Wstałem... błogosławieństwo zapomnienia.... zacząłem robić kołtuny,
zjadłem śniadanie, spakowałem się wyszedłem. Nie pamiętałem o
wczorajszym... to się nie wydarzyło.
Na przystanku nieznani ludzie, patrzą, ze zdziwieniem, nienawiścią, czemu?
nic o mnie nie wiedzą? dlaczego oceniają?... nie ma znaczenia... za ich czasów...
Przyjechał autobus, wsiadłem. Patrząc przez okno dojechałem do szkoły.
Przekroczyłem próg, znane twarze, ludzie, znika smutek. Już rozmawiam o
bzdurach, nieważnych rzeczach, śmieje się, nadal nie pamiętam. Wu-Ef ... zmęczony,
siedzę pod ścianą i patrzę jak Kamiński niezdarnie odbija piłkę do góry,
połowa klasy naśmiewa się z niego, siedzę naprzeciwko, i zastanawiam się z
czego się śmieją?... żaden z nich nie potrafi odbijać lepiej... ale to jest
Kamiśnki... on jest inny, z niego można się śmiać... Jedną z niewielu osób
które zasługują na podziw jest właśnie on... przez pięć lat wytrzymywał
to poniżanie... i nadal wierzy, że wszystko będzie dobrze, próbuje
jeszcze... on da sobie rade, ... zazdroszczę mu wytrwałości. Wstałem z
ziemi, i zapomniałem o tym... poszedłem... i już nie ma tej myśli... Teraz
ważne jest to czy zdałem matematykę... musiałem zdać... nie możliwe żebym
nie zdał... zdałem... wiec poszedłem, kupiłem sok, wypiliśmy go na pół z
Pawłem... przeczytałem "wstęp do anarchizmu"... zdałem kolejny
przedmiot... i znowu o wszystkim zapomniałem. Teraz znowu co innego jest ważne...
teraz idę z Kurzawą, i Dulem, robimy happeningi... udajemy Anglików...
wszyscy patrzą z zainteresowaniem na trzech debili którzy wrzeszczą coś łamaną
angielszczyzną... nie ważne co oni myślą, my mamy z tego ubaw... Przyjeżdża
autobus wsiadam, odwracam się i krzyczę na cały głos "Do jutra"
... wszyscy na przystanku zniesmaczeni odwracają wzrok od "Anglików"
jutro mnie za to będą chcieli zabić ale nie ważne... ważne że teraz się
cieszę...
Mamy święta... skąd wiadomo?... Bo facet niesie w przeźroczystej reklamówce
dwa skatowane karpie, zakrwawione, ze zgniecionymi głowami, kiedy na to się
patrzy... chce się rzygać... ale nieważne ... będzie ładnie wyglądało na
Wigilijnym stole, ... czy gdzieś w okolicach piątego przykazania "nie
zabijaj" był w nawiasie jakiś dopisek "dotyczy tylko ludzi"....
kogo obchodzi jakaś ryba?... "najważniejsze że to co nakazuje tradycja
odpowiada mi...."
Wysiadam... , wracam do domu... pustka, cisza... zaczynam myśleć, przypominać
sobie.... nie, nie chcę sobie przypomnieć... włączam kasetę którą dostałem...
"Dr. Slump" śmieję się do rozpuku... Dzwoni Maryśka... fajnie się
rozmawia... pyta co u mnie... przypomniałem sobie... "wszystko w porządku"...
jeszcze kilka minut... odkłada słuchawkę... sygnał, powtarza się , w kółko
i znowu, odkładam słuchawkę... wyciągam kasetę, rzucam gdzieś w kąt...
mam dość, teraz już nic nie pomaga... kładę się, zasypiam, zapominam....
<przestańcie żyć iluzją....>
(Crematory: Unspoken)
Red_like_dragon_fall