Sam przed sobą w siną dal

Od dłuższego już czasu zbieram się, żeby coś napisać. Myślę, kombinuję I za każdym razem dochodzę do wniosku, że mimo stad myśli przewalających się przez moją głowę, nie jestem w stanie żadnej uchwycić na tyle, żeby móc powiedzieć o niej coś więcej.
W takich sytuacjach przychodzi mi do głowy: Człowieku, ty już nie masz nic więcej do powiedzenia. Nie są to słowa, które mnie cieszą. Przecież wokół dzieje się tyle rzeczy. We mnie samym I w moim otoczeniu bez przerwy zachodzą jakieś zmiany. Tak wiele zjawisk, które można zaobserwować, pomyśleć o nich, spróbować zinterpretować a później, być może, opisać. Zastanawiam się, gdzie to wszystko uciekło? Zaczynam liczyć dni, tygodnie, miesiące a w końcu lata. Odbijam się myślami od kolejnych zdarzeń, które miały miejsce w moim życiu. I nigdy nie jest tak, żebym gdzieś nie zatrzymał się na dłużej. Pozwalam sobie wtedy na chwilę namysłu. Powracam do wspominanych dni, odtwarzam jeden po drugim. Przerzucam w myślach obrazki, jak zdjęcia w starym albumie. Niektóre, mimo tego, że dość świeże, zdają się wyblakłe, pogięte.
Nie wszystkie są wesołe. Przy niektórych robi się ciężko. Aż chciałoby się zgnieść je w dłoni I wyrzucić najdalej, jak to możliwe. Wymazać z pamięci. Może nawet byłoby to możliwe, jednak coś przed tym powstrzymuje. Uświadamiam sobie, że to było przecież moje życie. Moja droga do tego kim jestem teraz I kim może będę w przyszłości.
Powracam do chwil, w których gdzieś na dnie serca ból ze smutkiem w karty grali. Wspomnienia, które wymagały czasu, żeby móc spojrzeć na nie oczami szeroko otwartymi, bez zasłaniania ich palcami, jak to mają w zwyczaju małe dzieci oglądając jakiś straszny film. Taki mały trening, żeby samemu przed sobą móc powiedzieć „To już nie boli”. Przeminęło, odeszło I nigdy nie wróci. Właśnie one, te smutne obrazki z przeszłości sprawiły, że zacząłem uciekać. Odsuwać się od nich jak najdalej. Od nich I wszystkiego, co mogłoby spowodować przeżycie tego, co już raz bolało. Z radosnym I chytrym uśmiechem mówię sobie „Nie tym razem, teraz jestem daleko I bezpieczny.”. Ucieczka, w której można zatracić się bez końca. Żadnego spoglądania wstecz, tylko przed siebie. Jak najdalej od smutku, bólu, od przeszłości, która wierci serce na wylot I odbiera mu siłę. Nadeszła w końcu chwila, w której można odetchnąć spokojnie I powiedzieć, że najgorsze już minęło. Spoglądając ponownie na obrazki będące dowodem bólu, dostrzegam, że nie robią już na mnie wrażenia. W końcu.
Czas na powrót do rzeczywistości. Wspomnienia należy zachowywać I dbać o nie, jak o fotografie będące pamiątką niesamowitych przeżyć. Nie można jednak żyć tylko I wyłącznie nimi, to przecież do niczego nie prowadzi. Zresztą, nie po to udało się przed nimi uciec, żeby teraz wracać. One jednak pozostały na swoim miejscu, niewzruszone. Zmienił się jedynie dystans, z którego na nie patrzyłem. Rzeczywiście, jestem na tyle daleko, by czuć się bezpiecznie.
Rozglądam się po rzeczywistym świecie. Widzę tak wiele rzeczy, które dzieją się wokół mnie. Tak wiele zdarzeń, nad którymi można się zastanowić, wyciągnąć z nich jakąś naukę, spróbować zinterpretować. Można by było, tak powinienem napisać, bo już nie robią takiego wrażenia jak kiedyś. Dzieją się, a ja przechodząc obok patrzę w drugą stronę ledwo zauważając ich istnienie.
Zdaje się, że właśnie dlatego nie miałem nic do powiedzenia. Rejestrowałem, ale nie zwracałem uwagi, nie obchodziło mnie to. Zakuty w twardy pancerz, który miał chronić dostrzegłem, że jest on niczym innym, jak izolacją od własnej umiejętności dostrzegania czegoś więcej, niż tylko materia. Uciekałem przed samym sobą. I to nie było dobre rozwiązanie, bo wrócić jest niełatwo.

Eddie

eddi@GO2.pl