Największy wróg człowieka
Kto? A może co? Dla jednych to pan Mietek z pod monopolowego,
dla innych jakaś klęska żywiołowa - a dla mnie? Dla mnie
największym wrogiem jest alkohol. Jak to? (dziwią się teraz
czytelnicy) A tak to! Alkohol jest dla mnie największym wrogiem,
w nim upatruję zgubę ludzi. Dla jednych jest źródłem błogiego
szczęścia, źródłem radości, nawet sensem życia. Dla innych
odwrotnie - znienawidzona używka, która ciągnie za sobą samo
zło. Niestety tych drugich ludzi jest mniej. Czy do nich należę?
Formalnie nie. Mają swoje zrzeszenia, strony internetowe czy
nawet kluby polityczne. Ja tylko myślę podobnie jak oni, że
alkohol - twój wróg. Skąd ta niechęć? Żyję na tym świecie
już od 17 lat i co nieco widziałem. Właśnie, widziałem...
Czy widzieliście osobę która po wypiciu iluś tam szklaneczek
wysokoprocentowego napoju znęca się nad swoją rodziną? Ja
tak. Nie radzę zbliżać się do osobnika, który (jak to się mówi)
jest w stanie głębokiego upojenia alkoholowego. Dla niego
wystarczy jeden błahy pretekst - brak kolacji, nie zamieciony
dywan czy np. nie domknięta lodówka. Wpada on w złość i
niszczy wszystko co wpadnie mu w ręce. Czasami jest to
,,tylko" talerz, czasami kupiona za kilkaset złotych
porcelana.... Na przedmiotach martwych się nie kończy. Złość
najlepiej przecież wyładować na żonie lub dzieciach. Jak to
się kończy nie muszę chyba mówić.....
Co jest przyczyną tych wszystkich wybryków? Alkohol! Wiadomo,
że po wypiciu więcej niż szklanki organizm zachowuje się
,,nienormalnie". Nie jestem ekspertem ale wiem, że zdrowe
to nie jest. Ile razy już to słyszałem - ,, 1 piwo dziennie
pomaga w przemianie materii, 1 szklaneczka wina zmniejsza
cholesterol..." Kto tu kogo okłamuje?! Odpowiedź jest
prosta - okłamujemy sami siebie.
Alkohol towarzyszył człowiekowi od dawien dawna. Pili go
kowboje na dzikim zachodzie, szlachcice polscy na swoich hucznych
biesiadach... Słowem - był, jest i będzie. Nikt tego nie
zmieni. To jest już zapisane w naszych genach. Pociąg do
procentów i chęć zapomnienia o wszystkim...
Ja jestem inny. Nie piję tego gówna i nigdy nie zamierzam. Wiem
jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Co innego moi
,,kumple" z klasy. Im w to graj. Piją kiedy tylko nadarzy
się okazja. i nie są osamotnieni - w mojej klasie nie piją
tylko 2 osoby..... ja i jeden kolega. Dziewczyny? Tak, nie
mylicie się - one też chlają.
Niedawno przeczytałem w lokalnej gazecie artykuł, z którego
dowiedziałem się, że w Polsce wśród uczniów abstynentami
jest ok. 10%. Wtedy też dowiedziałem się, że z kumplem zaniżamy
średnią....(w naszej klasie są 34 osoby).
Niektórzy w tej chwili powiedzą -,,Jak to, wypowiadasz się na
temat alkoholu a nawet nie wiesz jak smakuje i jak to
jest..." No cóż, próbować nie będę bo tak to się
zazwyczaj zaczyna - najpierw jedno dla posmakowania, później
drugie, trzecie.... Dla przykładu opiszę historię mojego
kolegi. Uchodził za spokojnego, zrównoważonego i
inteligentnego człowieka (niektórzy sądzą tak do dziś).
Poznałem go w 7 klasie podstawówki. Uczył się dobrze, nawet
świetnie. Nic nie wskazywało na to, że tak się zmieni. Zaczęło
się od kilku piw. Najpierw okazyjnie, później coraz częściej.
Sięgał też wtedy po kleje ale w porę się opamiętał. W
liceum dopiero pokazał pazurki. Co tygodniowe chlanie w piątek.
Do tego picie na umór na wycieczkach. Jak wspomniałem najpierw
było piwo. Mówił wtedy, że nic innego nie ruszy. Następnie
tanie wina, później wódka, papierosy i marihuana. Za każdym
razem kiedy przechodził na coś ostrzejszego mówił, że na tym
poprzestanie. Boję się myśleć co będzie z nim za kilka lat.
Oczywiście rozmawiałem z nim, próbowałem przeprowadzić go na
dobrą drogę ale on się uparł. Co będzie - tego jeszcze nie
wiem. Biorę pod uwagę poinformowanie jego rodziców ale wtedy
straciłbym kumpla i jakiekolwiek uważanie w szkole. Jeżeli
posunie się jeszcze dalej to tak zrobię, kiedyś mnie nawet o
to prosił...
Niech ta historia będzie dla was przestrogą. Mówicie: ,,spoko,
stary, my znamy umiar...". Czy aby na pewno? Co wam to daje,
że się ubzdryngolicie? Jesteście wtedy lepsi? Wiem, chcecie
zaimponować innym. Ale czym? Chyba tylko swoją głupotą....
Wiele zła na naszej planecie ma swój początek w alkoholu:
pijani kierowcy zabijający rocznie tysiące a pewnie nawet i
setki tysięcy ludzi, mordercy, źli rodzice i tzw. ,,element społeczny".
Oczywiście nie da się wszystkiego zrzucić na pijaństwo ale z
pewnością gdyby go nie było to również zła byłoby mniej.
Teraz pewnie myślicie, że nasłuchałem się Radia Maryja lub
przed chwilą wróciłem z kościoła. Nie. To wszystko co powyżej
napisałem to są moje myśli. Być może trochę nieuporządkowane
ale o tym problemie nie da się pisać spokojnie.
Swojego zdania nie zmienię - alkohol jest i będzie moim największym
wrogiem. Dla mnie człowiek, który na pierwszym miejscu stawia pójście
do pubu i wypicie ,,jednego" jest nikim. Nie mówię już o
tym ile to pieniędzy płynie rocznie z tej gałęzi przemysłu,
zapewne bardzo dużo.
Człowieku! Pomyśl! Upijając się krzywdzisz swoją rodzinę,
bliskich, przynosisz też wstyd. Rujnujesz sobie zdrowie, tracisz
tak cenne w dzisiejszym życiu pieniądze, które mógłbyś wydać
na chleb dla swoich dzieci. A co otrzymujesz za to? Chwilowe szczęście
i ból głowy następnego dnia rano.
Ale przepraszam, tak przecież robią wszyscy - wielcy
bohaterowie ze szklanego ekranu, gwiazdy muzyczne, nawet szef w
biurze. Ich życie jest puste. Co z tego, że dzięki alkoholowi
zdobywają przyjaciół -w sumie takich samych pijaków jak oni.
Dla mnie przyjaciel który nie pije jest nieporównywalnie ważniejszy
od tego, który pije.
O alkoholu wypowiadało się wiele osób dużo mądrzejszych ode
mnie i mieli podobne zdanie. Jeżeli jesteś tak tępy i nie
rozumiesz, że robisz źle to zdaj się na rady innych. Bywa też
tak, że ludzie za dnia spokojni, uczciwi i wydawałoby się
nienaganni moralnie w pieleszach domowych przemieniają się w
istne potwory. Wiecie z pewnością pod wpływem czego. Takich
przypadków w Polsce, i nie tylko, jest wiele. O czym to świadczy?
O tym, że jesteśmy dwulicowi. Łatwo jest nam przybrać maskę
dobrego tatusia w pracy i zamienić ją w spitego i wpadającego
w furię ojca....
Myślę, że każda dziewczyna chciałaby mieć za męża człowieka
który stroni od alkoholu. W drugą stronę czasami to niestety
nie działa. Jaki lubiący sobie wypić mężczyzna chciałby za
żonę abstynentkę - pewnie żaden. Kto by mu wtedy przynosił
piwo z lodówki w trakcie ambitnego oglądania meczu?
Jak już mówiłem tego się nie zmieni z dani na dzień. To
siedzi w nas i żre od środka. I jeszcze jedno - ktoś na tym
trzepie ciężką kasę.....
Kamyk