsknieniem czekam na moment wybawienia.
A ten moment zwie się czcigodnie - ŚMIERĆ.
Gdyby nie zobowiązania i więzi emocjonalne z niektórymi ludźmi, chyba zdecydowałbym się na przyśpieszenie tego momentu. Nie wiem jeszcze czy potrafiłbym przezwyciężyć strach przed bólem i przed nieznanym. Bo stamtąd nie ma drogi powrotnej. To droga w jedną stronę. Gorzej jeżeli okaże się że wbrew temu co pisałem, tam nic nie ma...
Pocieszające jest jedno: i tak wszyscy umrzemy.
Szkoda tylko że jeszcze napatrzę się na ludzką krzywdą, spowodowaną głupotą, zanim umrę.

Dobra, chyba wystarczy, za bardzo się rozpisałem.

PS. Oświadczam że podczas pisania tego tekstu nie byłem pod wpływem żadnych środków odurzających. Zresztą nigdy nie byłem...
PS 2 Mam nadzieję, że nikt nie zwątpił w swojego miłosiernego, dobrego i wszechmogącego Boga :-)
PS 2 Pozdrowienia dla tajemniczej Ani, Dyły, Iha, Stolage'a oraz zadoomanego Doominika.


leosh@poczta.onet.pl