Pogląd na krew ( według szarego człowieka)
Chciałbym ustosunkować się do tekstu Baribala dotyczącym krwi. Otóż pisze
on o preparatach krwiozastępczych. Zgoda, istnieją, są używane i w wielu
przypadkach sprawdzają się. Tylko w nie wszystkich. Baribal zapomniał chyba o
tym, że żaden z tych leków nie posiada zdolności przenoszenia tlenu. Z tego,
co wiem, taką zdolność posiada tylko hemoglobina, czyli czerwone ciałka
krwi. Jasne, można zastąpić krew utraconą w wyniku ingerencji chirurgicznej,
gdyż taka utrata jest niewielka. W tym przypadku preparaty krwiozastępcze
doskonale spełniają swoją rolę, i tu nie można mieć do Świadków Jehowy
żadnej pretensji, ich przekonania religijne muszą być uszanowane. Teraz
zajmijmy się hipotetyczną sytuacją. Załóżmy, że jestem lekarzem. Ostry dyżur,
noc, zmęczone pielęgniarki snują się po korytarzach. Piję trzecią kawę i
przysypiam nad egzemplarzem CD-Action:-)
Nagle drzwi otwierają się z hukiem i na noszach wjeżdża w, asyście
sanitariuszy dziesięcioletnia może dziewczynka. Półprzymknięte oczy, ciężki
oddech, blada twarz. I wielka, krwawa plama na prześcieradle okrywającym
kruche ciało. Co się stało? Któż to wie, zresztą teraz to nieważne, z każdą
upływającą sekundą, z każdą kroplą krwi ŻYCIE bezpowrotnie skapuje na
posadzkę z płytek PCV...
Co robi lekarz w takiej sytuacji? Wyznacza grupę krwi i dokonuje transfuzji. I
tak być powinno.
Ale, ale, kto to? Kim jest ta zapłakana kobieta? Kim jest ten blady mężczyzna?
Tak to rodzice małej...
No i właśnie TRANSFUZJA??!! Nie pozwalam! Przekonania religijne mi zabraniają!
Dobra. A KTO DAŁ CI PRAWO DECYDOWANIA O ŻYCIU LUB ŚMIERCI INNEJ ISTOTY? Nawet
twego dziecka? Bóg? A co, mówisz w jego imieniu? Pomijając sprawę miłości
macierzyńskiej/ojcowskiej, kierując się Biblią, którą tak często
wymachujecie, pokaż mi fragment, który brzmiałby podobnie do tego, który
opisuje tą sytuację "... I zabijesz swe dziecko w imię Moje..."
(No, gdzie te Mateusze, Jany i inni) Tak, bo to zwykle morderstwo. A tego nie
wytłumaczy w moich oczach żadna idea, Bóg czy mistyczna księga. Ale spójrzmy,
co się dzieje w naszym hipotetycznym szpitalu. Ojciec mówi coś o preparatach
krwiozastępczych. Załóżmy, że dzieje się to w jakimś mniejszym mieście.
Szybkie spojrzenie do magazynku z lekami. I co? I jedno wielkie NIC. Nie ma!
Sprowadzić- krzyczy ojciec. Dobra, co najmniej dwie godziny. I co? Na stole
spoczywa małe ciałko niewinnej dziewczynki. Niestety, martwej... Co robi
lekarz, człowiek, który złożył Przysięgę Hipokratesa, ojciec takiej samej
małej dziewczynki... Otóż ten światły medyk kopie w dupę przekonania
religijne, i robi, co do niego należy, czyli transfuzję. W tym czasie w domu sędziego
odzywa się telefon... Ten, zaspany podejmuje jedyną decyzję, którą mógł
podjąć. Czyli pozbawia rodziców praw rodzicielskich... Tym razem się udało.
Zapobiegł poważnemu przestępstwu. Mordowi z premedytacją. Śmierć
majestatycznie wychodzi z pokoju małej, niezauważona przez nikogo... Tym
razem...
A teraz sprawa miłości rodziców do dziecka. Jak można skazać własne
dziecko na śmierć wiedząc, że istnieje proste wyjście z sytuacji? Żaden
fanatyzm tego nie usprawiedliwia.( I nie wstawiajcie tu nietrafionych cytatów z
Biblii, bo to NIC nie wyjaśnia ani nie tłumaczy) Jeśli kochasz swoje dziecko
bardziej niż wszystko na świecie, to nie skażesz go na śmierć. Jeśli jest
inaczej to nie zasłaniaj się miłością do Boga, bo krew dziecka jest na
TWOICH rękach. Dlaczego ma umrzeć? Bo tak każe wiara? A może ono, gdy dorośnie,
wybierze inną wiarę? Tego się boicie? Czy może raczej piekła? I dlaczego
nie pytasz o zdanie twego dziecka, w sumie jest wolnym człowiekiem, i ma swoje
prawa. W Konstytucji RP stoi czarno na białym, że człowiek ma prawo do życia.
Czy dziecko nie jest człowiekiem? Czy to może wy chcecie stanąć ponad prawem
tego kraju?
A teraz z zupełnie innej beczki:-) Czemu, jako poparcie swoich twierdzeń
Baribal cytuje tylko czasopisma niefachowe( "Wprost ") pismo Świadków
Jehowy ( "Przebudźcie się")? Czemu nie ma cytatów z czasopism
medycznych np. "Lancet" czy innych fachowych publikacji? Na to pytanie
niech każdy sam sobie odpowie...
Umberto