Bliskie spotkanie
III
schodka
Szedłem sobie właśnie polną dróżką. W około nikogo, ciemno, cicho. I ON, stanął przede mną i patrzył. Wybałuszył te wielkie, obrzydliwe oczęta. Chyba się mnie nie bał, ale ja miałem pełne portki. W ciemności nie mogłem dobrze się przyjrzeć jego sylwetce, ale wyglądała podobnie do mojej. Wyprostowany, ręce, nogi, głowa. Był tylko trochę niższy
Coś do mnie mówił, ale nie potrafiłem zrozumieć, o co mu chodziło. Mówił w jakimś dziwnym języku. Krótkie, niezrozumiałe zdania. Zaczął się zbliżać, więc ja zacząłem się cofać. Znowu coś do mnie powiedział. Nic nie rozumiem, mówię mu. ON odpowiedział coś po swojemu. Chyba też mnie nie rozumiał. Zbliżał się do mnie. Wyciągnął coś z kieszeni. To coś zaczęło świecić. Pomyślałem, że to może jakiś miecz świetlny, którym zamierza uciąć mi głowę. Wyjąłem wtedy nóż, który dostałem od mojego ojca. Święty, świeć nad jego duszą! Skierował to w moją stronę, ale gdy tylko mój nóż zabłysnął w ciemności, zatrzymał się. Powiedziałem, żeby schował to coś, wskazałem, jednocześnie, na to ręką. Chyba zrozumiał, ponieważ zaczął świecić w inną stronę, wtedy schowałem ostrze.
Zaczynało świtać i widziałem już więcej. Zauważyłem, że jest dziwnie owłosiony. Miał bardzo dużo włosów na głowie. Nie wiedziałem, że coś oprócz zwierząt może być tak owłosione! Widziałem także dokładnie jego dłonie, trzęsły się. Chyba było mu zimno. Świt był zimny, ale nie na tyle, aby się trząść z zimna! ON także dobrze mi się przyjrzał, wygląda na to, że wcześniej wziął mnie za jednego ze swoich. Widocznie mają słaby wzrok. Teraz wyglądał na przestraszonego, stał jak wryty, nic już nie mówił, tylko patrzył się na mnie. Dodało mi to otuchy, wiedziałem, że nic nie grozi mi z jego strony. Powiedziałem mu, żeby się mnie nie bał, ale to go chyba przestraszyło. Sądzę, że tak jak my, ONI nie boją się czegoś, czego nie widzą. Wtedy jednak było już jasno, a on widział mnie w całej okazałości. Ja też go widziałem i uważam, że pomimo swojego dziwnego owłosienia, nie był odstraszająco brzydki.
Zauważyłem w oddali jeszcze jednego. Może szukał tego, z którym "rozmawiałem"? Nie ma to większego znaczenia. Ważne jest natomiast to, że ON zauważył także TEGO drugiego. Począł coś głośno wołać. Trochę się przestraszyłem, ale nie ruszałem się z miejsca.
TEN drugi podbiegł do nas i spojrzał na mnie. W jego oczach widziałem zdziwienie. Jego twarz wyglądała jakby zobaczył coś obrzydliwego. Obydwaj zaczęli się zbliżać. Wydaje mi się, że w będąc w dwójkę stali się odważniejsi, za to ja miałem znowu pełne portki. Przyglądali mi się badawczo, mówiąc coś do siebie. Jeden z nich wyszczerzył zęby w moją stronę i coś powiedział. Przestraszyłem się tych zębów. Białe, krótkie, ale wyglądały na ostre.
Myślałem, że zamierzają mnie zjeść. Ciągle się zbliżali, więc ja ciągle się cofałem. Zauważyli chyba, że się boję, ponieważ szli coraz szybciej. W końcu spanikowałem i zacząłem uciekać. Chyba dobrze zrobiłem, bo ONI zaczęli mnie gonić. Na szczęście udało mi się ich zgubić w lesie.
Pomimo tego, że jestem odkrywcą, to jednak stanowczo odmawiam powrotu na Ziemię bez obstawy!! Nie dam się zjeść jakimś prymitywnym formom! Mam ich badać, a nie robić im za obiad!
Napisałem ten tekst, ponieważ nie umiałem wyrazić trafniej treści zawartej w tej historii. A cóż za podniosłe treści są w niej zawarte? Cóż, tę kwestję pozostawiam TOBIE czytelniku.
Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)
PS. Powinniście więcej słuchać Queenu i Led Zeppelin!
PS2. Nie!! Te zespoły nie mają nic wspólnego z tematem tego artu, po prostu namawiam Was do słuchania.
PS3. Zapomniałbym. Czytajcie też Dicka i Kinga!
PS4. King też nie ma z tym nic wspólnego. Dick niby też nie, ale na upartego jakieś akcenty się znajdzie.