Co ja tu robię?...

Od pewnego już czasu dręczy mnie jakaś nieuchwytna Myśl; nie do końca dające się zdefiniować Przeczucie... Coś tu jest nie tak, coś tu nie pasuje...

"...I nawet kiedy jestem sam,
nie zmienię się; to nie mój świat..."

Choć słowa tej piosenki słyszałem już wiele razy; jakoś nigdy nie zmusiły mnie one do głębszej refleksji. Coś mnie jednak w nich zastanawiało, coś nie dawało mi spokoju, ale że było to uczucie nie jasne, więc nie zaprzątałem sobie nim głowy. Zalegało ono we mnie, mimo lekceważenia. Skrycie zaczęło kiełkować w mej Podświadomości jak nasiono, które natrafiło na żyzną glebę, przebijało swoim kłączem kolejne sfery mojej Duszy... Aż pewnego wieczoru, po raz- zdawało by się- nie znaczący, bezmyślnie słuchając wiadomych słów, kłącze dostało się do mej świadomości i zatruło ją swoim jadem. Strumień Myśli spłynął na mnie powoli, stawała się ona coraz klarowniejsza, coraz bardziej przerażająca, a zarazem kojąca... "Ja tu nie pasuję. To nie jest mój świat, nie moja rzeczywistość!" Nie wiem gdzie ta Myśl ma swoje źródło, ale gdybym wiedział w którym miejscu mojej poronionej Duszy, gdybym mógł odciąć tę jej zakażającą część...

Świat wydaje mi się szary, nieważny, bezpłciowy. Czy istnieje coś dalej, wyżej? To co jest dostępne memu poznaniu mi nie wystarcza, nawet narkotyki, tym bardziej alkohol, nie dają obiecywanego... Czego?... Oderwania się od świata? Nie, nie chcę się oderwać, zawsze chcę być w pełni świadom zdarzeń. Rzeczywistość; taka szara i prosta. Dlaczego zjawiska nadzwyczajne, o których ogląda się w telewizji, czyta w książkach nie są powszechne, dostępne na wyciągnięcie ręki?

Magiczne Chwile- uwalniają mnie na moment od tej udręki i zapominam, ale one są tylko ułudą, chwilowym zauroczeniem życiem działającym jak narkotyk- wystarczy chwila uwagi, minimalny impuls i znów bledną gwiazdy. Gdy minie euforia nie pozostaje we mnie już nic, muszę od nowa nakarmić się nadzieją, która utrzymuje mnie przy życiu. Może nie mam racji; może jest całkiem odwrotnie? Nie chcę, żeby tak było. Może to i tak krzyk w pustkę Wszechświata?... Nie- to niemożliwe. Moje wewnętrzne odosobnienie nie pozwala mi w to uwierzyć.

Miałem niedawno Sen- najpiękniejszy, jaki mógłbym sobie wyobrazić. Widziałem w nim Świat, który diametralnie różnił się od "naszego", mimo, iż z pozoru wydawał się bardzo podobny. Tamten jednak był skończenie doskonały. Puste przestrzenie czasu i obrazu wypełniała cudowna Muzyka, którą czułem wypływającą z głębin mojej Duszy. Czułem Ją każdą komórką swojego ciała, każdą najmniejszą cząstką siebie i choć byłem świadom swojego stanu wiedziałem, że ten Sen jest czymś więcej niż tylko snem. To był jeden z tych Snów, które zdarzają się bardzo rzadko, ale z jakiejś nie znanej przyczyny odciskają swoje piętno na Duszy. Ten Sen był oknem, którego półprzezroczystymi, pozwalającymi dojrzeć tylko niewyraźne kształty i nieznośnie niedostępnymi okiennicami kołacze wiatr wymiarów.

Idąc nocą przez miasto czuję, że to nie wszystko, coś MUSI być poza... W tym świecie brakuje wyraźnego pierwiastka tajemniczości, Magii, która wnikała by w jego najgłębsze zakamarki, czegoś co sprawia, że jest on wyjątkowy, piękny, a każde zdarzenie staje się- jeszcze przed swoim narodzeniem- -niepowtarzalne. Wiem, że gdzieś tam jest mój Świat, w którym mógłbym się odnaleźć bez trudu.

Może jest on tuż obok- dostępny na wyciągnięcie ręki?...

Śmierć moim wybawieniem,
Śmierć moim ocaleniem,
W Niej... Po Niej widzę swoje istnienie.

Czekam...

B-ATOM

baton16@interia.pl