O nauczycielach było, raz mądrzejszych, potem głupszych a teraz o... stosunku ludzi do graczy i reszty komputerowców mniej lub bardziej zaawansowanych.
 

 

Więc wczoraj, tj. 16 listopada roku 2001, wpadłem na program telewizyjny emitowany w kochanej TVP1, a traktujący o przemocy wśród młodzieży. Pani redaktor w tym programie tłumaczyła, iż przemoc bierze się głownie z tego co oglądamy w TV (ilustrowane bardzo skąpymi, ciekawe czemu (pewnie czas antenowy nie pozwalał) klatkami różnych filmów "nie dla młodzieży" bo z czerwonym kółeczko-kwadracikiem) jak i tego co oglądamy w monitorze naszych blaszaków. No to po pierwsze, pytam się, dlaczego nie było ani słowa o wspomnianych wyżej figurach geometrycznych mający chronić nasze młode umysły przed "szatanisztyczną" telewizornią. Po drugie dlaczego w programie mającym uświadomić nam "ciemnym" dzieciakom, że filmy akcji i horrory itp. są błeeeee pokazuje się takie scenki bez ostrzeżenia (co najmniej 10000000 minutowego). Pisząc dalej pani redaktor ta fruwała i biegała po planie pytając się raz po raz kogoś z tam obecnych o jego zdanie (przeważnie zagmatwane odpowiedzi i to krótkie). Dobra było o TV, czas na kompy. Jak usłyszałem jej genialne informacje na temat Kwaka i Duke'a (zebrane szybko na planie oczywiście) to się śmiać mi chciało. Przecież ta kobieta nic konkretnego nie umiała powiedzieć, totalnie niiccc. Pan polizei obecny na planie mówił raz po raz, że przestępczość spada, ale to jeszcze nie to....... No a jak wygląda życie gracza??? Więc na podstawie kumpla: 8 am do budy marsz, 14-17 powrót z szkoły i do lekcji, zrobi lekcje, to troche starszym pomoże i ok 1930 idzie wymordować zło i uratować świat (czyli odreagować psze państwa to co go wnerwiło w ciiągu dnia) i ok 2230 2300 idzie w bety. i tak cały tydzień. On nikogo nie morduje choć z krwi wylanej w jego komputerze można by zrobić tyle czerniny, że by się armia najadła. A wiecie czemu nikogo nie zabija na ulicy, bo go rodzice nauczyli, że to jest złe, dlaczego nikogo nie pobił, bo go rodzice dobrze wychowali, poświęcali mu dużo uwagi, i interweniowali w porę. Popatrzcie sami, zabijają i biją tzw. dzieci z dobrych domów. Definicja "dobrego domu": Jest to duży dom, gdzie mieszka kilkuosobowa rodzina, tatuś i mamusia zajmują się robieniem pieniędzy, a dzieciom kupują kompa, a co dzieci na nim wyprawiają to ich nie interesuje, reszte dośpiewajcie sobie sami. Później oczywiście są problemy. A ja powtarzam prawdziwy gracz siedzi w domu i gra a nie łazi po ulicach o 24 w nocy i wszystkich zaczepia.No ale skoro mama i tata nie wychowali, to może szkoła powinna spróbować uratować młodego człowieka. No tak ale u nas szkoła już nie wychowuje, nauczyciele boją się uczniów np.
- jasio do odpowiedzi,
- a ja wiem jaki ma pani ładny samochód.....
- no to może jednak usiądź,
i tak jest moi kochani. Co tu się dużo rozwodzić, nauczyciel zamiast pomóc małemu co to się boi starszych, woli przejść obok. A za kilka lat mały będzie robił to samo, bo przecież tamtych kara nie spotkała to mnie też nic nie zrobią. I tak w kółko. I do dupy z taką szkołą... Szkoła w dzisiejszych czasach nie powinna tylko przekazywać wiedzy (jak to powiedział pewien mądry dyrektor: "Szkoła to instytucja, która świadczy usługi") ale i bronić przed złym wpływem środowiska (i nie chodzi tu bynajmniej o zanieczyszczenia)

Wiem, że to może za mało aby omówić cały ten złożony problem, ale ślijcie maile z własnym zdaniem, uszanuje każde, tak samo proszę Was czytelnicy uszanujcie moje...

 bigprezes@go2.pl