Smutny bunt przeciw teraźniejszości
Witam wszystkich młodszych i starszych! To mój pierwszy art ale coś we mnie
pękło. Duszone od tylu lat dziś (8 XII, sobota, wieczór) właśnie teraz
"eksplodowało".
Zawsze po obejrzeniu "inteligentnego" filmu jak ja to nazywam, wiele sobie
rozmyślam. Wzbierają we mnie uczucia tęsknoty za tym wykreowanym (niestety)
świecie oraz uczucie zazdrości. To trochę dziwne ale już wyjaśniam. Takie filmy
to na przykład Stand by me (nie wiem jak tą nazwę przetłumaczyli na Polski),
Stowarzyszenie umarłych poetów, Ukryte pragnienia czy choćby serial Dawson Creek.
Zazdroszczę takiemu Dawsonowi jego Joly, kompanom z filmu Petera Weira
młodzieńczej, prawdziwej przyjaźni. Tego czego nie ma w naszym szarym monotonnym
życiu. Ostatnio dostałem w moje chciwe łapki cudowne książki Małgorzaty
Musierowicz. Kto nie czytał nie wie co traci. Dla wszystkich ludzi takich jak ja
to prawdziwa odskocznia od tej paskudnej szkoły, fałszywych przyjaciół i
zimnych, pustych ludzi. Nasze "kochane" życie.
Przedstawiona przez szereg lat rodzina Borejków, powoli przeżywająca czasy od
polskiej komuny po lata dziewięćdziesiąte. Żyjąca niby we własnym świecie,
odrzucająca jarzma rzeczywistości końca XX wieku. Pierwsze przyjaźnie i miłości
takie jakich pragną tysiące nastolatków. To straszne jak ludzie którzy pragną
tego samego, tak przed sobą to ukrywają i utrudniają. Wiem że wiele jest osób
bardzo potrzebujących szczerej przyjaźni czy wzajemnej miłości. Czemu tak duża
ilość ludzi zamyka się w domach? Oddala się od innych, przeżywa najlepsze dni
swego życia samotnie, bynajmniej nie z własnej woli?
Uważam, że niektórzy nie pasują do tych czasów.
Problem tylko czy wszyscy wokół mnie czy ja sam?
Moim marzeniem jest uciec stąd (z Łodzi) daleko nad jezioro gdzieś w środku
gorącego lipca. Zabrać ze sobą jedynie śpiwór, wędkę i namiot, popędzić co sił w
nogach w dziką głusz wzdłuż pól i łąk krętą trasą. Teraz się tak nie da.
Wszędobylska cywilizacja nawiedziła wszystkie zakątki, ludzie boją się
podróżować samotnie (nie mówiąc już o zmiennej pogodzie najczęściej zsyłającej
deszcz:). Wakacje to biuro podróży i całkowicie wyjeżdżone do granic możliwości
Włochy, Hiszpania, Grecja albo obóz z małą grupą rozpitych nastolatków
czekających tylko by zaimponować i pokazać pozostałej, niezdecydowanej
większości kto tu rządzi.
Moim marzeniem jest mieć prawdziwego przyjaciela na dobre i na złe. Teraz takich
nie ma. Ludzie gonią za wszystkim. Szkoła, pogoń za ocenami dla rodziców, za
nowym ciuchem czy kosmetykiem. Teraźniejszy styl życia z którego boimy się
wyłamać sprawia że nasze przyjaźnie są "zakontraktowane". Przysługa za przysługę
i troszcz się o siebie.
Moim marzeniem jest prawdziwa miłość.
Teraz tak nie ma. Nieśmiałość, potęgowana smutną teraźniejszością, nieczułe
dziewczyny zapatrzone tylko w nażelowanych, pewnych siebie, bogatych chłopaków.
Naśladujące silne wampy czy kobiety w pełni niezależne uciekające od swej
kobiecości. Promieniujące męską siłą by okazać swe całkowicie niekobiece cechy.
W dodatku teraz wszystko jest bardziej stłumione, boimy się mówić co czujemy.
Owszem zawsze jest jakieś wyjście.
Można się dostosować. Dobrze "bawić" poprzez chodzenie na dyskoteki, zapominanie
o wszystkim przez chwilkę upijając się, zażywając wszelakich dragi, szkołę olać
i spotykać się z kumplami pod blokami, kioskami, w bramach. Ale czy to jest ta
dobra zabawa? Oddalać się od rodziny? Tak chcę przeżyć swą młodość? Można
znaleźć sobie dziewczynę z którą na pierwszej randce penetrować będziesz jej
jamę ustną. Kumpla który w czasie kłopotów ucieknie, zostawi z trudniejszymi
kłopotami. Oddalić się od rodziców zdawkowo ich witać po przyjściu ze szkoły i
żegnać przed snem.
Lepiej żeby osoby nie akceptujące teraźniejszość nie wychodziły ze swej
misternie plecionej skorupy. Nieodpowiednie osoby potrafią straszliwie ranić,
fałszywi przyjaciele potwornie zawieść. Niech nikt się nie łudzi że spotka
takiego kogoś choć w ułamku podobne go do bohatera filmu czy książki.
To dlatego tak lubię oglądać filmy które oglądam. Nienawidzę dzienników
prześcigających się w pokazywaniu brutalności, chamstwa i śmierci, fałszywych
reklam. Dla tego nie czytam gazet opisujących lokalną, beznadziejną sytuację a
czytam książki podczas których zapominam o tym świecie, o tych paskudnych
czasach.
Przynajmniej w tym mam pewność, że nigdy nie znajdę tego co tak pragnę.
Wiem, że nie natknę się na Nutrię, Pulpecję czy Gabrielę.
To niemożliwe.
BeSz