I had a dream when I was became... o sorry to nie ten film.
Po tym wstępie pisze art do ActionMaga (Anonimowej Czytelni Tomów Idiotycznych
Opowiadań, Nie Mających Gumisi). Jestem człowiekiem nie wierzącym w
Nosterdamusa, wróżby, ideologiczne przeznaczenie, itp. Nie jestem także jakimś
maniakiem własnej osoby, pokroju Adolfa Hitlera. Jednak chciałbym Wam
opowiedzieć sen ,który mi się kiedyś przyśnił.
Może zacznę od początku.
Pamiętam ,że byłem starszy o parę lat. Stałem pod wielkim budynkiem. Jego
cień spadał na mnie niczym olbrzym chcący zdeptać mnie swą stopą. Fakt,
budynek był ogromny. Nikt nawet nie patrzył w górę szukając jego końca, po
co, był taki ogromny. To były dwie wierze World Trade Center. Co one tam robiły?
Nie wiem, chyba ktoś musiał je odbudować. Co ja tam robiłem? Nie pamiętam...
(No dobra, pamiętam... Ale robiłem tam bardzo intymną rzecz, więc co Wam to
do tego? :) Było chyba południe, a jednak było też trochę ciemno. Jaskrawo.
Jakiś blask trochę oślepiał. Nagle wszystko znikło. Chmury kłębiły się
nad wieżami. Ludzie zaczęli uciekać. Aż nagle, wybuch. Potężna eksplozja
wzburzyła tumany kurzu. Sięgał on po parę kilometrów. Nie wiem nawet co się
stało, czy coś w nas walnęło czy nie. Czy to trzęsienie ziemi czy olbrzymi
meteoryt. Wszystko było tak szybko. Pamiętam ,że zacząłem się dusić,
chciałem złapać powietrza, ale coś wchodziło w moje płuca. Wypełniało
moje oskrzela, moje ciało. Wszystko zdarzyło się w ułamkach sekundy. Śmierć
ludzi była przysłonięta moją śmiercią. Tak, jak też tam zginąłem. (tzn.
w śnie, naprawdę żyje:) Co gorsza pamiętam wszystko jak by to zdarzyło się
wczoraj. Sen powtarzał się bez namiętnie przez około 10 razy. A konkretnie
sam wybuch, eksplozja. Tu chciałbym podkreślić ,że nigdy nie umarłem we własnym
śnie, a koszmary zdarzają mi się raz na 10 lat. Jednak, nie jestem na tyle głupi
, żeby umierać we własnym śnie bez końca :) W pewnym momencie gdy cały sen
zaczynał się od początku (co nie jest miłe...) zobaczyłem statek. Byli to
ludzie którzy przewidzieli "mityczny koniec świata". I właśnie
odlatywali, na szczęście zabrali i mnie. Wiem, wiem to trochę nie realne, ale
co jest tu realne? Uciekliśmy przed wybuchem. Ludzie którzy byli w statku
okazali się bardzo mili. Chyba byli w jakiejś sekcie post-apokaliptycznej. Uważali
,że muszą teraz stworzyć raj, jako jedyni przedstawiciele gatunku. Chcieli się
rozmnożyć i zasiedlić znowu ziemie. O ile ja nienawidzę sekt, tym razem ta
była naprawdę fajna. (mówiłem ,że ten sen jest nierealny :) Potem ich przywódca,
pokazał mi ziemie. Była całkowicie zniszczona. Istna pustynia, gorzej niż na
marsie. Był tylko i wyłącznie czerwono-żółty piasek, tego widoku nie da się
opisać. Najprawdopodobniej był to pył który podczas wybuchu unosił się
kilometrami w górę. Lecz gdzieś nie daleko byli jeszcze inni ziemianie. Mieli
własny bardzo nowoczesny statek, lepszy od naszego. Dowiedziałem się, że to
są ci ludzie, którzy doprowadzili do zniszczenia ziemi. Jednak to nie
meteoryt, nie zjawisko naturalne. To ludzie, rządni władzy której nigdy nie
mogli posiąść zdewastowali Matkę Ziemie. To był koniec mojego snu. Nie wiem
nawet jak to wszystko się skończyło... Nie wiem nawet czy to wszystko mi się
naprawdę przyśniło :) Chyba tak, wątpię żebym sam coś takiego wymyślił.
Co o tym myśleć? Co prawda zdarzało mi się miewać "prorocze" sny,
ale traktuje to na luzie. Jeśli tak ma stać to znaczy ,że ja muszę zrobić
wszystko ,żeby temu zapobiec. Jeśli nie, to i tak zrobię to samo. Nie wiem
,czy ten tekst do kogoś dotarł, nie wiem nawet czy został opublikowany.
Jednak warto się zastanowić nad własnym zachowaniem. Czy i my czasem nie
niszczymy ziemi..?
Ti-mon