Karolina Czempas „Czy średniowiecze było okresem upadku kultury" Tysiąc pięćset lat temu zaczął się długi i tajemniczy okres w dziejach całego świata. Wtedy to właśnie ludzie odeszli od „pięknego" starożytnego życia. Nigdy już miały nie powrócić greckie polis czy rzymskie walki gladiatorów. Świat wkroczył w trwający tysiąc lat okres kontrastów większych jeszcze niż między czarnym a białym. Miasto, w przeciwieństwie do współcześnie nam znanych, było zwarte, otoczone murem, pięło się ku górze ostrymi jak rycerski sztylet wieżyczkami. Ludzie również byli oszałamiająco bogaci i znudzeni monotonnością swego zamkowego żywota lub też przerażająco biedni i ciągle niedożywieni, od zawsze żyjący w brudzie. Średniowiecze to jednak również epoka odmiennych poglądów. Z jednej bowiem strony widzimy franciszkańską ideę miłości, z drugiej zaś przeraźliwy system do dzisiaj budzący zarówno grozę jak i podziw – Inkwizycję. Żeby jednak zrozumieć wszystkie „dziwactwa" i namiętności kierujące ludźmi tamtego okresu trzeba przestać porównywać współczesność do wieków średnich, należy zacząć myśleć tymi samymi kategoriami co ludzie ówcześni. Spróbujmy więc! Życie codzienne pełne było różnic tak zadziwiających jak cała epoka. Nie można więc pominąć całego patosu charakteryzującego średniowiecze i opierać się wyłącznie na dokumentach urzędowych. Tam bowiem wymienia się jedynie chciwość i upodobanie do kłótni. Zapomina się natomiast o pięknych obyczajach, wielkich i namiętnych uczuciach oraz pięknych ucztach i balach dworskich. Faktem jednak jest, że życie w tamtych czasach było trudne a jutro niepewne dla każdego. Walki na tle religijnym, o ziemię oraz prastare waśnie pomiędzy rodami to tylko niektóre przyczyny takiego a nie innego podejścia do życia i wiary. To ona była fundamentem człowieka średniowiecznego. Chrześcijaństwo zdołało dokonać czynu wielkiego, który nie został już nigdy powtórzony, mianowicie połączyć całą Europę. Ogniwem była wiara, język oraz władca nad władcami – papież. Początkowo, jak za Mieszka I w Polsce, panował wielki „bałagan". Panujący tylko orientacyjnie znali granice swego państwa, ludzie byli analfabetami, w większości żyli, by uprawiać ziemię, rzeklibyśmy w błogim spokoju. Po chrzcie Państwa Polskiego w 966 roku, do kraju zaczęli zjeżdżać się coraz liczniej księża w celu nawrócenia Polan oraz wiele innych narodów. Zaczęła się nieunikniona reforma pogańskiej Europy. Z czasem ludzie zaczęli przyjmować wiarę w jednego Boga, chodzić do kościoła, mimo że w większości przypadków nie rozumieli, co mówi ksiądz (zresztą on sam niejednokrotnie również nie, gdyż Biblia napisana była w łacinie). Starano się więc w prosty sposób wytłumaczyć nie wykształconym ludziom podstawowe zjawiska oraz odpowiadać na fundamentalne pytania. Tylko jak? Otóż wtedy właśnie zaczęły powstawać pierwsze szkice i rysunki przedstawiające Boga, Sąd Ostateczny czy też Śmierć. Mimo tych niewątpliwie pozytywnych dokonań, to w dużej mierze właśnie instytucji kościelnej zawdzięczamy tragiczne w skutkach zjawisko zamknięcia ludzkiego na problemy innych, całą brutalność oraz poruszanie się po ściśle wyznaczonych ścieżkach, bardzo wąskich zresztą. Wszystko zaś miało być inaczej, lepiej... Na mównicy nauczano o poświęceniu przez Chrystusa życia dla ludzkości. Z tego właśnie powstało uwielbienie ascetyzmu, czyli w imię wiary dobrowolne wyrzeczenie się wszelkich dóbr materialnych. Powszechnym stało się również umartwianie się oraz przekonanie, że wszystko co inne powszechnie przyjętych norm jest złe. Nie byłoby może w tym nic złego, gdyby nie fakt, iż to właśnie ów brak tolerancji dla odmienności i zrodzona z tego nienawiść spowodowały powstanie machiny zła niejednokrotnie porównywanej z hitleryzmem. Wszystko zaczęło się równie niewinnie, co Zakon Krzyżacki. Inkwizycja miała pomóc w utrzymaniu czystości wiary i jedności Kościoła zapewniając przy tym miłosierne i sprawiedliwe sądy. Zadaniem Sanctum Officium było zwalczanie herezji. Każdy Inkwizytor pilnował by „na przydzielonym" mu terenie nie doszło do wystąpień heretyków oraz starał się wszystkich ich „unieszkodliwić". Oskarżyć mógł każdy każdego, zaś aby „sprawdzić" prawdziwość zeznania prowadzono dochodzenie. Polegało ono (początkowo traktowano ludzi lepiej, cała brutalność Inkwizycji wywodzi się z Hiszpanii) na przesłuchiwaniu oskarżonego. Przesłuchanie natomiast było maltretowaniem w celu uzyskania potwierdzenia winy. Służyły ku temu różne narzędzia tortur od „Łoża sprawiedliwości" po „Łańcuch", które doprowadzono do perfekcji. Nie zmienia to jednak faktu, że metody wyciągania informacji były brutalnym barbarzyństwem. W powszechnym użyciu (późniejsze średniowiecze) było łoże, na którym kładło się podejrzanego. Nogi i ręce przywiązywano mu do dwóch krańców ławy grubym sznurem. Następnie powoli kręcono korbą rozciągającą łóżko. W efekcie człowiek rzadko kiedy przeżył, chyba że w trakcie tortury przyznał się do winy (bardzo często oskarżano niesprawiedliwie, zaś torturowani przyznawali się do win, których nie popełnili, oby tylko potraktowano ich łagodniej). Jeżeli jednak tego nie zrobił, to w straszliwych mękach ginął, gdyż celem łoża było porozrywanie wszystkich ścięgien i mięśni. Innym, również lubianym i cenionym przez Inkwizytorów narzędziem tortur, była „Żelazna dziewica", czyli szafa nabita gwoźdźmi. Zamknięty w niej osobnik miał, tak jak we wszystkich innych przypadkach, możliwość przyznania się do rzekomej winy w celu uniknięcia wbicia mu owych długich i grubych gwoździ w ciało na całą ich długość. W użyciu znajdował się również „Rozwieracz", czyli urządzenie z trzema żelaznymi płatami, które wkładało się ofierze w intymne miejsca, po czym specjalną śrubą pokręcano dopóty, dopóki ta nie padła z rozerwanymi wnętrznościami. Były to jednak ekstremalne przypadki, gdyż ludzie oskarżeni o herezję, wiedząc, że bez względu na to, czy się przyznają do niej czy nie, to i tak zginą, najczęściej potwierdzali, że są heretykami czy też czarownicami, wskutek czego otrzymywali najczęściej łaskę w postaci zadania śmierci przed spaleniem na stosie. Należy jednak pamiętać również o szczególnym okrucieństwie względem ludzi stanowiących duże zagrożenie dla wiary i kościoła. Stosowano mianowicie krąg wokół ognia. Kołem, do którego przywiązany był skazaniec kręcono tak, że ofiara paliła się powoli i w straszliwych męczarniach. Walka z herezją i czarownicami stała się jedną z wielkich obsesji średniowiecza i jest zapewne główną przyczyną antypatii do owej epoki. Należy jednak zadać sobie pytanie, co było przyczyną czegoś gorszego jeszcze niż uzwięrzęcenia, całkowitego zagubienia całego człowieczeństwa, zatracenia wszelkich ludzkich uczuć. Strach, paniczny strach wobec możliwości stracenia jednolitości wiary, która bez wątpienia była sensem życia oraz podstawą funkcjonowania ówczesnego człowieka. Zdawałoby się, że owa panika już minęła, jednak aż do dzisiaj obserwujemy postępowania ludzi, którzy zdolni są do niezwykle podobnych, niemalże wzorowanych na średniowiecznych, tortur i okrucieństw by osiągnąć swój cel. Widzimy osoby w sposób makabryczny niejednokrotnie niszczące każdą powstałą na swej drodze przeszkodę. Straszna, okrutna codzienność, powszedni strach i życie z dnia na dzień to zapewne główne przyczyny prób upiększenia życia w postaci, o ironio!, ideałów człowieka, miłości, rycerza, czy też władcy. Ideały te były dokładnym przeciwieństwem codziennego zachowania władcy, skazującego niejednokrotnie na głód tysiące dzieci czy też rycerza zdolnego dla ojczyzny i Boga poświęcić wszystko łącznie z ukochaną kobietą i rodziną. Tworzono sobie obrazy, które chciano oglądać. Tak więc mężczyźni, którzy chcieli być szlachetnym wybawicielem cierpiącym z powodu ukochanej robili wszystko by się takim bohaterem godnym podziwu stać. Nie można więc na czyny w rodzaju opuszczenia na wiele lat rodziny i nie odwiedzanie jej, nawet jeśli ma się ku temu pewną sposobność patrzeć jedynie od strony idealnego rycerza, ale również człowieka chciwego, pragnącego być podziwianym i wielbionym. Z drugiej jednak strony nie należy również owych ponadczasowych pragnień brać sobie zbytnio do serca i gardzić rycerzem, który bądź co bądź ma także jakieś uczucia. Ludzie byli i są tacy sami, mają te same obawy i pragnienia, tylko czasy były inne. Choć w średniowieczu zupełnie inaczej pojmowany był honor i to być może jest przyczyną braku zrozumienia ze strony współczesności. Wielce prawdopodobnym było, że jakaś barbarzyńska grupa zaatakuje nagle wioskę w górach i zabije wszystkich mieszkańców. Strach o życie, rodzinę i ojczyznę były więc większe niż współcześnie, co być może było też jednym z czynników doszukiwania się wszędzie heretyków. Powracając jeszcze na chwilę do ideałów, należałoby wspomnieć o pokazach i uroczystościach, kiedy to mężczyzna mógł pochwalić się swą odwagą i oddaniem sprawie podczas turniejów rycerskich. Dodatkową zaletą tego typu uczt czy biesiad była perspektywa zdobycia damy serca oraz wspólne pomarzenie o bohaterstwie i miłości idealnej. Ów piękny i charakterystyczny dla całego średniowiecza zwyczaj jest być może dowodem na znudzenie ponurą i straszną, jakby nie było rzeczywistością, i próbą oderwania się od niej. Czyż to nie dowód, że dostrzegano niektóre niedoskonałości ludzkie i za pomocą nauczania o ideałach próbowano je naprawić; a może nie...? Średniowiecze to niewątpliwie epoka przewrotna i czasami na swój sposób zabawna. Jak chociażby zakony rycerskie. Były to jakby osobne instytucje, które prócz rycerzy posiadały również własnych urzędników: skarbnika, kanclerza, sekretarza i „króla herbowego" z własnym sztabem heroldów. W swych ideałach zakony były pełne ambitnych dążeń etycznych i politycznych. Ale tylko na początku, gdyż pod koniec epoki, gdy rozrosły się w bogate organizacje, na dalszy plan odłożyły swe założenia zakonów duchowych (jakimi początkowo bez wątpienia były, gdyż jako zakładane przez mnichów). W XIV, XV wieku ambitne projekty zmieniły się w marzenie i czcze snucie planów. Zakony żyły własnym tempem. Ważnym elementem ich życia było pasowanie na rycerza. Jak większość średniowiecznych uroczystości tego typu, również ta miała charakter nieco pogański gdyż bardzo podobny do prastarych zwyczajów. W każdej kulturze istniała w takiej czy innej formie ceremonia wkroczenia chłopca w dorosłe życie i tym samym uznanie go za mężczyznę. Swego rodzaju obyczajem stało się także składanie obietnic, najczęściej damom serca, choć czasem również krewnym czy przed chwilą poznanym ludziom. Owe przysięgi były jednak wielkiej wagi. Obiecywano dla przykładu przez dziesięć lat jedzenie tylko suchego chleba i picie wody. Czasem spotkać można także było człowieka z opaską na oku, a' la pirat. Nie znaczyło to, że człowiek ów nie ma oka, gdyż barbarzyńcy (w późnym średniowieczu również niektóre zakony rycerskie) zwykle wypalali parę oczu, a jedynie fakt, że przechodzień ów złożył przysięgę chodzenia tak przez jakiś czas. Zabawniejszym mogło być spotkanie człowieka skaczącego na jednaj nodze czy też z ręką schowaną pod połami ubrania. Widać wyraźnie, że te zabawne śluby były powszechnie stosowaną praktyką. Jednak, po co? Przecież nie po to by się zabawić, ktoś skazywał się na kilkuletnie głodowanie niemalże! Być może była to potrzeba zwrócenia uwagi na siebie oraz problemy nękające Europę, a może faktycznie ludzie ci czuli się lepiej, gdy odmawiali sobie tego czy owego? W końcu ascetyzm był powszechną i podziwianą formą protestu przeciw niesprawiedliwości świata i ludzi. Być może trochę za mocnym określeniem byłoby stwierdzenie, że drugą „wielką obsesją" średniowiecza była tematyka śmierci. Chociaż, chyba nie... Wirujące postacie umalowane na przerażająco blade trupy, cienie prześlizgujące się po oświeconych mdłym światłem świec ścianach podziemi zamkowych z czerwonej cegły. Te barwy, ruchy, taniec! Chłód, para wydostająca się z ust zafascynowanych uczestników widowiska, przyspieszone bicie serca. Jeden ze słynnych, wystawianych w zamkach Tańców Śmierci. Najpopularniejsze jednak były Dance macabrie na obrazach i rysunkach. Tam to przedstawiano upersonifikowaną śmierć w postaci szkieletu zajmującą centralny punkt obrazu. Wokół tańczą przedstawiciele różnych stanów złączeni rękami. Częstym motywem jest górowanie postaci Śmierci nad człowiekiem. Zadać należałoby pytanie, po co to wszystko? Otóż wyobrażenia o śmierci mają zawsze na celu wskrzeszenie płomyczka strachu, mają też służyć ku przestrodze. Traktowane też były jako swego rodzaju pobudka, sposób na nawrócenie czy też spotęgowanie pobożności. Czy aby na pewno tylko po to? Otóż nie! Śmierć była mądra i demokratyczna. Czemu? Przecież każdy, bez względu na uczynki w życiu doczesnym i majątek musiał umrzeć. Na dodatek istnieją dzieła literackie, które mają na celu udowodnić, że człowiek nigdy nie będzie wiedział wszystkiego, a przekonuje się o tym Polikarpus z „Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią", kiedy to jako obeznany we wszystkich naukach mędrzec nagle staje się przestraszonym nieborakiem niemal płaszczącym się przed Śmiercią, która uświadamia go w swej dziedzinie. Tematyki śmierci nie można jednak traktować jako kolejny wymysł czy też zabawny zwyczaj średniowieczny, gdyż poświęcano jej zadziwiająco dużo czasu. Była po prostu bardzo ważną częścią życia. Myślano od niej od najmłodszych lat. Stała się też rozległym tematem dla sztuki. Owe piękne nagrobki: rzeźbione sylwetki zmarłych, romantyczne napisy na grobach kochanek książąt czy arystokratów. Powszechnym powiedzeniem musiało więc stać się: Memento mori – Pamiętaj o śmierci. Wojna stuletnia to okres głodu, nędzy, gnicia trupów na ulicach i posępnie nastrajających złowrogich cieni opuszczonych chwilowo szubienic. Wszystko to wpłynęło na fascynującą oryginalność pewnego genialnego Francuza. Czarny, wisielczy humor, za chwilę śmiertelna powaga, poplątanie dobra ze złem. Oto, co znajdziemy w twórczości Francois Villon' a. Godny porównania z Szekspirem wskutek jego trafnych obserwacji oraz zabawnego i w „lekkim stylu" przekazania swych wątpliwości o bynajmniej nie błahych sprawach. Myślenie człowieka średniowiecznego było dość oryginalne. Wszystkie rzeczy sprowadzano do czegoś ogólnego, co jest charakterystyczne dla całego rysu umysłowości ówczesnych ludzi. Nie oznacza to jednak jakiejś niemożności widzenia rzeczy w ich rzeczywistym kolorycie, a raczej świadome interpretowanie ich sensu z moralną doskonałością i znaczeniem ogólnym. Brak owego indywidualnego ujęcia ma w pewnym sensie charakter rozmyślny, na co być może wpłynął nawyk uniwersalizacji. Umysł człowieka średniowiecznego miał cały świat podzielony i poukładany w odpowiednich przegródkach właściwych półek. Najbardziej rozwiniętą formę numerowania znajdujemy w problematyce grzechów i cnót. Każdemu grzechowi przypisano odpowiednią liczbę przyczyn i systematykę swych odmian, każdy z nich miał swego rodzaju następstwa, „córki". Ciężar grzechu należy rozpatrzyć pod kątem siedmiu punktów widzenia, zaś niektóre z nich podzielone są na kolejne. Co istotne, każdy grzech odnoszono natychmiast do majestatu Boga, wielce prawdopodobnym jest więc, że nigdy nie zrozumiemy całej okropności grzechu. Każde, najmniejsze nawet przewinienie podniesione zostaje zaraz do rozmiarów co najmniej dużych. Można więc rzec, że cały średniowieczny realizm to bardzo uboga, prymitywna postawa duchowa. Kult cnoty, a jednocześnie ascetyczna nienawiść do kobiet, liczne obelgi pod ich adresem oraz przekształcenie zmysłowości w jej przeciwieństwo i związany z tym wstręt do człowieka „ukształtowanego z najbrudniejszego nasienia, poczętego w łechtaniu ciała' udowadniają nam całą prostotę procesu myślenia człowieka średniowiecznego. Czyż tak ostra krytyka, odrażające określenie sposobu poczęcia siebie samego postawiona naprzeciw powszechnej niewierności pozostawia jakiekolwiek wątpliwości, co do prymitywizmu ówczesnych ludzi? Kazuistyka łączy się z obyczajami wojennymi. Wydarzenia związane z prawem do łupu czy ataku ukazują się w aspekcie reguł gry. Owo dążenie do ograniczenia pewnych barbarzyńskich zwyczajów wynika z rycerskich wyobrażeń o honorze, zaś połączenie obyczajów rycerskich z wojennymi to duży i wyraźny postęp. Są to, bowiem początki międzynarodowego prawa humanitarnego. Podobnie jak w twórczości Villon' a, również w życiu codziennym obserwujemy pomieszanie powagi z zabawą. Najczęściej starano się ośmieszyć jakiegoś władcę po nieudanej interwencji militarnej kraju. Henryk V wyśmiany został przez mieszkańców miasta Meaux, kiedy na mury wprowadzają osła. Jednym z największych osiągnięć późnego średniowiecza jest niewątpliwie dokonana przez Giotta rewolucja w malarstwie. Jego wielką indywidualność podkreśla jego cięty dowcip i brzydota. Po sztywnych draperiach oraz linearnym dwuzakresowym tronie i płaskich twarzach z obrazu Cimabuego (ok. 1240- 1302, mistrz Giotta) pt. „Madonna wśród aniołów" Giotto (1267-1337) stworzył dzieło prezentujące pełne, zindywidualizowane postacie. Artysta dążył ku trójwymiarowości, ukazania całego dramatyzmu sytuacji postaci przedstawianej. Można by z czystym sumieniem rzec, ze dopiero w 1401 roku na nowo urodził się Giotto. Wtedy to bowiem, przyszedł na świat pierwszy godny tego zaszczytnego miana następca całego geniuszu Giotta – Massacio. Nie można jednakże zapomnieć o może mniej utalentowanych malarzach, jednakże doskonale oddających nastrój średniowieczny. Przykładem mogą być chociażby obrazy jak ten pt. „Triumf śmierci", gdzie śmierć to główny i niemalże dominujący nad światem temat. Perfekcję osiągnęli również ilustratorzy ksiąg. Ryciny, niejednokrotnie barwne podnosiły wartość estetyczną dzieła. Jako że niemalże jedynymi księgami, jakie przepisywano (druk wynaleziono dopiero w epoce renesansu) była Biblia, to możnowładcy zatrudniali specjalistów, którzy z wielkim kunsztem zdobili modlitewniki. Trzeba przyznać, że cała sztuka przesycona była motywem religijnym. Wszelkie jej formy – rzeźba, malarstwo, płaskorzeźba nagrobna ściśle związana była z wiarą lub też (choć może częściej literatura) wojną. To na dobrą sprawę jedyne motywy powtarzające się nieustannie w sztuce średniowiecznej. Cóż więc można powiedzieć o tej niezwykłej epoce, tak długiej jak zaskakującej? Przede wszystkim nie można myśleć kategoriami „przegródkowymi" średniowiecznego człowieka. Albo złe albo dobre – odpowiednia szufladka. Jak każdy inny okres, również ten miał swe liczne zalety i wady. Największymi z nich była bez wątpienia Inkwizycja, wąska ścieżka jaką, podążały myśli oraz rozwój sztuki pod każdym względem. Czy najistotniejszym jest temat dzieła, czy też jego istnienie? Te tysiąc lat musiało kiedyś mieć swoje miejsce, gdyż odegrało niewątpliwie ważną rolę w rozwoju cywilizacji i kultury, której nawiasem mówiąc prawdziwym upadkiem były tzw. Ciemne Wieki w Grecji prehistorycznej, czyli okres po upadku kultury mykeńskiej, kiedy to obserwujemy absolutny brak zainteresowania sztuką, literaturą czy też nawet rozwojem rzemiosła. Szkoda, że podobnie jak w większości przypadków upadków kultur i związanej z nimi ideologii, która przecież w tym przypadku przetrwała nieporównywalnie długo, okres późnego średniowiecza naukowcy zmuszeni są nazywać mianem ponurości nastroju ogólnego, zubożałą fantazją oraz barbarzyńskim przepychem. Epoka ta, dla mnie osobiście najciekawsza, to 1100 lat ciągle jeszcze nie zgłębionej, nawet w połowie, tajemnicy, brutalnej oryginalności, i jak to trafnie określił wielki znawca średniowiecza Johan Huizinga, wielkiej zabawy w piękne życie ... Bibliografia: Johan Huizinga – „Jesień średniowiecza", wyd. PIW, Warszawa 1992 M. Leavy – „Od Giotta do Cezanne' a", wyd. Arkady, Warszawa 1972 T. Michałkowska – „Średniowiecze", wyd. PWN, Warszawa 1997 H.Ch.Huf – „Sfinks 3 – Tajemnice historii", wyd. Videograf II, Warszawa 1998