Zasady  zdrowej  polemiki  w  praktyce

 

 

Resident

 

 

            Bardzo  interesujący  wydał  mi  się  tekst  zamieszczony  w  AM 19 , traktujący  z  pozoru  o  panu  Łysiaku , choć  osobiście  odbieram  go  raczej  jako  walkę  Smuggler’a  o  zachowanie  pewnych  zasad , norm , nieodzownych  we  wszelkiego  rodzaju  dyskusjach. Muszę  go  tutaj  poprzeć , gdyż  idea  kulturalnej, zdrowej  polemiki  jest  wielu  młodym  ludziom  obca (starym  też  i  to  nie  wiem  nawet  czy  nie  bardziej) , a  to  co  zaprezentował  pan  Maciej  Głowacki  jest  po  prostu  żenujące  i  między  bogiem , a  prawdą  uwłacza  Smuggler’owi. Dlaczego? Otóż  traktowanie  osoby  do  której  kieruje  się  polemikę jak  pierwszego  lepszego  frajera  z  ulicy  jest  delikatnie mówiąc  nieporozumieniem. Każdemu  należy  się  choć  odrobina  szacunku  i  tylko  wyjątkowo  odporne  na  wiedzę  z  zakresu  podstawowych  norm  kulturowych  osobniki  nie    w  stanie  tego  pojąć. W  dodatku  śmiem  wręcz  twierdzić , iż  Smuggi  jest  osobą  niewątpliwie  bardziej  oczytaną  (czego  niejednokrotnie  dowiódł  na  łamach)  od  pana  Głowackiego. Zapewne  też  ma  dużo  większą  wiedzę.

Zresztą  to  co  zaprezentował  na  łamach  pan  G.  jest  zwyczajnie  żenujące. Sofista  z  niego  żaden , chyba  że  wyjątkowo  mierny.

Jakbyś  drogi  Maćku  nie  zauważył  ocierasz  się  o  śmieszność. Twoja  polemika  przemienia  się  stopniowo  w  bełkot. Bezładny  potok  chybionych  argumentów  i  zupełnie  zbędnych  dygresji , choć  może  lepiej  nazwę  to  odbieganiem  od  tematu.

            Żeby  stosować  tego  rodzaju  argumenty  to  trzeba  być  wyjątkowo  sprawnym  mówcą , mającym  w  dodatku  ogromną  wiedzę  lub  też   należy  mieć  idiotę  za  przeciwnika , a  w  tym  wypadku  żadna  z  wymienionych  opcji  nie  znajduje  odzwierciedlenia  w  rzeczywistości.

Jeśli  zaś  chodzi  o  stosowanie  pewnych  zwrotów  jak  np. „Jeśli wymienione w p.16 osoby nic ci nie mówią, to trudno, nic nie poradzę.” jest  szczytem  zadufania  w  sobie. Nie  wiem , ale  zapewne  żyję  krócej  od  Smuggler’a , a  wymienione  tam  osoby    mi  dość  dobrze  znane , a  moja  wiedza 

z  zakresu  historii  współczesnej  nie  jest  znowu  jakaś  ogromna.

Czy  ty  człowieku  nie  widzisz , że  każdy  odrobinę  bardziej  złośliwy  i  wyrafinowany  osobnik  jest  w  stanie  zmieszać  cię  z  błotem  bez  mrugnięcia  okiem. Może  po  prostu  wyśmiać  twoje  żałosne  argumenty.

Gdyby  „wszyscy  zachowywali  się  jak  Łysiak”  to  USA   byłoby  zalane  przez  falę  megalomanów  pochodzenia  polskiego , Polska  do  dzisiaj  tkwiłaby  w  głębokiej  komunie  (bo  kto  u  diabła  walczyłby  o  niepodległość?) , każdy  łgałby  w  żywe  oczy  twierdząc , iż  to  akurat  on  czynnie  i  jako  jeden  z  pierwszych  obalał  socjalizm (chyba  flaszkę  whisky  w  tanim  barze , gdzieś  w  USA). W  dodatku  mielibyśmy  teraz  całą  kupę  zdewociałych  bufonów ,

o  bądź  co  bądź  skrajnie  prawicowych  poglądach , będących  absolutnymi  wrogami  postępu (zapewne  czytał  pan  panie  Maćku  STULECIE  KŁAMCÓW

jeśli  nie  „to  trudno  nic  nie  poradzę”).

            Sprawa  KOR’u   też  jest  ciekawa. W  jednym  ma  pan  rację ,  mianowicie  Łysiak  za  cholerę  tam  nie  pasował , gdyż  zwyczajnie  nie  był  zdolny  do  poświęceń , vulgo  nie  miał  jaj. Zaś  taki  Kuroń  ciężko  zapłacił  za  działanie  w  komitecie. Przepraszam , ale  Łysiaka  nie  bito , nie  znęcano  się  też  na  jego  oczach  nad  dzieckiem  i  żoną. Nie  doprowadzono  też  jego  małżonki  do  stanu  skrajnego  wycieńczenia  psychicznego (co  nie  urywajmy  było  głównym  powodem  jej  samobójstwa).

Jeżeli  już  chcesz  wykreować  pana Ł.  na  gwiazdę  to  może  lepiej  zacznij  przyrównywać  naszego  „wielkiego  męczennika”  do  nie  wiem  np. Jaruzelskiego , Gomułki  itd. , a  nie  Kuronia  bo  na  tym  tle  na  pewno  rewelacyjnie  wypadnie. Widzisz  tu  pewien  absurd? Bo  ja  tak  i  to  duży.

            Waldemar  Łysiak  jest  niewątpliwie  dobrym  pisarzem , któremu  widać  na  stare  lata  odbiło. Z  drugiej  strony  człowiek  ten  nie  jest  też  znowu  jakimś  wyjątkowym  talentem , pisze  zgrabnie  i  całkiem  ciekawie – nic  poza  tym. Zaś  jeśli  chodzi  o  jego  wkład  w  walkę  z  systemem  to  szczerze  mówiąc  jest  on  żaden. Tymczasem  facet  robi  z  siebie  świętą  krowę , lżąc  przy  okazji   ludzi , którzy   w  tejże  walce  się  wykazali , ponosząc  przy  tym  dotkliwe  ofiary.

Natomiast  „Walduś”  siedział  na  dupie  w  Stanach  i  pisał  w  zaciszu  domowym  swoje  książeczki. W  dodatku  fakty  świadczą  same  za  siebie  i  kwestia  relacji  „Walduś” – „Władz(i)a” jest  jednoznaczna.

 

 

P.S.

Smuggler  przepraszam , ale  dlaczego  w  ogóle  wdałeś  się  w  dyskusję  z  takim  jełopem? Można  go  przecież  było  zjechać  krótko , przyczepiając  się  do  paru  argumentów i  załatwić  go  jego  własną  metodą. Zapewne  jesteś  dużo  bardziej  sprawnym  demagogiem   od  niego.

Chociaż  może  go  czegoś  nauczyłeś.

Zadziwiające  jak  wielu  ludzi  uważa  się  za  alfę  i  omegę , zadufanych  w  sobie  palantów  zawsze  było  na  pęczki , ale  ostatnio  jest  prawdziwy  wysyp.

 

P.S.S. 

Celowo  pozwoliłem  sobie  na  użycie  paru  sofistycznych  argumentów. Ciekawe  czy  pan  Głowacki  je  wychwyci?