"Lord of the Rings" - the movie

Oczekując na film "Lord of the Rings" byłem pewien, że zostanie on zrobiony bardzo dobrze. Z niecierpliwością wyglądałem daty premiery i denerwowałem się na wieść o przekładaniu jej. W końcu jednak nadszedł ten upragniony dzień 14.02.2002r. Może to być dla niektórych zaskoczeniem, ale w moim mieście premiera była właśnie tego dnia a nie tak jak wszędzie 15.02.2002r.

Po pamiętnej porażce "Wiedźmina" doszedłem do wniosku, że nie należy oglądać filmu pod kątem książki. Tak też zrobiłem w tym wypadku. Film okazał się dla mnie arcydziełem. Zmiany, jakie wprowadzono (nie licząc ostatniej sceny) nie wyszły filmowi na złe i nawet bardzo się od książki nie różniły (mówię bardzo, bo trochę się jednak różniły). Specjalnie przeczytałem po raz kolejny książkę "Władca pierścieni" tuż przed premierą, żeby móc film ocenić dokładniej. Szczerze mówiąc zmiana ostatniej sceny, mimo że rażąca w stosunku do książki (a przynajmniej dla mnie) nie była zła. Gdybym nie czytał książki stwierdziłbym, że tak właśnie powinno być.

Za co należy pochwalić a za co trochę ponarzekać?
Pochwalić trzeba na pewno dobór aktorów. Postacie co prawda nie wyglądały dokładnie tak jak to sobie wyobrażałem, ale od mojego wyobrażenia odbiegały naprawdę nieznacznie. Które postacie najbardziej mi się podobały? Naturalnie Bilbo, Legolas, Gimli (te trzy postacie wyglądały niemal identycznie jak te w mojej wyobraźni), Gandalf. Aragorn, Boromir i reszta hobbitów wyglądali już troszeczkę inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że postacie zostały dobrane znakomicie. Moim jedynym ale co do postaci jest jedynie postać Galadrieli. Ona miała być najpiękniejszą kobietą, więc gdy zobaczyłem ją na ekranie troszeczkę się skrzywiłem. Gdy jednak pokazali jej przemianę (w momencie gdy Frodo zaofiarował jej pierścień) dosłownie przeżyłem szok. To było coś cudownego. Dopiero wtedy mogłem stwierdzić, że ona jest piękna. Także przemiana Gandalfa podczas rozmowy z Bilbo była niesamowita.

Kolejnym plusem dla realizatorów jest dodatkowy świat pierścienia. Gdy po raz pierwszy go zobaczyłem byłem zdziwiony. W książce przecież nie było mowy o tym, że gdy założy się pierścień to znajdzie się w innym świecie. Pomysł jest wprost znakomity. Dzięki wprowadzeniu tego zabiegu film staje się jeszcze lepszy.
Należy też chyba wspomnieć o Upiorach Pierścienia - Nazgulach. Niby normalni jeźdźcy w czarnych płaszczach, a jednak widziani przez pryzmat świata pierścienia stają się zupełnie inni. Tak jak było to w książce. Ta ich przemiana utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie próżnowano przy robieniu tego filmu. Nazgule wyszły kapitalnie.

Ogromnego plusa dostaje film ode mnie także za sceny przedstawiające krajobraz. Tak pięknych widoków nie widziałem już od dawna. Oglądając Rivendell byłem wprost oczarowany. Aż chciałoby się tam zamieszkać. Wyglądało ono naprawdę na jedno z najpiękniejszych miast. Ja w żadnym innym filmie tego gatunku nie widziałem miasta, które zrobione by było tak wspaniale i wyglądałoby tak pięknie. Inny przykład Isengard, gdy kamera zjeżdżała w dół do miejsca, gdzie orki tworzyły broń i powstawały uruk - hai (czy jakoś tak). Zjazd kamery był wprost niesamowity. Odnosiłem wrażenie, że to ja a nie Gandalf siedzę na szczycie wieży, i że właśnie spadłem. Coś niesamowitego.

Wspomnę jeszcze może która scena była dla mnie najlepsza. Wszakże mimo tego, iż podobał mi sięcały film były w nim sceny lepsze i troszeczkę gorsze. Jeśli się zastanowić to mógłbym uznać za najlepsze w całym filmie chyba trzy sceny. Były to przyjęcie urodzinowe Bilba i moment odpalenia przez Merrego i Pippina rakiety - smoka, narada w Rivendell i podróż przez Morię.

O ile o przyjęciu urodzinowym nic chyba nie muszę pisać tam po prostu zafascynowały mnie efekty i humor, to należy coś wspomnieć o naradzie w Rivendell. Moment najlepszy według mnie z całego filmu. Wzruszający i śmieszny zarazem. Wzruszające jest poświęcenie Froda (wiem, że w książce postąpił tak samo, lecz przeczytać a zobaczyć to jednak różnica) i moment składania przysięgi wierności przez drużynę. Szczególnie podobało mi się jak Aragorn ślubował Frodowi wierność swojego miecza. Cóż było śmiesznego w tej scenie? Na przykład moment, gdy Gimli próbował zniszczyć toporem pierścień, lub "wdarcie się" reszty hobbitów na naradę. Niech mi ktoś powie, że nie rozśmieszył go moment gdy nadbiegli Merry i Pippin, później wypowiedź jednego z nich("To gdzie idziemy?"). Cóż zaś mogę rzec o wspaniałej Morii? Jestem zachwycony szczególnie postacią Barloga i pojedynkami a z tych - momentami walki Legolasa - coż za wspaniały łucznik i wojownik). Moria wyglądała lepiej niż mógłbym to sobie wyobrazić.

Każdy film ma jednak także swoje złe strony. Tak było także i w tym wypadku. Nie rozumiem po co rozbudowano wątek miłosny między Aragornem i Arweną. Według mnie było to całkowicie niepotrzebne. Da się to jednak przeboleć, mimo że w momencie ich rozmowy film zaczął mi się lekko dłużyć (nie pomagał fakt, że przyszedłem na film z pewną dziewczyna :) ).
Drugim minusem jest to, że film odbiega od treści książki. Nieznacznie, ale jednak zawsze odbiega. Po głębszym zastanowieniu zacząłem jednak błogosławić twórców za taki fakt rzeczy. Przecież gdyby wszystko było dokładnie tak jak w książce film trwałby o wiele dłużej, a tego moje siedzenie by nie wytrzymało.
Trzeci minus to początkowa scena batalistyczna z Sauronem. Gdy walczył z armią sprzymierzonych na myśl przychodziło mi tylko jedno porównanie : "Asterix i Obelix". W identyczny sposób Sauron odtrącał swoich przeciwników jak ci dwaj galowie.

Dwóch tylko rzeczy nie mogę wybaczyć twórcom filmu. Jest nią brak Toma Bombadila. Nie ukrywam faktu, że jest to jedna z bardziej lubianych przeze mnie postaci, także brak jej w filmie odczułem naprawdę boleśnie. Drugą rzeczą jest brak pieśni "Pożegnanie Boromira". Akurat tą uważam, że powinno się w filmie zamieścić.

Po głębszym zastanowieniu postanowiłem film ocenić. Mimo pewnych minusów film jest dla mnie arcydziełem, więc dostaje u mnie 10-/10. Gdybym jednak miał go ocenić pod kątem książki bezie to wtedy 7+/10.


Pozdrawiam wszystkich i zapraszam na film.
Ghost