All in one ;)
Cóż, tytuł może być nieco mylący, ale nie bójta się; nie będzie to reklama
szamponu z opcją hydro- masażu, czy temu podobne bzdury. Po przeczytaniu mojego
arta (ktoś to czytał?| :)) ewentualny odbiorca mógłby odnieść mylne wrażenie, iż
odnoszę się do otaczającego mnie świata z wielkim dystansem i- bardziej
radykalnym, acz modnym ostatnio- ostentacyjnym "tumiwisizmem" (qde, to miał być
swobodny text :}), więc postanowiłem tym razem bardziej bezpośrednio odnieść się
do tematów często poruszanych w AM, a że chcę za jednym zamachem zaliczyć (bez
skojarzeń zbery;)) te, na temat których mam coś-tam do powiedzenia- stąd tytuł.
Dobra; koniec owijania w wiadomo co i do konkretów:
Eutanazja- baaardzo kontrowersyjny temat i, co tu dużo mówić; niezmiernie trudno
mi się w jakiś sposób odnieść do problemu. Dziwi mnie jak ludzie (czyt. Yarpen
Z., front przeciwny i spółka;)) mają dużo na ten temat do powiedzenia. Dlaczego?
No cóż; ja miałem to szczęście, że nigdy nie stanąłem przed wyborem: ulga przez
śmierć, czy cierpienie przez życie, więc uważam, że nie za bardzo mam prawo do
wypowiadania się na ten temat. Wątpię, czy zabierający głos mieli jakieś
doświadczenia tej materii, a jeśli tak jest w istocie, to skąd u nich taka
pewność siebie w wyrażaniu swoich opinii (no przynajmniej ja odniosłem wrażenie
ich niemałej stanowczości)? Skąd oni mogą wiedzieć jakie uczucia przeszywają
cierpiącego człowieka (pomijam przypadki niemożności jakiejkolwiek komunikacji
chorego z otoczeniem i przymusu podjęcia DECYZJI przez rodzinę, choć stanowią
one dużą, jeśli nie większą "część problemu", bo nie mogę się odwołać się do
uczuć "podmiotu tematu"). Każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje na sytuacje
podbramkowe; jeden wytrzyma, inny nie... Jednak odnoszę wrażenie, że te zażarte
dyskusje dotyczyły właśnie tej drugiej opcji. Moje zdanie jest takie: jeśli
umierający delikwent zostanie odłączony od kroplówki czy innego respiratora
tylko na tym zyska (choćby był be za życia- nie ma nic po śmierci?... BZDURA!
*), a jeśli nie zostanie i jakimś cudem przeżyje to... w tym życiu punkt dla
niego (wiem, że to trąci groteską i cynizmem, ale ja po prostu uważam, że śmierć
nie jest taka straszna jak ją malują (czy jakoś tak :>), ale to oczywiście moje
własne zdanie). Jeśli jednak nie przeżyje, to cóż znaczy te- w jednym z tych
gorszych przypadków- kilka tygodni cierpienia wobec wieczności (Boże, ja mam
chyba imperatyw mrówki ;})?
Komercja- nie można jej potępiać za to tylko, że komercyjne produkty są
wytwarzane dla zarobienia pieniędzy, bo wczuj się taki jeden z drugim w rolę,
powiedzmy, twórcy muzyki. Chcesz grać ją w takiej formie, która tobie się
podoba, a nie innym, i co? Jeśli ludziom nie podoba się to co grasz, to wkrótce
zbankrutujesz i żaden wydawca w ciebie nie zainwestuje. Siłą rzeczy musisz się
podporządkować gustom odbiorców, aby taka okoliczność więcej nie zaszła.
Istnieją oczywiście twórcy nie komercyjni; nie tworzących dla mamony, ale dla
przyjemności, których styl podoba się większości, lecz są to przypadki raczej
sporadyczne, a ludzie należący do tej grupy mieli to szczęście, że ich gusta są
zbieżne z gustami innych. Jeśli jednak człowiek tworzy to co podoba się jemu i
może jeszcze jakiejś garstce osób, a chce zarabiać na tym co lubi robić więc nie
ma siły- musi dać za wygraną i skomercjalizować swe poczynania.
Oskarża się komercyjne wytwory o wtórność, miałkość i bezpłciowość. Czy jednak
zawsze tak jest? "Komercyjne" nie w każdym wypadku jest równoznaczne z kaszaną.
Słuchając np. radia można stwierdzić, iż większość piosenek tam puszczanych jest
komercyjnych, ale są, wcale nie mało liczne, wyjątki, które choć komercyjne nie
zasługują bynajmniej na zmieszanie z błotem. W ogóle o komercyjności czy
niekomercyjności tego czy tamtego decydują subiektywne odczucia jednostki. <:)
Moim zdaniem nie jest wcale źle, że komercja istnieje, bo skąd byśmy wiedzieli,
czy coś jest "perełką" w swojej kategorii, czy też nie jeśli nie mielibyśmy
jakiegokolwiek punktu odniesienia? Ktoś może powiedzieć, że wtedy
porównywalibyśmy do innych niekomercyjów, lecz czy nie powstała by grupa
produktów, która przez większą zawartość w sobie pierwiastka komercyjności
ogłoszone zostały by komercyjnymi? Komercja istnieć MUSI; jest nieodłącznym
elementem każdej formy twórczości. Czy nie lepiej jednak, zamiast lamentować
jaka to ona niedobra i robiąca wodę z mózgu, po prostu słuchać, czytać, czy
oglądać to co się lubi i skrycie podbudowywać się na duchu, że ma się silniejszą
osobowość od reszty "kulmasy" ?...;P
Big Brother- jak ktoś lubi to niech ogląda, a jak nie to niech nie ogląda- de
gustibus non est disputandum (osobiście nie darzę sympatią tego typu "tworów").
Matrix- litościwie się nie wypowiem :>. No dobra lubię ten film, pewnie między
innymi przez moje zamiłowanie do science- fiction, ale nie uważam go za
pozbawionego wad (jak z resztą prawie każdy film :(). Dalej się nie będę
wywnętrzał, bo na ten temat to już chyba wszystko zostało powiedziane.
11 wrzesień- jak myślałem nie pozostało to wydarzenie obojętnym czytelnikom AM i
odzew jest niemały. Moje zdanie jest zgoła odmienne i może się wydawać z deczka
kontrowersyjne (nie zamierzone), ale już taki jestem- staram się stronić od
radykalnych poglądów; jakby ktoś jeszcze nie zauważył. ;) A jak ktoś nie wie co
na ten temat sądzę, to niech sobie przeczyta mój poprzedni art pt. "Mała
Refleksja" (a żeś to Qń nazwał żeby cię... ;]).
Potwór z Loch- Ness- no dasz te czypieńdziesiąt w końcu do k$!%& nędzy czy
nie!?! I co cię obchodzi na co?!?
I tym pozytywistycznym... ee, to jest pozytywnym (za dużo tego polskiego :))
akcentem kończę moje nie zamierzenie-(mam nadzieję)komercyjne "dzieło", bo już
mi się nie chce więcej stukać, ale podobno każdy samiec to "lenivus pospolitus",
więc mam usprawiedliwienie. ;]
Ślinił się nad klawiaturą
B-ATOM alias [BATON] (ten Baton co to napisał o incydencie z tą kochającą się
inaczej parą to nie ja; tak gwoli ścisłości)
* To oczywiście moje prywatne zdanie :)
PS. Jakby ktoś chciał... no wiecie, to baton16@interia.pl.