Właśnie mam ferie i z nadmiaru wolnego czasu oglądam sobie wszystkie ściągi, jakie w ciągu mojej dosyć krótkiej kariery (niecałe 3 miesiące pracy) przechwyciłem. Cechą charakterystyczną praktycznie każdej ściągi jest fakt, że jest w nich zawsze kilka błędów, chociaż zdarzają się egzemplarze, gdzie praktycznie cała ściąga jest jednym wielkim błędem. Skąd uczniowie przepisywali te informacje tego już nie wiem, ale fakt pozostaje faktem, że w połowie wszystkich ściąg błędy są.
W tym artykule nie mam zamiaru pouczać was jak należy robić ściągi i jak ściągać, żeby nauczyciel tego nie zauważył. Nie będę wam pisał, że to nieuczciwe w stosunku do nauczyciela i nie fair w stosunku do reszty klasy, ani innych moralizujących tekstów. Jako człowiek złośliwy z natury mam zamiar pośmiać się trochę z was i waszych najbardziej idiotycznych sposobów na ściąganie.
Ściąganie wymyślono już chyba wtedy, gdy wymyślono pierwsze szkoły. Jest ono stare jak świat, ale pomimo upływu czasu uczniowie ściągają cały czas w prymitywny sposób, a jeśli już wymyślą pozornie bardzo dobry sposób na ściąganie, to w praktyce okazuje się on być zupełnie nieprzydatnym, niewygodnym i niepraktycznym, bądź zbyt rzucającym się w oczy. Sposobem najłatwiejszym jest spisanie materiału na małą kartkę i włożenie jej pod pisaną klasówkę, ewentualnie trzymanie jej w ręku, w rękawie, bądź pod własnym tyłkiem :-), chociaż tam z reguły uczniowie trzymają zeszyty. Teoretycznie wydaje się to być bardzo skuteczna metoda na ściąganie, ale tylko pozornie. Nauczyciele, przynajmniej ja, mają na to bardzo dobry sposób. Otóż idę sobie na koniec klasy, tak że stoję za plecami ostatnich uczniów. Teraz ten, który nie ściąga, pisze po prostu swoją klasówkę. Ten, który jednak chce coś ściągnąć, nie może tego zrobić, ponieważ nie wie co robi w tym momencie nauczyciel. Być może patrzy się właśnie na tego, który chce coś zachachmęcić. Dlatego też, uczeń, który chce coś ściągnąć, odwraca się i w tym samym już wiem, że ten koleś będzie próbował. Stoję sobie na końcu klasy jeszcze przez kilkadziesiąt sekund (zawsze odwróci się więcej osób :-) ), po czym zaczynam znowu chodzić po klasie, ale tym razem zwracam baczną uwagę na tych, którzy sprawdzali gdzie znajduje się nauczyciel i stopniowo ich wyłapuję. I po problemie.
Dość tych rozważań. Być może mój artykuł jest dość chaotyczny, ale jest to spowodowane tym, że jest on moim pierwszym w życiu. Teraz nadszedł czas, aby opisać wam kilka ściąg, którym przyznaję ex quo I nagrodę wśród najbardziej idiotycznych ściąg, jakie widziałem w swoim życiu:
· Ściąga w szpulce od filmu fotograficznego - (prawda, że głupie :-)). Jakiś koleś napisał ściągę na podłużnym kawałku papieru o wymiarach filmu fotograficznego, po czym nawinął ją na szpulę. Wpadł jak ostatni idiota. O ile papier udało mu się wysunąć, to z powrotnym nawinięciem ta sztuka już mu się nie udała. Miał głupią minę, kiedy tak kręcił i kręcił szpulką, a ściąga mu się nie chowała.
· Ściąganie przez telefon komórkowy - absolutnie żadnych szans. Od razu zabieram telefon, uczeń zgłasza się po odbiór u dyrektora (he, he)
· Ściąga w dyskietce 3,5 :-)))))). Ludzie, jakim debilem trzeba być, aby coś takiego wymyślić??? To może przeszło by na klasówce z jakiejś wiedzy teoretycznej na informatyce, ale nie na innych przedmiotach. Wyobraźcie sobie taką sytuację: uczeń sobie siedzi i niby pisze klasówkę. Po chwili wyciąga dyskietkę i zaczyna ją macać. Mówię mu, żeby ją schował, bo inaczej mu ją zabiorę. Koleś jej nie schował tylko bawił się nią dalej. Jaki wyciągam wniosek? Na dyskietce lub w dyskietce jest coś napisane. Zabrałem mu ją i obejrzałem sobie. Na dyskietce było coś dla zmyłki napisane, ale najważniejsze było w środku. Facetowi chciało się napisać okrągłą ściągę i włożyć ją do dyskietki. Potem ją sobie obracał i sobie ściągał. Pusty śmiech mnie ogarnął, gdy coś takiego zobaczyłem. Jak on sobie wyobrażał, że to przejdzie niezauważenie? Dyskietka na lekcji języka obcego nie należy do wyposażenia. Równie dobrze mógł przynieść ściągę w monitorze od komputera. Tak samo nieskuteczne i tak samo rzucające się w oczy. I że jemu chciało się coś takiego zrobić. Trzeba mieć IQ poniżej 70. Tak w ogóle przyznaję tytuł frajera roku dla tego, kto coś takiego wymyślił. Ten, którego złapałem, raczej na to nie wpadł, bo inteligencją i bystrością to on nie grzeszy.
· I na koniec prawdziwa perełka. Ściąga w formacie A4 (słownie cztery, czyli jakieś 29 cm na 21 cm). W moim posiadaniu jest z pewnością jedyny zachowany taki egzemplarz na świecie. Chociaż bardziej prawdopodobne jest to, że jest to w ogóle jedyny egzemplarz. Kto mądry robi ściągi takiego rozmiaru. Facet był chyba wyznawcą teorii, że pod latarnią jest najciemniej i wysunął tezę, że jak zobaczę coś takiego wielkiego, to na pewno uznam, że to nie jest ściąga :-). Równie dobrze mógł kupić w kinie jakiś stary plakat za złotówkę i na nim coś napisać. Wtedy na pewno bym go nie złapał :-)

Tak więc temat na razie wyczerpałem. Praca do domu: zastanowić się skąd się biorą takie głupie pomysły na ściąganie. Gdybyście znali jakieś inne równie głupie sposoby to napiszcie do mnie na adres: besserwisser@poczta.onet.pl . Również tam proszę kierować wszelkie zachwyty nad moją przenikliwością, bystrością i umiejętnością stuprocentowego wyłapywania wszystkich ściąg.