SZUKAM - do listu Sary

Człowiek odczuwa wewnętrzną potrzebę uznawania nad sobą wyższej władzy i darzenia jej szacunkiem i czcią. Ciekawą myśl zawiera książka World Religions - From Ancient History to the Present : "Jak wykazują studia nad religią, w dużej mierze stanowi ona wyraz tęsknoty do sensownego życia oraz wiary, iż nie powstało ono przypadkowo i nie jest bezcelowe. Poszukiwanie jego sensu prowadzi do uwierzenia w siłę górującą nad człowiekiem, a następnie we wszechpotężny, nadludzki umysł, który chce i jest zdecydowany zachować najwyższe wartości ludzkiego bytowania." A zatem religia zaspokaja pewną elementarną potrzebę człowieka. The New Encyclopedia Britannica zauważa: "Jak stwierdzili uczeni, dotąd nigdzie nie było ludu, który by w jakiś sposób nie był religijny"
Czego dowodzi fakt, że na całym świecie można zaobserwować najróżniejsze przejawy religijności? Tego, że od tysięcy lat człowiek ma potrzeby i aspiracje duchowe. Życie przynosi mu trudności i kłopoty, a wraz z nimi wątpliwości i pytania. Istnienie mnóstwa dzisiejszych religii jest dowodem na to, że człowiek poszukuje Boga i odgrywa to w jego życiu bardzo ważną rolę.
Co jednak myśleć o powodach przynależności do jakiejś religii?
Niektórym została ona narzucona inni świadomie ją wybrali. Najczęściej o naszej religii decydują rodzice lub miejsce, w którym się urodziliśmy i żyjemy. Są też ludzie, którzy wybierają sobie taką religię, jaka im najbardziej odpowiada - zbytnio ich nie ogranicza i za często nie potępia. Są też ludzie, którym zależy na znalezieniu prawdy. Dlatego szukają i zadają pytania. Czy jest ten jeden - jedyny prawdziwy Bóg? Wydaje się to logiczne, że jeśli istnieje to prawdziwy może być tylko jeden. Nie mogą przecież istnieć dwie, trzy, lub więcej prawd w jakiejś sprawie. Kłamstw może być wiele, ale prawda tylko jedna. Dwa sprzeczne ze sobą poglądy religijne nie mogą być jednocześnie prawdziwe. Ale to jest temat na inną okazję.
Teraz coś z treści listu. Dla wygody wklejam jego fragmenty, a później: co o tym myślę.

"Co grupa społeczna, to inne wierzenia. Dlaczego powstały? Ludzie widząc zjawiska, których nie potrafią wyjaśnić "stwarzali" bóstwa, które miałyby być ich sprawcami."
    W wielu przypadkach z całą pewnością tak było. Ale czy we wszystkich? Czy to oznacza, że nie ma prawdziwego Boga, a ci, których nazywa się bogami są w całości wymyśleni przez ludzi? Czy proponujesz jakiś sposób na ustalenie prawdy w tej dziedzinie?
"Z drugiej strony tylu jest chrześcijan, więc jak może być ona fałszywa. Gdyby był to jeden, dwóch ludzi, nawet tysiąc, czy dziesięć tysięcy, ale miliony? Jak mogliby się oni mylić?"
    Czy wielkość religii (liczba jej wyznawców) decyduje o jej prawdziwości? Chrześcijanie to i tak mniej więcej tylko 1/3 ludności świata. Pozostają zatem jeszcze 2/3 stanowiące większość. Poza tym historia zna przypadki, kiedy to większość była w błędzie. Większość przeciwstawiała się poglądom Galileusza czy Kopernika (czynił to nawet kościół katolicki - liczący się autorytet) a dzisiaj ich twierdzenia są powszechnie uznawane, gdyż zostały udowodnione. O prawdziwości chrystianizmu (ja odróżniam go od większości religii chrześcijańskich) decyduje nie liczba wyznawców lecz coś zupełnie innego. (To co jest dobrej jakości zwykle występuje w niewielkich ilościach).
"Skąd można wiedzieć, że religia chrześcijańska jest właśnie tą prawdziwą? - jaką mamy pewność, że ta wiara jest prawdziwa skoro na świecie istnieje i istniało tyle różnych religii, każda z nich twierdząca, że jest jedyna."
    To wydaje się być wielkim problemem. Tysiące religii oraz ich odłamów. Ocenia się, że samych religii i odłamów chrześcijańskich jest do 30 000 (kiedy sam o tym przeczytałem, trudno było mi uwierzyć, że można stworzyć ich aż tyle). Lecz jak ustalić, która jest prawdziwa? Wbrew pozorom metoda jest prosta. Swego czasu podał ją Jezus, ale bez względu na to kto by o niej nam powiedział, zasadnicze znaczenie ma tkwiąca w niej logika:
"Miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami, którzy przychodzą do was w okryciu owczym, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Rozpoznacie ich po ich owocach. Czyż zbiera się z cierni winogrona albo z ostu figi? Podobnie każde drzewo dobre wydaje owoc wyborny, ale każde drzewo spróchniałe wydaje owoc bezwartościowy; drzewo dobre nie może rodzić owocu bezwartościowego, ani nie może drzewo spróchniałe rodzić owocu wybornego. Każde drzewo nie wydające wybornego owocu zostaje ścięte i wrzucone w ogień. Rzeczywiście więc rozpoznacie ich po ich owocach." (Mateusza 7:15-19)
Czyż to nie brzmi logicznie?
Może zechcesz wysunąć propozycje: jakich "wybornych owoców" oczekujesz od religii prawdziwej?
Moje oczekiwania spełnia prawdziwy chrystianizm, którego - jak już wspomniałem - nie należy mylić z dzisiejszym chrześcijaństwem. Dlaczego? Mohandas Gandhi - będący hindusem a nie chrześcijaninem - wyznał kiedyś: "Kocham Chrystusa, lecz gardzę chrześcijanami, ponieważ nie żyją tak jak on." Kto odmówi mu racji?
Większość religii chrześcijaństwa daleko odstaje od pierwotnego chrystianizmu pod względem głoszonych nauk, lecz przede wszystkim pod względem stylu życia. Na wartość prawdziwego chrystianizmu zwrócił uwagę (znowu) Gandhi gdy powiedział, że "można by rozwiązać problemy całego świata" stosując się do "nauk Jezusa podanych w Kazaniu na Górze" a są to zaledwie trzy kartki z całej Biblii.
"Ale ewangelie pisane przez Apostołów i proroków pozostawiają wiele niejasności, często nie są ze sobą zgodne."
    Nie zgadzam się z twierdzeniem, że w ewangeliach, czy jakiejś innej części Biblii są sprzeczności. Jeśli ktoś takie znalazł, bardzo proszę o konkretne przykłady - jestem tym zainteresowany.
"Królestwo Boga jest ......."
    W tej dziedzinie panuje chyba największe zamieszanie wśród duchownych czy teologów. Doszukują się Królestwa w sercu człowieka, lub w czynieniu dobra itp. Tymczasem, jak należy rozumieć (prosty według mnie) fragment z ewangelii Łukasza 1:30-33:
"Toteż anioł rzekł do niej: nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga; i oto poczniesz w swym łonie, i urodzisz syna, i masz mu nadać imię Jezus. Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, i Bóg da mu tron Dawida, jego ojca i będzie on królował nad domem Jakuba na wieki, a jego królestwu nie będzie końca." O jaki "tron" i "królestwo" tu chodzi? Na razie nic więcej nie dodaję. Kogo to zainteresuje, na pewno się odezwie...
"Zawsze uważałam, iż gdybym chciałam się naprawdę pomodlić, to nie potrzebny mi jest do tego żaden kościół, ale tylko wiara i skupienie."
    I słusznie. Tak powiedział też sam Jezus. Chociaż wtedy centrum religijne stanowiła świątynia w Jerozolimie, a w innych miastach były synagogi (Jezus był przecież Żydem), to jednak według ewangelii Mateusza 6:5, 6 powiedzial tak:
"Również gdy się modlicie, nie macie być jak obłudnicy; oni bowiem lubią się modlić, stojąc w synagogach i na rogach szerokich ulic, aby ich ludzie widzieli. Zaprawdę wam mówię: w pełni odbierają swą nagrodę. Ty jednak, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju i zamknąwszy drzwi, módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu; wtedy Ojciec twój, który się przygląda w ukryciu, odpłaci tobie."
"Do kościoła zraża też to, iż czasami w czasie mszy poruszane są inne sprawy niż wiara, np. polityka. Czy księża mają prawo nam mówić, na którą partię głosować? Zdecydowanie nie!"
    Zdecydowanie nie! Religia i polityka to dwie różne sprawy. Pokazał to swoim przykładem Jezus (i jego uczniowie). Aby go uśmiercić wysuwano przeciw niemu oskarżenia polityczne. Jedno z nich brzmiało, iż ogłosił siebie królem Żydów. Według ewangelii Jana 18:33, 36 Piłat przeprowadził z Jezusem taką rozmowę:
" Toteż Piłat znowu wszedł do pałacu namiestnikowskiego i zawołał Jezusa, i rzekł do niego: Czy jesteś królem Żydów? Jezus odpowiedział: Moje królestwo nie jest częścią tego świata. Gdyby moje królestwo było częścią tego świata, moi słudzy walczyliby, żebym nie został wydany Żydom. Ale przecież moje królestwo nie jest stąd."
Każda religia chrześcijańska mieszająca się do polityki nie idzie za wzorem Jezusa i jego uczniów.
"Twierdzi się, że powinniśmy wyspowiadać się co miesiąc, ale po co?"
    Gdyby spowiedź miała być praktykowana wśród chrześcijan, to nauczałby o niej już Jezus. Tymczasem nie uczynił tego ani on sam, ani apostołowie. Ponadto, gdyby była to praktyka pierwszych chrześcijan, to znana i stosowana byłaby już w I wieku n.e. Tymczasem spowiedź wprowadzono dopiero w roku 1116 - ponad 1000 lat po Chrystusie. To daje wiele do myślenia...
"Poza tym jak można jako pokutę za grzechy dawać do odmówienia jakąś modlitwę. Modlić się nie powinniśmy za karę, tylko dlatego, że tego chcemy."
    Bardzo, bardzo logiczne. Kto jeszcze na to nie wpadł, czytając o tym teraz, ma kolejną okazję się zastanowić.
"Przecież powinnam bez zastanowienia wierzyć i nie pytać, bo inaczej wychodzi na to, że niedostateczna jest moja wiara. No, ale taka już jestem."
    Jeśli się w coś uwierzy nie zadając pytań, to właściwie nie jest to wiara lecz raczej łatwowierność. Tym sposobem ktoś łatwo mógłby nas oszukać. Prawdziwa wiara (jako cecha - nie mylić z pojęciem religii) jest oparta na dowodach. Osobiście bardzo podoba mi się definicja wiary podana w liście do Hebrajczyków 11:1, która brzmi tak:
"Wiara to nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzianych."
Grecki wyraz hy-po'sta-sis oddany tu za pomocą sformułowania "nacechowane pewnością oczekiwanie" często występował w starożytnych papirusowych dokumentach handlowych w związku z czymś, co stanowiło gwarancję objęcia kiedyś w posiadanie określonych dóbr. Dlatego np. Bibliści Moulton i Miligan proponują takie tłumaczenie: "Wiara jest aktem własności rzeczy spodziewanych." Jeżeli ktoś ma akt własności, to niewątpliwie ma też prawo do niezawodnego, nacechowanego pewnością oczekiwania, że pewnego dnia otrzyma to o czym mówi dokument. Natomiast wyraz przetłumaczony tu na "oczywisty przejaw" (greckie e'leg-chos ) kojarzy się z przedstawieniem dowodów, zwłaszcza ukazujących sprawę w innym świetle, niżby to wynikało z pozorów. Niepodważalne, przekonywające dowody ujawniają to, czego poprzednio nie wzięto pod uwagę i w rezultacie obalają poglądy, które tylko wydawały się prawdziwe. A zatem, ten kto ma wątpliwości i pyta, zdobywa dowody i dzięki nim nie jest łatwowierny - nie daje się łatwo oszukać. Prawdziwa wiara poparta jest dowodami i nigdy nie wynika z twierdzenia, że w to czy tamto trzeba wierzyć i już - nigdy!

Mam nadzieję, że cytatów z listu Sary nie użyłem wbrew jej intencjom. Jeśli tak to przepraszam i proszę o sprostowanie.

Jabba

pma@o2.pl